Bez zmian w intensywności podaży pracy, liczba pracujących spadnie w Polsce o 30 proc. do roku 2050 - twierdzi Maciej Bukowski z WiseEuropa w swoim raporcie „Rynek pracy na rozdrożu”. Jego zdaniem tę lukę mogą zapełnić tylko imigranci. Jak wielu ich będzie potrzeba – to zależy od przeprowadzonych reform.

Już teraz w wielu regionach i w wielu branżach zaczyna brakować rąk do pracy. Stopa rejestrowanego bezrobocia jest najniższa w historii polskiej transformacji i nieznacznie przekracza 8 proc.
Z punktu widzenia pracodawców taki stan zaczyna być źródłem kłopotów. A będzie gorzej. - Będziemy mieli drastyczne załamanie liczby osób w wieku produkcyjnym - przestrzega dr. Maciej Bukowski z WiseEuropa.
Według jego wyliczeń przy zachowaniu obecnego status quo (tzn. brak reform) do 2050 roku liczba pracujących w Polsce spadnie o 30 proc. To może oznaczać zahamowanie rozwoju gospodarczego. Przy utrzymaniu tych negatywnych założeń, aby załatać dziury na rynku pracy Polska musiałaby przyjąć ok. 5 mln imigrantów licząc wraz z dziećmi.
Część tej luki na rynku pracy możemy jednak zasypać własnymi siłami.


KOMENTARZE (0)