Nowe standardy, stare problemy. Pogłoski o rewolucji na rynku pracy są przesadzone


Justyna Koc - 22 maj 2020 6:00


Jaki krajobraz rynku pracy wyłoni się z chaosu, który stworzyła pandemia, a także jak nowe standardy życia i pracy przekształcą relację pracodawca-pracownik? Na te pytania próbowali odpowiedź eksperci biorący udział w debacie "Rynek pracy. Sztuka adaptacji”, która odbyła się w ramach EEC Online.

Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że stopa bezrobocia rejestrowanego wzrosła o 0,3 pkt. proc. – z poziomu 5,4 proc. w marcu do 5,7 proc. w końcu kwietnia.

Bronimy pracy

- Jeśli chodzi o statystykę, to dzisiaj mamy niskie bezrobocie – na poziomie 5,7 proc. w kwietniu, czyli sytuacja w tej chwili nie jest niebezpieczna. Na bieżąco otrzymuje dane za miesiąc maj. Wszystko wskazuje na to, że przyrost nie będzie znaczny - na poziomie ok. 100 tys. Mieliśmy szczęście w nieszczęściu, że startowaliśmy z niskiego pułapu, w lutym stopa bezrobocia wynosiła 5,4 proc. - bezrobocie było najniższe od 1990 roku, a według danych Eurostatu Polska jest na 3. miejscu w Europie – komentuje sytuację na rynku pracy Stanisław Szwed, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej.

- Jesteśmy w wyjątkowej sytuacji i działania, które dotychczas podjęliśmy, związane są przede wszystkim z ochroną miejsc pracy. To było nasze główne zadanie, na pierwsze miesiące kryzysu. Jest to podyktowane tym, że zdecydowanie taniej jest utrzymać miejsca pracy niż tworzyć nowe. Mamy cztery tarcze antykryzysowe, które zawierają rozwiązania, wychodzące naprzeciw przedsiębiorcom – dodaje.

Stanisław Szwed podkreśla również, że resort pracy ma świadomość, że należy się zastanowić nad działaniami w kolejnych miesiącach.

- Musimy zastanowić się, co będzie dalej – jak odmrażanie wpłynie na gospodarkę, a także nad tym, jakie ewentualne działania zaplanować na jesień, ponieważ nie wiemy jaka będzie wtedy sytuacja – dodaje Szwed.

"Czarny łabędź" zaskoczył wszystkich

Barbara Piontek, zastępca prezesa Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, zwraca uwagę na  pojęcie „czarnego łabędzia”, czyli kompletnie nieprzewidywalnego zagrożenia. Do słownika ekonomii trafiło ono w 2007 r. podczas kryzysu. Podobną sytuację mamy w tej chwili.

- "Czarny łabędź" pokazuje słabość prognostyczną i statystyczną. Im mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia jakiegoś zjawiska, tym mniejszą wagę do niego przywiązujemy – mówi Barbara Piontek. Pierwszy okres „pożarowy” za nami - firmy zaczęły szybko reagować. Tam, gdzie można było przekwalifikować się i zmienić rodzaj produkcji, firmy dopasowywały się – dodaje.

Duży nacisk firmy kładą na utrzymanie pracowników.

- Jeśli przedsiębiorstwo wiele lat buduje świetny zespół, to jego odbudowa wiązałaby się z dużymi kłopotami – mówi Piontek. - Zostały podjęte działania mające na celu minirestrukturyzację, co skutkowało optymalizacją. Pamiętajmy, że czarny łabędź to nie tyko coś negatywnego. Dla niektórych może okazać się wielką szansą – dodaje.

Firmy funkcjonujące w KSSE, zamknięcie gospodarki nie dotknęło tak bardzo, ponieważ ich działanie opiera się głównie na produkcji. Co będzie dalej? Wszystko zależy od tego, co będzie się działo na rynku automotive – jak duży będzie popyt na produkty.

- Koronawirus obnażył wszystkie słabości systemowe, instytucjonalne, a także kompetencyjne. Na rynku pracy niewiele się zmieniło. W ujęciu ilościowym będziemy mieć nadpodaż, ale jeśli chodzi o lukę kompetencyjną to może się ona nasilić. Jeśli bezrobocie będzie się zwiększać, to zgoda na gorsze warunki pracy może wspomnianą lukę pogłębić – podkreśla Barbara Piontek.

- Jeśli chodzi o automatyzację i robotyzację, to tutaj niedobry kadrowe cały czas istnieją. Mam nadzieję, że koronawirus większy zainteresowanie ze strony firm automatyzacją i robotyzacją. Dotychczas zaledwie 6 proc. przedsiębiorstw myślało o tym kierunku – dodaje wiceprezes KSSE.

Debata Debata

Kompetencji nadal brak

Część firm z powodu pandemii koronawirusa zdecydowała się na redukcję zatrudnienia. Tym samym liczba osób bezrobotnych zwiększa się. Liczba ofert pracy z kolei maleje. Czy wobec tego można mówić o końcu rynku pracownika?

- Sytuacja, która mamy obecnie na rynku, nie jest tożsama we wszystkich branżach. Trudno mówić o rynku pracodawcy czy o rynku pracownika. Chciałabym odejść od tego nazewnictwa, bo w poszczególnych sektorach inaczej to wygląda. Możemy skupić się na rynku kompetencji, czyli na umiejętnościach, których z dnia na dzień nie przybyło ze względu na to, że mamy sytuację kryzysową – komentuje Agnieszka Kolenda, executive director w Hays Poland, podczas sesji "Rynek pracy. Sztuka adaptacji", która odbyła się w ramach EEC Online.

- To prawda że są branże, gdzie wciąż o pracowników jest trudno. IT e-commerce, digital czy automatyzacja to obszary, gdzie jeszcze przed pandemią pracodawcy zmagali się z problemami ze znalezieniem pracowników o odpowiednich umiejętnościach. Problemy będą się nadal pojawiały. Wszystko oczywiście będzie zależało od specjalizacji – dodaje.

Zdaniem Agnieszki Kolendy, obecny kryzys nauczy nas elastyczności, a także bardziej poważnego podejścia do kierunku, w którym powinniśmy pójść, czyli w stronę automatyzacji, digitalizacja oraz uniwersalnych umiejętności pracowników.

- Podsumowując, będziemy mieli do czynienia z rynkiem kompetencji, czyli z rynkiem pracowników, którzy będą posiadali odpowiednie kompetencje, które pomogą firmie zbudować przewagę konkurencyjną – dodaje Kolenda.

W podobnym tonie wypowiada się Cezary Mączka, członek zarządu i dyrektor pionu zarządzania zasobami ludzkimi w Budimeksie. Jak zauważa, branża budowlana nie odczuwa zmian na rynku pracy. W sektorze nadal brakuje ok. 60 tys. pracowników technicznych, zwłaszcza jeśli chodzi o rynek infrastruktury i kolejowy.

- Mamy dużą lukę pokoleniową pomiędzy osobami, które wchodzą na rynek a tymi, którzy są już na nim obecni. Pracowników z doświadczeniem, którzy mogłyby prowadzić skomplikowane, techniczne projekty kolejowe, nie ma na rynku. To trudna sytuacja dla nas i wymaga niezwykłej innowacyjności, jeśli chodzi o dotarcie do pracownika, zainteresowanie go naszą ofertą i przekonanie, żeby u nas pracował – wyjaśnia Cezary Mączka.

Usługi się bronią

Sektor nowoczesnych usług dla biznesu dość dobrze poradził sobie z pandemią koronawirusa. Jak zauważa Marcin Nowak, prezes ABSL, aż 84 proc. pracowników z branży przeszło na model pracy z domu bez większych problemów.

- Rozwiązania technologiczne pozwoliły dosyć łatwo zachować ciągłość łańcucha dostaw usług. Co prawda w wielu obszarach ten proces nie został zachowany w 100 proc., jednak nadal działał, co zostało zauważone przez firmy – mówi Nowak.

W tym pierwszym etapie firmy dały sobie radę. Wiele spółek uporządkowało procesy, a także przyspieszyło działania, o których wcześniej nie myślało. Był to zapewne pozytywny element tej sytuacji.

- Należy jednak pamiętać, że sektor nowoczesnych usług obsługuje wszystkie branże. Koniunktura i efektywność funkcjonowania centrów zależy od koniunktury obszarów, dla których pracują. Najbardziej ucierpiała branża lotnicza, motoryzacyjna, transportowa czy turystyczna i jest to zauważalne w sposobie funkcjonowania centrów z tego obszaru. Ale są też branże, tj. IT czy sektor medyczny, które zauważyły wzrost przychodów i efektywności pracy – komentuje Marcin Nowak.

Debata Debata

Prawo pracy a praca zdalna

- Przejście firm na pracę zdalną to swoista rewolucja. Bardzo duża i trwała zmiana. Szefowie zorientowali się, że praca może odbywać zdalnie – mimo, że wcześniej nie brali tego pod uwagę. Ponadto home office może być równie, a może nawet bardziej, wydajny niż praca w biurze - mówi Michał Lisawa, counsel w Baker McKenzie.

- To zmiana nie tylko pod względem technologicznym, ale również zmiana w świadomości szefów. Do niedawna na stałe pracowało zdalnie  kilka procent wszystkich pracowników. Dzisiaj, moim zdaniem, liczba ta wzrosła kilkukrotnie – dodaje.

Pracodawcy z dnia na dzień musieli przestawić organizacje na tryb pracy zdalnej, co przysporzyło sporo kłopotów. Jeden z nich to brak uregulowań tej formy pracy.

- Praca zdalna, czyli okazjonalny home office, nie jest uwzględniona w Kodeksie pracy. Mamy przepisy dotyczące telepracy, jednak ze względu na mocno sformalizowany charakter, nie jest ona popularna – zauważa Michał Lisawa.

Przepisy nie rozstrzygają, kto jest odpowiedzialny za procesy pracy.

- Pracownik może pracować w domu czy w ogródku, jednak to pracodawca odpowiada za stan BHP. Dużym problemem jest ustalenie, za co konkretnie. Telepraca zwalniała firmy z odpowiedzialności za stan techniczny pomieszczeń i budynków. W przypadku home office nie było dotychczas żadnych regulacji – komentuje Lisawa.

- Pracodawcom, którzy czekają na regulacje na poziomie ustawowym, zalecamy uregulowanie wszystkich kwestii wewnątrz organizacji - dodaje.

O problemach pracowniczych rozmawialiśmy również w pierwszej części bloku tematycznego dotyczącego rynku pracy. Anna Wicha, prezes Polskiego Forum HR, public affairs director Poland, Eastern Europe, Middle East & North Africa w grupie Adecco podkreślała, że pod koniec roku bezrobocie może okazać się znacznie wyższe.

W podobnym tonie wypowiadał się Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora ds. badań i analiz Polskiego Instytutu Ekonomicznego. W tej chwili problem bezrobocia został, jego zdaniem zamrożony przez szereg czynników. Jednym z nich jest sztywność polskiego rynku pracy.

- Część pracowników, nawet jeśli dostała wypowiedzenie w marcu czy kwietniu, to w tej chwili jest na okresie wypowiedzenia – zaznacza Kubisiak.

Inny czynnik, mający wpływ na poziom bezrobocia, to działania osłonowe, które zostały wprowadzone w ramach tarczy antykryzysowej 1.0.

- Na zamrożenie rynku pracy wpływają niewątpliwie zasiłki opiekuńcze. To świadczenia, które całkowicie zdejmują z firm koszty utrzymania pracowników - ZUS wziął na siebie wypłaty pieniędzy. Szacuje się, że w tej grupie jest ok. 1,5 mln osób. Jak wiadomo, nie mogą one zostać zwolnione – ocenia Andrzej Kubisiak.

*Artykuł powstał podczas debaty "Rynek pracy. Sztuka adaptacji”, która odbyła się w ramach EEC Online.



www.pulshr.pl | 30-05-2020 13:58:47