"Tak źle nie było od 1990". Mocne słowa o rynku pracy


KDS - 20 maj 2020 17:10


Kwiecień 2020 był niewątpliwie najgorszym miesiącem dla polskiej gospodarki od początku transformacji, nigdy bowiem po 1990 r. nie mieliśmy do czynienia z niemal całkowitym jej zamrożeniem - tak najnowsze dane GUS o wynagrodzeniach i zatrudnieniu komentuje Monika Kurtek, główny ekonomista Banku Pocztowego.

Zgodnie z opublikowanymi w środę (20 maja) danymi GUS, zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw (firmy zatrudniające powyżej 9 osób) w kwietniu spadło o 2,4 proc. w porównaniu z marcem, a rok do roku spadło o 2,1 proc. To dużo więcej niż zakładali analitycy. Ich szacunki mówiły o spadku na poziomie 0,5 proc. 

Jak tłumaczy GUS, jest to m.in. wynik zmniejszania wymiaru etatów, zakończenia i nie przedłużania umów terminowych (niekiedy z powodu sytuacji epidemiologicznej), a także rozwiązywania umów o pracę z pracownikami, jak również pobierania przez pracowników zasiłków opiekuńczych, chorobowych czy przebywanie na urlopach bezpłatnych.

Do tej wyliczanki Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego ds. badań i analiz dodaje także opuszczenie Polski przez części imigrantów. - Według danych ambasady Ukrainy w Polsce w ciągu pierwszego miesiąca obowiązywania restrykcji związanych z pandemią Covid-19 z Polski na Ukrainę wyjechało ok. 175 tys. Ukraińców - wskazuje.

Mocny zjazd w dół

Monika Kurtek, główny ekonomista Banku Pocztowego zauważa, że jest to pierwsza ujemna dynamika roczna zatrudnienia od października 2013 roku i jednocześnie najsłabsza od lipca 2009 roku.

- Kwiecień 2020 był niewątpliwie najgorszym miesiącem dla polskiej gospodarki od początku transformacji, nigdy bowiem po 1990 roku nie mieliśmy do czynienia z niemal całkowitym jej zamrożeniem. Dodatkowo wiele krajów na świecie funkcjonowało w bardzo podobnych warunkach. Lockdown wymusił na wielu przedsiębiorstwach natychmiastowe wstrzymanie produkcji, bądź jej ograniczenie, przez relatywnie długi czas, co musiało niestety odbić się na statystykach dotyczących i zatrudnienia, i płac - komentuje Kurtek. 

Jeszcze mocniejszych porównań używa starszy ekonomista Banku Pekao SA Piotr Piękoś: - Kwietniowe dane z sektora przedsiębiorstw dowodzą bezprecedensowego tąpnięcia na krajowym rynku pracy w reakcji na najgłębszy po transformacji ustrojowej kryzys gospodarczy.

Jak wylicza, zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło aż o 153 tys. miesiąc do miesiąca, co przełożyło się na spadek dynamiki rocznej do głęboko ujemnych rejonów (-2,1 proc. rok do roku wobec wzrostu o 0,3 proc. rok do roku w marcu). - To mocno poniżej konsensusu prognoz rynkowych zakładającego spadek jedynie o 0,5 proc. rok do roku - dodaje. Wyliczył też, że obecnie w ciągu jednego miesiąca zredukowano mniej więcej tyle samo etatów, ile w trakcie całego kryzysu z lat 2008/2009, kiedy miesięczne spadki sięgały maksymalnie 33 tys.

Ekonomiści nie mają wątpliwości, że są to rekordowe miesięczne spadki. A jeśli wzięłoby się pod uwagę wszystkie firmy, nie tylko sektor przedsiębiorstw, spadki byłyby jeszcze większe.

- Opublikowane dziś dane potwierdzają destrukcyjny wpływ pandemii koronawirusa na polską gospodarkę, a w szczególności na rynek pracy. Nie są niestety publikowane dane dotyczące zatrudnienia w mikro, małych i średnich firmach, a prawdopodobnie tam, przynajmniej w okresie funkcjonowania pomocy rządowej, sytuacja nie jest aż tak dramatyczna jak w firmach dużych. Niewątpliwie jednak obraz rynku pracy w Polsce, w porównaniu jeszcze chociażby do lutego 2020, zmienił się o 180 stopni - podsumowuje Kurtek.

Także Monika Fedorczuk, ekspert rynku pracy Konfederacji Lewiatan zwraca uwagę na problem braku małych i mikro firm w zestawieniu. Jej zdaniem jednak to tam jest duży problem.

-  Wydaje się, że sytuacja mikro i małych przedsiębiorców, mimo skierowania do nich większej liczby instrumentów wsparcia jest trudniejsza, szczególnie jeśli ich działalność jest oparta o świadczenie usług odmrażanych w dalszej kolejności. Ich wcześniejsze możliwości akumulacji kapitału, który może być wykorzystany w sytuacjach kryzysowych, były niewielkie, a poziom popytu na usługi od konsumentów indywidualnych może być niższy niż sprzed epidemii. Dlatego też trzeba liczyć się z możliwością dużej liczby zawieszonych lub zlikwidowanych małych firm, a tym samym zwiększonej liczby bezrobotnych - komentuje.

Niepewna przyszłość 

Ekonomiści są zgodni, że kolejne miesiące mogą nie być pod względem poziomu zatrudnienia dużo lepsze. Takim punktem granicznym przyspieszenia spadku zatrudnienia może być jesień, kiedy to przestaną funkcjonować wprowadzone przez państwo instrumenty wspierające rynek pracy oraz zakończy się trzymiesięczny okres wypowiedzenia u pracowników, którzy teraz zostali zwolnieni.

Czytaj też: Fala zwolnień dopiero przed nami. Skończą się wypowiedzenia, wzrośnie zasiłek

Jak tłumaczy Kurtek, dodatkowo tarcze antykryzysowe i finansowe, które niewątpliwie „ratują" przynajmniej część miejsc pracy, są póki co adresowane do mikro, małych i średnich firm. Duże firmy na pomoc finansową wciąż czekają.

- Dodatkowo, "odmrażanie" gospodarki „odsłania" tzw. „nową normalność" i znacznie mniejszy popyt na niektóre kategorie dóbr, co także ostatecznie będzie prowadzić do redukcji zatrudnienia w przedsiębiorstwach. Będzie to coraz bardziej widoczne w rosnącej stopie bezrobocia, która według moich prognoz na koniec roku znajdzie się w okolicach 8.5 procent. Jednocześnie topniejące dochody gospodarstw domowych (płace także ostro hamują), przy relatywnie wysokiej inflacji, redukować będą mocno popyt konsumpcyjny. Już w kwietniu 2020, po raz pierwszy od marca 2013 roku, realny fundusz płac w sektorze przedsiębiorstw spadł o 3.5 procent rok do roku, a przed nami kolejne znacznie głębsze jego spadki. W efekcie polska gospodarka doświadczy w tym roku pierwszej po 1990 r. recesji, według moich prognoz rzędu 3.5 procent - komentuje Kurtek.

Cień optymizmu dają wyniki najnowszego raportu PIE. Pokazuje on, że w porównaniu do początku pandemii mocno spadła liczba firm, które planują zmniejszyć zatrudnienie - z 28 do 8 proc.

- Obecnie jesteśmy już w nieco innym położeniu, bo omawiane dane GUS dotyczą kwietnia, a procesy odmrażania gospodarki ruszyły od maja. Otwarcie kolejnych punktów usługowych, handlowych i gastronomicznych, a także powrót do procesów produkcyjnych powoduje, że nastroje przedsiębiorstw w połowie maja są znacznie mniej radykalne niż jeszcze miesiąc czy półtora temu - wyjaśnia Andrzej Kubisiak.



www.pulshr.pl | 06-06-2020 00:27:38