Home office jest OK, ale tęsknimy za biurami


Katarzyna Domagała-Szymonek - 23 maj 2020 0:01


Podczas izolacji najwięcej czasu spędzamy przede wszystkim w swoich salonach (52 proc. odpowiedzi) i sypialniach (20 proc.). W ostatnich miesiącach te wnętrza zyskały nowe funkcje - biur. To uzmysłowiło nam, jak bardzo tęsknimy za tymi prawdziwymi biurami.

"Praca zdalna jest diametralnie inna niż ta wykonywana normalnie. Wymaga innych narzędzi, nie daje poczucia kontroli i jest o wiele bardziej absorbująca" - tak swe doświadczenia z wykonywaniem obowiązków zawodowych z domu opisał uczestnik badania zleconego przez VOX.

Inny pisał tak: "Mieszkam w kawalerce, więc jedno pomieszczenie służy jako salon, sypialnia, jadalnia, suszarnia dla ubrań i gabinet. Dzielę jeden stół z chłopakiem jako biurko (po przeciwnych końcach). Marzę o własnym biurku".

Odkąd zostaliśmy zamknięci w czterech ścianach, wiele osób na własnej skórze przekonało się, że home office nie jest taki przyjemny, jakby mogło się zdawać w pierwszej chwili.

Gotowi do pracy z domu

Zacznijmy od początku. Firma wnętrzarska zapytała m.in. o to, ile osób było gotowych na rozpoczęcie niemal z dnia na dzień home office. Okazało się, że aż 6 na 10 osób pracujących zdalnie podczas pandemii twierdzi, że nie musiały nic zmieniać w swoich czterech kątach, by przystosować je do wykonywania obowiązków zawodowych. Co szósta w tym celu zmieniła nieco aranżację pomieszczenia, a co dwunasta - dokupiła nowe meble lub akcesoria.

Gdzie najczęściej zasiadamy do pracy? Przede wszystkim w salonach (52 proc. odpowiedzi) i sypialniach (20 proc.). W ostatnich miesiącach te wnętrza zyskały nowe funkcje, bo średnio ponad 4 na 10 osób w związku z pandemią rozpoczęły pracę w trybie zdalnym – a to właśnie w jednym z tych dwóch pomieszczeń najczęściej urządzamy robocze kąciki.

Warto zaznaczyć, że pośród pracujących zdalnie tylko 39 proc. osób odpowiednie miejsce miało zaaranżowane jeszcze przed wybuchem pandemii. Większość musiała stworzyć je dopiero teraz. 

Trzeba zaznaczyć, że nawet co trzecia osoba, która z powodu pandemii musi pracować w domu, nie ma stałego miejsca pracy. W takich sytuacjach do pracy wykorzystujemy kuchenny stół, kanapę w salonie lub… łóżko.

Co ciekawe, wśród osób nieposiadających wydzielonego kącika do pracy, 29 proc. zmienia miejsce i pracuje w różnych pomieszczeniach - w zależności od dnia, sytuacji czy własnej wygody.

- Pandemia nas zaskoczyła, ale również pokazała, że potrafimy dopasować się do nowej sytuacji. Siedzimy w domu, pracujemy zdalnie, zamawiamy przez internet rzeczy, których wcześniej raczej nie kupowaliśmy online, i zmieniamy swe codzienne przyzwyczajenia. Skutki epidemii mogą mieć znaczący wpływ na nasze życie, bo część nowych nawyków, jak choćby praca zdalna, mogą zostać z nami na dłużej - komentuje wyniki badania Katarzyna Bryze, szefowa działu rozwoju mebli VOX.

Jest miło, ale... 

Bez względu na to, z jakiego miejsca pracujemy, kąciki do pracy z reguły oceniamy jako wygodne (47 proc. odpowiedzi pracujących zdalnie) i funkcjonalne (49 proc.). Warto zaznaczyć, że osoby, które home office urządziły jeszcze przed wybuchem pandemii, oceniają je nieco lepiej niż ci, których do wydzielenia odpowiedniego miejsca zmusił dopiero koronawirus.

Mimo to większość z nas nie zamieniłaby biura na dom na stałe. Tylko co piąta osoba twierdzi, że we własnych czterech ścianach pracuje się lepiej niż obok szefa i współpracowników. Blisko co trzeci respondent uważa, że dom jest równie wygodny jak biuro, ale aż 49 proc. respondentów od home office zdecydowanie bardziej woli „klasyczne” miejsce pracy.

Na liście minusów pracy zdalnej znajdziemy przede wszystkim brak wyraźnej granicy pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. To problem, który dotyka zwłaszcza osoby mieszkające w kawalerkach oraz wynajmujące pokoje (ok. 2 proc. respondentów): podczas izolacji całe ich życie toczy się na jednym skrawku przestrzeni, co często bywa dla nich przytłaczające.

Przeszkodą jest też niedostateczny poziom komfortu w porównaniu z biurem oraz obecność innych domowników, utrudniająca koncentrację. Co piąta osoba podczas izolacji narzeka również na trudności w pogodzeniu pracy z obowiązkami domowymi.

Praca z domu nie dla każdego

Jak wynika z badania przeprowadzonego wśród 2,5 tys. spółek w marcu 2020 r. przez firmę rekrutacyjną i outsourcingową Devire, dotychczas tylko 21 proc. pracodawców oferowało pełną możliwość pracy zdalnej, przy czym blisko połowa przedsiębiorstw tak pracowała, ale tylko częściowo. Po wybuchu pandemii nadal co trzecia firma nie wprowadziła  pracy zdalnej lub zrobiła to częściowo. 

Główną barierą uniemożliwiającą  firmom wprowadzenie pracy zdalnej jest charakter wykonywanych obowiązków – 83 proc. 

Wprowadzona przez polski rząd specustawa reguluje obowiązki pracodawcy i pracownika dotyczące pracy zdalnej. Wśród nich jest konieczność zapewnienia odpowiedniego sprzętu pracownikowi, ale - jak wynika z badania – aż w co trzeciej firmie zabrakło sprzętu elektronicznego (np. laptopów) dla wszystkich pracowników.

- Wcześniejsze decyzje o inwestowaniu w sprzętu mobilny w wielu firmach były uzależnione od kosztów. Laptop jest przeciętnie 20 proc. droższy niż komputer stacjonarny, co oznacza oszczędność dla firmy rzędu 500 zł. To z kolei uniemożliwiło firmom późniejsze przejście całej firmy na pracę zdalną – podkreśla Michał Młynarczyk.

Trzecią najczęściej wskazywaną barierą jest decyzja zarządu, który nie wierzy, że praca zdalna może funkcjonować sprawnie. Wskazało tak 10 proc. respondentów w odpowiedziach „Inne”.



www.pulshr.pl | 30-05-2020 14:03:21