Bez masowych zwolnień i cięć wynagrodzeń? Raport z falą optymizmu


Katarzyna Domagała-Szymonek - 20 maj 2020 20:00


Odsetek firm planujących zwolnienia spadł z 28 proc. pod koniec marca do 8 proc. - wynika z najnowszego raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Uspokojenie widać też w przypadku cięć płac czy spadku sprzedaży. Duży problem nadal stanowią natomiast zatory płatnicze.

Z raportu dowiemy się, że w porównaniu do deklaracji z końca kwietnia odsetek przedsiębiorstw planujących redukcję zatrudnienia spadł o 4 punkty proc., a w porównaniu do deklaracji z końca marca - aż o 20 punktów proc. Obecnie (kolejne badanie wykonano między 12-14 maja) wynosi on 8 proc. 

Z kolei odsetek firm deklarujących utrzymanie obecnego poziomu zatrudnienia wzrósł o 12 proc. Jednocześnie z 2 proc. na koniec marca do 7 proc. na początku maja wzrosła pula firm deklarujących przyrost liczby pracowników.

Przy czym z danych PIE i PFR można wywnioskować, że firmy nieco zwiększą tu zachowawczość: pod koniec kwietnia 8 proc. firm mówiło o zamiarze zwiększenia zatrudnienia. 

Czytaj więcej: Koronawirus niszczy polski biznes. Nadciąga fala zwolnień

Również wiceminister rozwoju Marek Niedużak z umiarkowanym optymizmem patrzy na sytuację na rynku pracy. - Na razie nie widzę w Polsce dużego bezrobocia. Dane tego nie pokazują - mówił podczas  EEC Online.

Zaznaczył, że mógłby się założyć o butelkę dobrego wina, że w naszym kraju efektem spowolnienia nie będzie bardzo wysokie bezrobocie, choć przyznał, że to teza ryzykowna... Jego zdaniem skuteczne okażą się tu mechanizmy pomocowe powodujące, że ci, którzy dostają wsparcie, utrzymają przez następne miesiące miejsca pracy. Dodał, że polska gospodarka jest bardziej oparta na produkcji, mniej zaś na usługach, a kryzys dotknął - mimo wszystko - sektor przemysłowy w mniejszym stopniu.

- Oczywiście ucierpimy, ale myślę mniej niż inni i dosyć szybko wejdziemy na ścieżkę wzrostu - ocenił.

Co z wynagrodzeniami?

Autorzy raportu wskazują również, że o ile pod koniec marca obniżenie wynagrodzeń pracowników planowało 50 proc. firm, o tyle na początku maja takich przedsiębiorstw jest 21 proc., przy czym 19 proc. zamierza obciąć pensje całej załogi, a 2 proc. ograniczy się do kadry zarządzającej.

- Etap odmrażania gospodarki zmienia sytuację na rynku pracy. Po dotychczasowym wyraźnym zahamowaniu zaczynamy obserwować systematyczny spadek odsetka firm planujących redukcję poziomu zatrudnienia. Równie istotną kwestią jest ograniczona skłonność pracodawców do obniżania wynagrodzeń. 66 proc. planuje bowiem utrzymanie ich obecnego poziomu. To wynik o 30 pkt. proc. wyższy niż pod koniec marca. Niestety wśród małych firm ten odsetek wzrósł o 10 pkt proc, co może świadczyć o rosnących różnicach w odporności na kryzys - twierdzi Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora PIE ds. badań i analiz.

Na te optymistyczne dane wpływ ma z pewnością fakt, że wyhamowało tempo spadku sprzedaży. Na początku maja odsetek firm, które on dotknął zmalał z 67 proc. do 49 proc., czyli o 18 pkt. proc. w porównaniu z końcem kwietnia (zahamowanie dotychczasowego trendu wzrostowego).

Na taki obraz wpłynęła przede wszystkim poprawa sytuacji mikro- oraz małych firm, wśród których odsetek firm ze spadkiem sprzedaży w stosunku do danych z końca marca zmniejszył się odpowiednio o 28 pkt. proc. i o 9 pkt. proc.

Czytaj więcej: Fala zwolnień dopiero przed nami. Skończą się wypowiedzenia, wzrośnie zasiłek 

Jak podają autorzy raportu, zróżnicowana sytuacja występuje w obszarze zamówień, gdzie 41 proc. przedsiębiorstw doświadczyło spadku w porównaniu z połową kwietnia, tyle samo nie odnotowało zmian, a 13 proc. zaobserwowało wzrost. Najbardziej wyraźne ożywienie wystąpiło w handlu i usługach, gdzie odpowiednio 17 proc. oraz 15 proc. firm odnotowało wzrost liczby nowych zamówień.

Problem, który cały czas jest mocno obecny w polskich firmach to zatory płatnicze. Trudności w regulowaniu własnych zobowiązań dotyka 25 proc. firm, a 74 proc. nie zgłasza takich trudności.

W porównaniu z deklaracjami sprzed miesiąca odsetek przedsiębiorstw doświadczających zatorów płatniczych wzrósł o 2 pkt. proc. W najmniejszym stopniu tymi trudnościami dotknięci są właściciele dużych firm (22 proc.). Jak zaznaczają autorzy raportu, istotnym problemem jest to, że w przypadku 33 proc. firm nieopłacone faktury stanowią od 25 proc. do 50 proc. wszystkich ich należności wobec kontrahentów i - w porównaniu z sytuacją z połowy kwietnia - nastąpił wzrost o 7 pkt. proc. Duża część przedsiębiorstw (43 proc.) przyznaje, że ma trudności z egzekwowaniem należności od kontrahentów.

Pomoc państwa ma znaczenie

Z raportu dowiemy się, że subiektywna ocena płynności finansowej przedsiębiorstw nie zmieniła się w porównaniu z końcem kwietnia. 42 proc. firm ocenia swą płynność jako dostateczną, by przetrwać powyżej 3 miesięcy, tyle samo deklaruje zdolność przetrwania przez maksymalnie 3 miesiące, zaś 9 proc. firm nie ma żadnych rezerw finansowych.

O skorzystanie z co najmniej jednego instrumentu tarczy antykryzysowej lub tarczy finansowej ubiegało się 61 proc. przedsiębiorstw (najczęściej mikro- i małe, odpowiednio 80 proc. oraz 76 proc.). Najchętniej z pomocy korzystają oczywiście ci, dla których jest ona niezbędna aby przetrwać.

- Wytrzymałość w warunkach kryzysowych mniejszych podmiotów jest ograniczona i to się potwierdza. Istotną rolę w ratowaniu będących w najtrudniejszym położeniu odgrywa wsparcie w ramach tarcz antykryzysowej i finansowej - mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

W badaniach ujawnił się fakt, że aż 89 proc. firm oceniających swe zasoby finansowe jako niedostateczne, by funkcjonować choćby miesiąc, skorzystało z rządowego wsparcia. Wśród firm zdolnych przetrwać przez miesiąc wskaźnik korzystających wynosi niemal 76 proc., zaś wśród zdolnych do funkcjonowania dłużej niż kwartał nieco ponad 45 proc.

- Nasze badania pokazują, że wsparcie finansowe w czasach kryzysu najchętniej jest podejmowane w grupach firm o najmniejszych zapasach finansowych. To dobry sygnał, bo pokazuje, że pieniądze na ratowanie polskiej gospodarki są wycelowane tam, gdzie znajdują się największe potrzeby - ocenia szef PIE.

Dane GUS studzą emocje

Jednak zderzając wyniki raportu PIE z opublikowanymi dzisiaj (20 maja) danymi na temat wynagrodzenia i bezrobocia w kwietniu 2020, okaże się, że wcale nie jest tak dobrze, jakby mogło się wydawać. 

W kwietniu 2020 roku przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw (firmy zatrudniające powyżej 9 osób) było niższe o 2,1 proc w ujęciu rok do roku i wyniosło 6258,8 tys. W ujęciu miesięcznym był to spadek na poziomie 2,4 proc.

- Spadek zatrudnienia był wynikiem między innymi zmniejszania wymiaru etatów, zakończenia i nieprzedłużania umów terminowych (niekiedy z powodu sytuacji epidemiologicznej), a także rozwiązywania umów o pracę z pracownikami - podał GUS.

Na spadek przeciętnego zatrudnienia - informuje urząd - wpływ miało też pobieranie przez pracowników zasiłków opiekuńczych, chorobowych, jak również przebywanie na urlopach bezpłatnych - co w zależności od ogólnej długości ich trwania mogło także zaważyć na sposobie ujmowania tych osób w przeciętnym zatrudnieniu i zarazem w wynagrodzeniach.

Kwietniowe dane z krajowego ryku pracy przyniosły niespodziewanie gwałtowne przyspieszenie redukcji etatów. Obecnie w ciągu jednego miesiąca zredukowano mniej więcej tyle samo etatów, ile w trakcie całego kryzysu z lat 2008/2009. Kolejne miesiące przyniosą kontynuację tendencji spadkowej cięć zatrudnienia - ocenił starszy ekonomista Banku Pekao SA Piotr Piękoś.

Również Monika Kurtek, główny ekonomista Banku Pocztowego, że w kwietniu obserwowaliśmy rekordową redukcję: - Po kilku latach wzrostu kwiecień przyniósł spadek zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. To pierwsza ujemna dynamika roczna zatrudnienia od października 2013 roku i jednocześnie najsłabsza od lipca 2009 roku.

Jak zaznacza, kwiecień był najgorszym miesiącem dla polskiej gospodarki od początku transformacji.

- Nigdy bowiem po 1990 roku nie mieliśmy do czynienia z niemal całkowitym jej zamrożeniem. Dodatkowo wiele krajów na świecie funkcjonowało w bardzo podobnych warunkach. Lockdown wymusił na wielu przedsiębiorstwach natychmiastowe wstrzymanie produkcji bądź jej ograniczenie, przez relatywnie długi czas, co musiało niestety odbić się na statystykach dotyczących i zatrudnienia, i płac - komentuje dane GUS ekonomistka.

W jej opinii kolejne miesiące mogą nie być pod tym względem dużo lepsze. Powód? To, że tarcze  antykryzysowe i finansowe są na razie adresowane do mikro-, małych i średnich firm. Znaczenie ma również to, że "odmrażanie" gospodarki powoli odsłania tzw. „nową normalność" - i znacznie mniejszy popyt na niektóre kategorie dóbr, co także ostatecznie będzie prowadzić do redukcji zatrudnienia w przedsiębiorstwach.

- Będzie to coraz bardziej widoczne w rosnącej stopie bezrobocia, która - według moich prognoz - na koniec roku znajdzie się w okolicach 8.5 proc.. Jednocześnie topniejące dochody gospodarstw domowych (płace także ostro hamują), przy relatywnie wysokiej inflacji, redukować będą silnie popyt konsumpcyjny. Już w kwietniu, po raz pierwszy od marca 2013 roku, realny fundusz płac w sektorze przedsiębiorstw spadł o 3.5 proc. rok do roku, a przed nami kolejne znacznie głębsze jego spadki. W efekcie polska gospodarka doświadczy w tym roku pierwszej po 1990 roku recesji; według moich prognoz - rzędu 3.5 proc. - precyzuje Monika Kurtek.

Także Monika Fedorczuk, ekspert rynku pracy Konfederacji Lewiatan, zaznacza, że duży skok bezrobocia dopiero przed nami.

- Optymistyczne założenia dotyczące odsetka osób pozostających bez pracy nie biorą pod uwagę kilku czynników. Pierwszym jest okres objęty działaniami przewidywanymi w kolejnych tarczach antykryzysowych – wszelkie instrumenty wsparcia, utrzymania zatrudnienia są przewidziane na trzy miesiące, co oznacza okres marzec-maj lub kwiecień-czerwiec (dla firm, które nieco później odczuły skutki pandemii). Jeśli popyt na towary i usługi nie wróci do tego sprzed wybuchu pandemii COVID-19 (a raczej nie wróci), to po okresie dopłat część pracodawców zdecyduje się na redukcję liczby zatrudnionych. Nie stanie się to natychmiast - w maju czy czerwcu, ale będzie rozciągnięte w czasie - uważa Fedorczuk.



www.pulshr.pl | 05-06-2020 23:10:57