Fala zwolnień dopiero przed nami. Skończą się wypowiedzenia, wzrośnie zasiłek


Katarzyna Domagała-Szymonek - 19 maj 2020 20:00


Wzrost bezrobocia dopiero przed nami - ostrzegają eksperci. Może on nastąpić dopiero jesienią, kiedy przestaną działać różne formy wsparcia z tarcz antykryzysowych. Wtedy też procedury związane ze zwolnieniami będą zakończone.

Po pierwszych prognozach, które mówiły o wzroście bezrobocia na koniec roku do ok. 10 proc., zaczynają się pojawiać bardziej optymistyczne opinie w kwestii sytuacji na rynku pracy.

Jadwiga Emilewicz, szefowa resortu rozwoju podała, że stopa bezrobocia na koniec roku może wynosić 7-8 proc. (prawdopodobnie to efekt zaskakująco dobrych danych za marzec i kwiecień). W tych miesiącach – mimo pandemii koronawirusa – bezrobocie wzrosło minimalnie.

Według danych resortu rodziny, pracy i polityki społecznej, stopa bezrobocia w Polsce w kwietniu 2020 roku wyniosła 5,7 proc. (w marcu 5,4 proc.). W powiatowych urzędach pracy było zarejestrowanych 58 tys. osób więcej niż miesiąc wcześniej, co oznacza, że w rejestrach mamy 960 tys. osób bez pracy.

Również wiceminister rozwoju Marek Niedużak z umiarkowanym optymizmem patrzy na sytuację na rynku pracy. 

- Na razie nie widzę w Polsce dużego bezrobocia. Dane tego nie pokazują - mówił podczas sesji EEC Online. 

Zaznaczył, że mógłby się założyć o butelkę dobrego wina, że w naszym kraju efektem spowolnienia nie będzie bardzo wysokie bezrobocie, choć przyznał, że to teza ryzykowna... Jego zdaniem zadziałają mechanizmy pomocowe powodujące, że ci, którzy dostają wsparcie, utrzymają przez następne miesiące miejsca pracy. Dodał, że polska gospodarka jest bardziej oparta na produkcji, a mniej na usługach, a sektor przemysłowy mniej ucierpiał od usług.

- Oczywiście ucierpimy, ale myślę mniej niż inni i dosyć szybko wejdziemy na ścieżkę wzrostu - ocenił.

Wzrost jesienią

Eksperci jednak zwracają uwagę na przesłanki, które mogą mieć decydujący wpływ na obraz sytuacji na rynku pracy w najbliższych miesiącach.

- Optymistyczne założenia dotyczące odsetka osób pozostających bez pracy nie biorą pod uwagę kilku czynników. Pierwszym jest okres objęty działaniami przewidywanymi w kolejnych tarczach antykryzysowych – wszelkie instrumenty wsparcia, utrzymania zatrudnienia są przewidziane na trzy miesiące, co oznacza okres marzec-maj lub kwiecień-czerwiec (dla firm, które nieco później odczuły skutki pandemii). Jeśli popyt na towary i usługi nie wróci do tego sprzed wybuchu pandemii COVID-19 (a raczej nie wróci), to po okresie dopłat część pracodawców zdecyduje się na redukcję liczby zatrudnionych. Nie stanie się to natychmiast - w maju czy czerwcu, ale będzie rozciągnięte w czasie - uważa Fedorczuk.

Jak dodaje, poza szarą strefą, gdzie pracę traci się natychmiast, zdecydowana większość pracujących pracuje legalnie i tu zwolnienie jest procesem, który musi uwzględniać okres wypowiedzenia (często jest to 3 miesiące dla osób z dłuższym stażem pracy) lub procedurę zwolnień grupowych. - Jeśli założyć, że na razie zwalniają głównie te przedsiębiorstwa, które nie widzą szansy kontynuowania działalności albo nie mogły skorzystać ze wsparcia w utrzymaniu zatrudnienia, to nadal mamy sytuację, że zwalniani pracownicy w większości są w okresie wypowiedzeń - wyjaśnia.

Tym samym, w jej opinii, wzrost liczby osób bezrobotnych nastąpi raczej na jesieni, po zakończeniu działania instrumentów z tarcz antykryzysowych i wszelkich procedur związanych ze zwolnieniami. 

Po pracę do sieci, nie urzędu

Ekspertka zwraca uwagę na inny jeszcze problem zaburzający przedstawienie sytuacji bezrobotnych na rynku pracy.

- Wszelkie szacunki dotyczące bezrobocia opierają się na danych z powiatowych urzędów pracy. Warto zauważyć, że dla części poszukujących pracy – szczególnie osób o wysokich kwalifikacjach - powiatowy urząd pracy jest ostatnim miejscem, o którym pomyślą. Urzędy pracy nadal mają zły wizerunek, kojarzą się głównie z wypłatą niskich zasiłków czy takimi instrumentami aktywizacji bezrobotnych jak staże, roboty publiczne czy roboty interwencyjne. W okresie niskiego bezrobocia był idealny czas na reformę służb zatrudnienia, połączoną z reformą pomocy społecznej - komentuje Fedorczuk. - Z uwagi na fakt, iż problemy rynku pracy nie były istotne, a sytuacja wydawała się stabilna, nikt z rządzących nie zajął się na poważnie tym tematem. Można sobie zadać pytanie: ilu ludzi szukających obecnie pracy przez LinkedIn, Pracuj.pl, OLX czy inne portale jest już teraz zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy? Jeśli chodzi o osoby posiadające kwalifikacje, to można postawić tezę: raczej niewielu - dodaje.

Jej zdaniem do urzędów pracy trafiają ludzie, które chcą skorzystać z czasowego uzyskania zasiłku dla bezrobotnych. Obecnie to - przy stażu pracy od 5 do 20 lat - 861,40 zł brutto przez pierwsze 3 miesiące prawa do zasiłku, a przez kolejne – 676,40 zł.

Dla wielu osób tracących pracę i posiadających jeszcze oszczędności nie stanowi to wystarczającego powodu do rejestracji. Przy znaczącej i zapowiadanej w ostatnich tygodniach podwyżce tego świadczenia może wzrosną grupa ludzi, którzy zdecydują się zarejestrować.

Zasiłek, ale jak wysoki

Wątek ten stał się niedawno tematem dyskusji analityków reprezentujących ING Bank Śląski oraz mBank.

"Gdybyśmy utracili pracę - np. z końcem kwietnia - to poczekalibyśmy z rejestracją w urzędzie pracy do czasu aż rząd - zgodnie z zapowiedziami - podniesie zasiłek dla bezrobotnych i doda zasiłek solidarnościowy. Stopa bezrobocia w maju może z tego tytułu okazać się trochę zaniżona" - napisali na Twitterze ekonomiści ING.

W odpowiedzi "koledzy po fachu" z mBank, którzy dopytywali o sens takiego działania, mogli przeczytać, że jeśli teraz złożymy wniosek o zasiłek dla bezrobotnych, to dostaniemy go w obecnej wysokości. A jeśli poczekamy, a rząd wprowadzi awizowane zmiany, to dostaniemy całą, już podwyższoną kwotę. 

Ekonomiści z ING uważają, że podwyższenie zasiłku dla bezrobotnych z 740 zł do 930 zł netto oraz wprowadzenie zasiłku solidarnościowego 1000 zł netto będzie kosztować budżet państwa ok. 3 mld zł w 2020.

- Jak liczyliśmy? Nowi bezrobotni dostaną łącznie o 4150 zł więcej niż dotychczasowi. Zakładamy, że w ciągu najbliższych m-cy pojawi się ok. 600 tych nowych bezrobotnych. Pobiorą oni łącznie 2,5 mld zł. Wyższe świadczenia dostanie też część dotychczasowych bezrobotnych (np. osoby, które nie utraciły w międzyczasie zasiłku). Oczywiście dużo zależy od szczegółów wprowadzanych przepisów, np. ile wyniesie zasiłek w wersji obniżonej (ten który się otrzymuje po 3 m-cach), kto dokładnie będzie uprawniony do zasiłku solidarnościowego (zwolnieni w jakim okresie i z jakich powodów) - wyliczali. 

- W obecnej sytuacji najważniejsze staje się określenie kluczowych celów polityki zatrudnienia na czas zawirowań na rynku pracy. Czy rozwiązania wspierające utrzymanie zatrudnienia zostaną przedłużone ponad obecne trzy miesiące? Jak określić wysokość zasiłku dla bezrobotnych, aby był realnym wsparciem na czas pozostawania bez pracy, ale jednocześnie nie odbierał motywacji do poszukiwania zatrudnienia? Czy obecnie stosowane formy aktywizacji bezrobotnych są adekwatne do sytuacji na rynku pracy? - mnoży pytania Monika Fedorczuk, podsumowując: - Na razie pojawiają się pojedyncze pomysły dotyczące wyodrębnionych fragmentów działań na rynku pracy. Potrzeba systemowego podejścia do kwestii, jak ograniczyć skutki kryzysu i jego wpływ na pracowników i pracodawców.



www.pulshr.pl | 05-06-2020 23:25:41