Będzie dobrze? Oni w to nie wierzą. Co czwarty Polak uważa, że straci pracę


Karolina Markowska - 7 kwi 2020 20:00


Konfederacja Lewiatan zapytała Polaków, jak trwająca epidemia wpłynie na perspektywę ich zatrudnienia, poziom dochodów oraz jak oceniają skuteczność działań rządu i swoich pracodawców. Większość respondentów uważa, że ratować trzeba nie tylko zdrowie, ale także gospodarkę jak podstawę rozwoju i źródło dochodów.

- Wyniki badania są niepokojące, ale nie są zaskakujące - uważa dyrektor generalny Lewiatana, Grzegorz Baczewski. - Pokazują one, że Polacy są bardzo świadomi tego, że drugie, najważniejsze niebezpieczeństwo wynikające z epidemii COVID-19 to, obok zagrożeń zdrowotnych, jej negatywny wpływ na gospodarkę. Połowa Polaków spodziewa się utraty pracy lub zwolnienia kogoś z ich bliskich. Również  połowa przewiduje znaczący spadek dochodów. Niebezpieczne jest, że wśród osób spodziewających się spadków dochodów, prawie 40 proc. szacuje, że wytrzyma zaledwie 2-3 miesiące bez wsparcia. I to znacząco ograniczając wydatki.

Co czwarty bez pracy?

47 proc. Polaków uważa, że skutki pandemii spowodują utratę pracy przez nich lub kogoś z ich bliskich. Prawie ¼ przebadanych jest pewna tego, że straci pracę. Najbardziej utraty pracy obawiają się osoby w wieku 30-39 lat, częściej taką obawę mają mieszkańcy miast.

źródło: mat. pras. źródło: mat. pras.

Ponad połowa Polaków (51 proc.) uważa, że skutki pandemii koronawirusa znacząco wpłyną na spadek ich dochodów. Przekonanych o takim spadku jest o tym 27 proc. Największą obawę o spadek dochodów mają osoby w wieku 40-59 lat.

źródło: mat. pras. źródło: mat. pras.

Jeszcze gorzej wyglądają odpowiedzi na pytania dotyczące konsekwencji spadku dochodów. Spośród osób, które przewidują znaczący spadek swoich dochodów, 38 proc. wytrzyma maksymalnie trzy miesiące, nawet jeśli znacząco ograniczy wydatki. 24 proc. wytrzyma 2-3 miesiące, 14 proc. wytrzyma tylko miesiąc. Kolejne 29 proc. wytrzyma przez dłuższy czas, ale będzie musiało drastycznie ograniczyć wydatki.

Zobacz: Przedsiębiorcy apelują o ratunek dla gospodarki. "Miliony pracowników nie mogą dłużej czekać"

- Trzeba podkreślić, że tak negatywna ocena sytuacji pojawiła się już po niecałym miesiącu epidemii. Kolejne tygodnie przestoju w gospodarce, przy braku realnej pomocy ze strony państwa, mogą spowodować drastyczne skutki społeczne. Jeżeli ludzie przestaną wierzyć w jakąś realną perspektywę poprawy, zaczną drastycznie ograniczać wydatki, co odbije się na wielkości sprzedaży i pogrąży również te firmy, które na razie jeszcze sobie radzą. To może oznaczać kolejną falę zwolnień i przyspieszenie wzrostu bezrobocia – dodaje Grzegorz Baczewski 

Ratujcie gospodarkę!

68 proc. pytanych ocenia działania rządu jako niewystarczające. Dla 29 proc. są one zdecydowanie niewystarczające.

źródło: mat. pras. źródło: mat. pras.

 

Blisko 80 proc. badanych (78 proc.) jest zdania, że działania rządu powinny koncentrować się na równi na walce z epidemią i na przeciwdziałaniu upadkowi firm oraz ochronie miejsc pracy. Za działaniami, które przede wszystkim skupią się na walce epidemią opowiedziało się zaledwie 19 proc. pytanych.

Przeczytaj: Coraz czarniejsze chmury nad polskim rynkiem pracy

Pracodawcy – na tak

Pozytywnie są za to oceniani pracodawcy. 70 proc. pytanych dobrze ocenia zaangażowanie swojego pracodawcy w utrzymanie miejsc pracy. 38 proc. określa tę ocenę jako bardzo pozytywną. Negatywnie zaangażowanie swoich pracodawców ocenia jedynie 8 proc. badanych.

źródło: mat. pras. źródło: mat. pras.

- Zdaniem badanych, egzamin z działania w warunkach kryzysowych dobrze zdają pracodawcy. 70 proc. pytanych pozytywnie ocenia zaangażowanie swojego pracodawcy w utrzymanie miejsc pracy. Utrzymanie takich postaw jednak nie zależy od samych pracodawców. Bez realnego wsparcia nie będą w stanie długo się bronić przed dramatycznymi decyzjami o redukcjach zatrudnienia – dodaje Baczewski.

Wielkie obawy małych firm

Z badania przeprowadzonego przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej wynika, że utraty pracy najbardziej boją się zatrudnieni w małych firmach. Zatrudnieni w mikroprzedsiębiorstwach mają takie obawy w 48 proc., w dużych firmach ten odsetek wynosi 32 proc.. 

- 50 procent badanych przyznaje, że właściciele firm, w których pracują, nie sygnalizują, że mogą być problemy z wypłatą pełnych wynagrodzeń na skutek pandemii koronawirusa. Takie sygnały otrzymuje 19 proc. badanych, a tylko 7 proc. przyznaje zdecydowanie, że tak jest. Przedsiębiorcy mają świadomość, że epidemia się skończy i wtedy będą potrzebować pracowników. Jeśli ich teraz zwolnią, za chwilę mogą zniknąć z rynku, gdy gospodarka ożyje - wyjaśnia Adam Łącki, prezes zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Jak wyjaśnia komentujący wyniki badań Andrzej Kulik, obawy zatrudnionych w mniejszych przedsiębiorstwach są uzasadnione. 

Takie wyniki nie są dla nas zaskoczeniem. Małe przedsiębiorstwa nie mają dużych oszczędności, które pozwolą im na przetrwanie kilku miesięcy bez normalnej sprzedaży. Dlatego cały czas mocno podkreślamy, że bardzo ważne jest, aby zwłaszcza sektor MŚP otrzymał realną pomoc, w złotówkach, która pozwoli im na wypłaty dla pracowników, ale też na regulowanie zobowiązań wobec kontrahentów. Oni też mają pracowników, którym muszą wypłacić pensje.

Strach w usługach

Również badania przeprowadzone przez portal "Praca za rogiem" nie napawają optymizmem. 2/3 aktywnych zawodowo respondentów dostrzega wpływ epidemii na swoją pracę. Dla 40 proc. z nich wiąże się ona ze spadkiem poziomu wynagrodzenia.

Najbardziej dramatyczny efekt – zwolnienie lub kompletny brak zleceń – deklaruje 5 proc. badanych. 57 proc. wszystkich ankietowanych szuka pracy, a 25 proc. zatrudnionych z wysokim prawdopodobieństwem przewiduje jej utratę w najbliższym czasie.

- Wszyscy gołym okiem dostrzegamy gwałtowne zmiany na rynku pracy, jednak dopiero przeprowadzone badanie pozwoliło nam je skwantyfikować. Z naszej ankiety online wynika, że w efekcie rozprzestrzeniania się koronawirusa wiele osób zostało zmuszonych do poszukiwania nowej pracy, co - równolegle ze zmniejszeniem liczby ofert - pozwala nam przewidywać znaczący wzrost podaży pracy w najbliższym czasie. Na dziś trudno jest szacować, na jak długo. Na bieżąco monitorujemy jednak sytuację i planujemy kolejne edycje naszego badania, by móc mówić o trendach i dostarczać uczestnikom tego rynku wiarygodne dane – mówi Bartosz Jakubowski, marketing manager w LMC Polska.

Zobacz: Co czwarty pracownik obawia się utraty pracy. Najgorsze nastroje w usługach

Najgorsze nastroje panują w sektorze usług – tu prawie co trzeci pracownik (31,5 proc.) twierdzi, że w najbliższym czasie prawdopodobnie zostanie zwolniony.

Czarne chmury nad Europą

Według szacunków Polskiego Instytutu Ekonomicznego w branżach, które są w największym stopniu zagrożone koronawirusem, pracuje około 4,2 mln osób. Ile z nich znajdzie zatrudnienie w trudnych czasach, zależy w dużym stopniu od skali interwencji państwa.

- Najgorsza jest niepewność - twierdzi prezydent Konfederacji Lewiatan Maciej Witucki. - 70 proc. firm mówi, że może nie będzie tak źle, jeśli dostaną pomoc od rządu. Ale czekają na nią już od dwóch tygodni. Bardzo ważne, żeby te tarcze, nawet w dziurawej na razie wersji, weszły w życie jak najszybciej.

Zobacz: Maciej Witucki: konkurencyjność gospodarki po pandemii trzeba budować już teraz

- Jeżeli tarcza antykryzysowa nie będzie wystarczająco mocno skupiona na zachowaniu płynności finansowej firm i wsparciu rynku pracy, dojdzie do załamania na niespotykaną skalę... W najtrudniejszej sytuacji znajdą się zatrudnieni w ramach umowy-zlecenia, ale posiadający umowy o pracę też nie mogą spać spokojnie. Najwięcej zwolnień będzie oczywiście w handlu, który bardzo szybko odczuł skutki epidemii. Automotive też hamuje. Kolejne, zapowiadane zamknięcia fabryk w Niemczech, będące wynikiem braku komponentów z Hiszpanii i Włoch, praktycznie doprowadzą do wygaszenia tego sektora w Polsce na jakiś czas – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service.

 

 



www.pulshr.pl | 09-07-2020 00:25:41