Pomaganie i odpowiedzialność – nie na pokaz. Koronawirus weryfikuje


Karolina Markowska - 25 mar 2020 6:00


Czego w czasach pandemii oczekujemy od biznesu? Jak w pomagać z głową, kiedy wielu reaguje spontanicznie, nerwowo lub gubi się w niezwykłej sytuacji. O społecznej odpowiedzialności biznesu w czasach zarazy rozmawiamy z Izabelą Dyakowską, prezes Fundacji Instytut Wolontariatu Pracowniczego.

To, co się dzieje, to chyba dobry sprawdzian społecznej odpowiedzialności biznesu.

Izabela Dyakowska, prezeska Fundacji Instytut Wolontariatu Pracowniczego, autorka bloga "Zrównoważony rozwój na serio!" - Dajmy może sobie spokój z tymi sprawdzianami, które fundujemy sobie od przedszkola. To szczególny czas dla nas wszystkich - dla każdego z osobna, dla przedsiębiorców, pracodawców. Ogromne wyzwanie, nie tylko o znaczeniu biznesowym. Robimy, co każdy z nas może najlepiej.

Mamy duże oczekiwania i duże nadzieje związane z tym, co może zrobić dla nas duży biznes. To taki moment, kiedy warto się zatrzymać, zanim ruszymy z pomaganiem pełną parą, bo możemy sobie i innym po prostu zaszkodzić.

Po pierwsze: nie znamy dokładnie sytuacji, która zdarza się pierwszy raz, nie znamy „przeciwnika”. Nie znamy swoich reakcji, nie wiemy, jak sytuacja będzie się rozwijała, ani co stanowi rzeczywistą pomoc, a za czym mogą iść szkodliwe konsekwencje...

Warto zrobić dwa, trzy kroki do tyłu i chwilę poczekać. I pamiętać, że to nie jest konkurs na bycie najlepszym, najbardziej pomysłowym, pierwszym. Tutaj potrzeba rozwagi, strategii, współpracy w porozumieniu z tymi, którzy znają od nas lepiej zagadnienie.

Prace nad społecznym zaangażowaniem w biznesach trwają, nie są marginalne, ale nie priorytetowe. To wszystko wymaga czasu. Wiemy dobrze, że pomaganie kosztem własnym nikomu nie służy, jest pułapką, przynosi efekt bumerangowy.

W wielu organizacjach inne kwestie wychodzą na pierwszy plan: wsparcie pracowników, ich rodzin, dzieci, również niepełnosprawnych, poradzenie sobie ze zmianą modelu pracy, z absencją pracowników, z bezpieczeństwem. To duże wyzwania, poważne przeobrażenia. Dlatego dzisiaj łatwiej i efektywniej jest pomóc finansowo, celując w obszary kluczowe dla ratowania życia i zdrowia. Przyjdzie za chwilę czas na wolontariat, świadomy, uważny, służący nam wszystkim.

Izabela Dyakowska jest autorką bloga Zrównoważony rozwój na serio! (fot. archiwum prywatne) Izabela Dyakowska jest autorką bloga Zrównoważony rozwój na serio! (fot. archiwum prywatne)

Kiedy myślę, jak zaliczyć falstart w CSR, najszybciej do głowy (może dlatego, że to świeży temat) wpada mi Orlen i mocno skrytykowana początkowa cena wyprodukowanego przez nich płynu do dezynfekcji.

– To był strzał w kolano. Ta sytuacja pokazała, jak łatwo wpaść w pułapkę starych nawyków, które – miejmy nadzieję – zostaną zweryfikowane. Orlen otrzymał jednoznaczną informację zwrotną od konsumentów, jasny przekaz: nie możemy budować swoich organizacji i biznesu na potrzebach chwili, kosztem ludzi, którzy realnie potrzebują danej pomocy, liczą na uczciwe wsparcie. Dzisiaj "oni" znaczy "my".

Niedopuszczalne są bowiem sytuacje, kiedy pod hasłem "pomagam" kryją się intencje biznesowe. Naturalne, że biznes odnosi korzyści, angażując się społecznie jak każdy z nas, ale cel nie uświęca środków. Ważne, aby wygrani byli wszyscy, bo w świadomym pomaganiu nie chodzi ani o poświęcenie, ani o używanie innych jako przedmiotu swoich działań.

Jestem przekonana, że jeśli dramatyczna sytuacja zakończy się dla nas łagodnie, to takie akcje ratunkowe nie będą dopuszczalne, a działania, raporty, programy CSR będą już tylko na serio! Że marka firmy społecznie odpowiedzialnej nie będzie kreacją, ale autentycznym nurtem życia każdej organizacji zatrudniającej ludzi, szansą na przewagę konkurencyjną opartą na zaufaniu i współpracy, na wspólnym świadomym wysiłku wynikającym z empatii.

Zapytam jeszcze o „tu i teraz”. Jak informować o tym, że pomagamy? Jak powinny robić to firmy?  Może czasami lepiej być cichym bohaterem.

– Do tej pory wielu akcjom społecznym przyświecał często imperatyw kategoryczny – przełożenie na zyski. Wiele działań nie powinno się zdarzyć, nie należało ich eksponować pod pewnymi nazwami, w otoczeniu pewnych organizacji.

Choćby zalanie szkół produktami żywnościowymi bez zgody rodziców, dużą ogólnopolską falą. Rodzic mógł nie wyrazić zgody, jednak zwykle wtedy, gdy produkt był już na wyciągnięcie ręki dzieci. To nieetyczne działania, uzasadniane troską o zdrowie najmłodszych. Potrzebna jest nam polityka społecznego angażowania biznesu w rozwiązywanie problemów społecznych, standardy postępowania w optymalnej i uczciwej służbie konsumentom, beneficjentom, społecznościom.

Musimy służyć służbie zdrowia, edukacji, pomocy społecznej, małej przedsiębiorczości w sposób racjonalny, spójny. Synergia wspólnych działań jest nieodzowna, tak samo jak nabycie umiejętności prowadzenia dialogu, wsparcia i wymiany.

Strategie czysto biznesowe wydają się odchodzić do lamusa, a kierowanie się dobrem społecznym może już tylko nam pomóc i trzeba pojąć, że wizerunek, przewagi konkurencyjne będzie się osiągać za chwilę w innym paradygmacie. Czas na wyższy poziom.

Przeczytaj: CSR to już nie moda. Bez niego firmy nie znajdą pracowników

A czy z tym naszym pomaganiem w czasach zarazy nie jest tak, że firmy nie chcą odstawać od konkurencji? Wychodzą z założenia: przecież ja nie będę gorszy i jeszcze głośniej o tym powiem.

– Kompetencje społeczne warto trenować już dziś. Dadzą nam odwagę do stawiania granic, nazywania rzeczy po imieniu, do autentycznych partnerstw, do inicjatyw nie tylko dla pieniędzy, bo choć są one ważne, nie powinny nas prowadzić, wodzić za nos. Pozwolą nam na pewno na dawanie inspirujących przykładów, nie dlatego, że firma x zdobyła pierwsze miejsce i statuetkę sfotografowaną na ściance w jakimś sponsorowanym konkursie, z jakimś logo...

Najlepszą wizytówką będą po prostu ludzie w środowisku pracy i otoczeniu organizacji, pracownicy, ich społeczne doświadczenia i pracodawcy podążający za nimi, a nie włączający ich w przedsięwzięcia sprzedażowe inaczej. To wymaga cierpliwości, długofalowych inwestycji, zaangażowania. Czas przyjąć do wiadomości, że intencja i świadomość społeczna mogą otwierać nowe drzwi do innowacji i w końcu do zysków w najlepszym stylu, optymalnie dla wszystkich interesariuszy, beneficjentów.

Mam wrażenie, że do tej pory w wielu firmach odpowiedzialność społeczna była traktowana jako  "dobry PR". Sytuacja dziś chyba pokazuje, że część firm się trochę pogubiła. Nie wie, jak to robić, by robić to dobrze. Wyciągniemy wnioski?

– Jesteśmy wszyscy w momencie przedefiniowywania. Społeczna odpowiedzialność poddana jest teraz takiemu procesowi. Najwyższy czas docenić pracownika, docenić pracodawcę. Dajmy sobie szansę i dowody, że można zrobić to w najtrudniejszym momencie.

Pamiętajmy, że wszystko zaczyna się w szkole. Uczmy się więc współpracy, uwalniajmy talenty, pracujmy projektowo, również on-line. Traktujmy siebie od najmłodszych lat podmiotowo, miejmy dystans do pełnionych stanowisk i ról, podejmujmy partnerstwa społeczno-biznesowe, zmieniajmy postawy i nawyki z egocentrycznych na ekologiczne.

Głęboko wierzę, że te zmiany zaczną zachodzić nie tylko okazjonalnie na czas pandemii. Pamiętajmy, że to nie może być tak, że my będziemy używać tej przestrzeni pełnej paniki, lęku, bezradności, by lepiej sprzedawać swe produkty i usługi na tym gruncie. Takie sytuacje są niedopuszczalne, będą pewnie już tylko kompromitujące i dyskwalifikujące.

Intencje biznesu bywają bardzo różne - tak, jak różne są intencje osób prywatnych. Jeśli są czyste i oparte na trzeźwej współpracy, jest to piękne, pożyteczne i najbardziej długofalowo efektywne. Jeśli widać manipulację, zachwianą równowagę, jeśli używamy dla swoich korzyści innych ludzi, to jest to słabe i niedopuszczalne, demotywujące. Mam nadzieję, że teraz wszyscy będziemy to lepiej widzieli i odważniej o tym mówili.

A może my po prostu nie wiemy, czym jest CSR - dlatego wierzymy we wszystko i tak łatwo jest nami manipulować.

– Społeczna odpowiedzialność była już kołem ratunkowym dla biznesu w dobie kryzysów wizerunkowych. I kwiatkiem do kożucha w momentach rozkwitu. Najważniejsze, że była dla wielu również nową formułą prowadzenia biznesu, która wnosiła świeżą jakość zarządzania biznesem. Dużo dobrych rozwiązań zostało dzięki temu wprowadzonych szczególnie wewnątrz organizacji, w obszarach zdefiniowanych m.in. w ISO26000.

Trudniej było z relacjami z otoczeniem, w odpowiedzi na wyzwania społeczne. Tutaj zlewa nam się jeszcze często marketing ze społecznym zaangażowaniem i pojawiają się pytania o dobrowolność, o wynagrodzenie, słowem o etykę.

Przed nami szybka weryfikacja, wiele nowych rozwiązań, nowa jakość. Koncepcja, według której przedsiębiorstwa na etapie budowania strategii uwzględniają interesy społeczne i ochronę środowiska, a także relacje z różnymi grupami interesariuszy właśnie na naszych oczach staje się integralną częścią organizacji, jakby wirus zmieniał jej kod DNA.

Organizacja nowej generacji nie tyle uwzględnia interesy społeczne, co kieruje się nimi w sposób zdecydowany i kluczowy, ponieważ są one w takim samym stopniu jej interesami i mogą stanowić również o jej życiu na rynku - zarówno lokalnym, jak i globalnym.

Zobacz także: Dla pracowników ma znaczenie, dla kogo pracują. To wyzwanie dla firm

To, że obudzimy się w nowej rzeczywistości, jest pewne. Pytanie, czy wyciągniemy wnioski, czy będzie tak, jak zawsze.

–  Jestem przekonana, że będziemy mieli do czynienia ze zdecydowanie większą asertywnością społeczną, że pojawi się nowa jakość odpowiedzialności społecznej przedsiębiorców, która będzie już tylko naturalna i oczywista, zwłaszcza wśród nowych podmiotów gospodarczych, za których sterami stoją czy stać będą ludzie młodego pokolenia.

Idzie nowa fala młodych ludzi gotowych do zmiany, z nowymi paradygmatami, wobec których mieliśmy dotychczas duży opór i krytykę. To będzie - już jest - siła nacisku do zmian, prawdopodobnie zdecydowanie bardziej skuteczna od III sektora, którego czas w wielu aspektach chyba dobiega końca. Bo choć dzisiaj jesteśmy pogrążeni w panice i lęku, nie wiemy, co będzie jutro, boimy się o pracę, o zdrowie, to uprzytamniamy sobie w tempie natychmiastowym faktyczne priorytety, nabywamy pewności i solidarności społecznej dla siebie i kolejnych pokoleń, czego chcemy, a na co nie mamy już dłużej zgody czy potrzeby.

Ta sytuacja ma dwie strony medalu. Jest pomoc ta, o której się mówi, którą firmy chcą pokazywać. Jest też druga strona – pracownicy.

– Warto pamiętać, że w korporacji pracują ludzie. Też mierzą się ze swoimi lękami, mają problemy osobiste, różne życiowe sytuacje. Stałe zatrudnienie na pewno jest dla nich bonusem dającym większe możliwości, zwłaszcza jeśli mogą liczyć na wsparcie pracodawców.

Potrzebna nam jest chwila oddechu, żebyśmy nie podejmowali pochopnych działań. Potrzebne jest teraz mądre pomaganie, wgląd w to, co to dla nas znaczy, czemu ma służyć i jak ma przebiegać.  Konkursy, statuetki, fajerwerki medialne zaczną odchodzić do lamusa.

To wyzwanie dla organizacji pozarządowych i biznesu, aby stanąć ponad działaniami, które przynoszą zyski tylko wybranym, a zacząć współpracę łączącą kapitały, kompetencje, wizje przyszłości innej, kooperującej na wyższym poziomie społecznej świadomości. Dzielenie się i partycypowanie może okazać się najlepszą formą robienia biznesu w perspektywie długofalowej, w konfrontacji z sytuacjami jak ta dzisiaj.

Mogę podać mnóstwo przykładów, kiedy pracodawca nie przejmuje się totalnie swoim pracownikiem. Nawet w miejscach, w których kontakt z klientem jest nieunikniony.

– Często nie myślimy o pracownikach jako o ludziach. Biznes to jest bardzo duża organizacja, system, łatwo zapomnieć w tej maszynie o tak ważnym przecież ludzkim ogniwie. Mamy wiele destrukcyjnych nawyków, które teraz się uwydatniają.

Okazuje się, że naszym systemem odpornościowym w takich sytuacjach, jak epidemia, jest motywacja wewnętrzna. Jesteśmy z niej wypruci, wytresowani marchewką i kijem. To widać w każdym momencie, nawet u ludzi, którzy mają świetne kompetencje, umiejętności i narzędzia czy stanowiska.

Od jakiegoś czasu przestrzenią uwalniającą naszą motywację wewnętrzną jest aktywność społeczna. To tutaj ludzie odbudowują swoją wartość, nowe znaczenie, autentyczne relacje, swoje talenty, kreatywność, poczucie pozytywnego wpływu, świadomość naszych wspólnych przecież wyzwań.

Bo każdy z nas może znaleźć się w pozycji słabszego, o czym mówi do nas wyraźnie dzisiejsza epidemia. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Ale też uczmy się stawiać mądre granice, nie wyręczając innych, nie ulegając roszczeniom, bo od tego zaczyna się mądre pomaganie. Bądźmy dla siebie przytomnie dobrzy.

Czyli wszystko to, o czym jeszcze dwa, trzy miesiące temu mówiono: motywacja zespołu, dawanie wolnej ręki, elastyczny czas pracy, balans, rozwój – a na co często pracodawcy patrzyli, machając ręką – dziś okazuje się niebywale istotne?

– To wszystko staje się jeszcze bardziej ważne, tak na serio – byśmy traktowali siebie podmiotowo, nie instrumentalnie, bez wyzysku i manipulacji, bez presji. Jest tak jak z dzieckiem... Jeśli damy mu narzędzia, inspiracje i będziemy mu towarzyszyć, rozmawiać z nim, będąc w kontakcie, podejmować wspólne wyzwania, dzielić się informacją zwrotną z intencją rozwoju, a nie eliminacji, możemy uzyskać o wiele więcej, niż kontrolując je, oceniając, sprawdzając i karząc. Tak samo jest w kontekście relacji z pracownikiem. Nie musimy go mieć przywiązanego do krzesła na osiem godzin.

Firmy, które realizują dziś wolontariat pracowniczy na serio, etycznie dają swoim pracownikom przestrzeń do bycia sobą, zarządzania sobą czy zarządzania projektem, współpracy w zespołach projektowych, współuczestniczenia w optymalnych dla siebie rolach, w odpowiedzi na uznane przez siebie za ważne potrzeby społeczne, na uruchamianie naszych mocnych stron i transferu wiedzy użytecznej społecznie w najlepszy sposób.

To szansa na zmianę nawyków nabytych w kulturze promującej bierność, podległość - i przejścia na nawyki nadchodzącej kultury proaktywnej, partnerskiej. A tym samym - to droga do rozwoju, który da nam nową, lepszą odporność nie tylko na takiego wirusa.

Czas wyjść z ról opartych na władzy i kontroli w przestrzeń zaufania, współpracy i wymiany. Tu jest grunt na uruchomienie kapitału społecznego, na atmosferę, satysfakcję, dumę, radość z tego, gdzie jesteśmy, z kim i po co.

Może okazać się zaskakująco szybko, że firmy, które nie podejmą się transformacji swoich biznesów, skompromitują się, będą upadały, będą omijane szerokim łukiem przez pracowników, dostawców i konsumentów, ekspertów i celebrytów.

Przeczytaj: Prezydent apeluje do przedsiębiorców o empatię

A zatem  jedno jest pewne – czeka nas mocna przebudowa.

– Czeka nas przebudzenie, transformacja na poziomie mentalnym, relacyjnym, organizacyjnym. Bardzo ważna będzie transformacja rynku pracy, formuł zatrudnienia i pomocy socjalnej, relacji pracodawca – pracownik, dobroczynności biznesu i jego społecznej odpowiedzialności.

Będą potrzebni ludzie otwarci i gotowi do rozmowy, dyskusji zarówno biznesowych, jak i społecznych; tacy, którzy będą łączyć, mówić konstruktywnym, rzeczowym językiem o zrównoważonym rozwoju definiowanym na nowo.

Warto, abyśmy wykorzystali tę szansę na zmianę, aby koronawirus posłużył nam z tym całym dramatem losów wielu ludzi jako „projekt społeczny”, dający nam jednak szanse na lepsze życie.

 



www.pulshr.pl | 30-03-2020 03:25:20