Robot sam nie da rady. Pracownik pozostanie niezbędny


Bogdan Bugdalski - 21 mar 2020 6:00


Czy rynek pracy jest jeszcze rynkiem pracownika? Czy polskie uczelnie są w stanie rozwijać kompetencje swoich absolwentów zgodnie z kierunkami rozwoju gospodarki? Czy roboty  zabiorą miejsca pracy? To tylko niektóre pytania, na które próbowali odpowiedzieć uczestnicy dyskusji panelowej, która była częścią konferencji EEC Trends. Najważniejszy wniosek – trzeba rozwijać kompetencje miękkie, bo trudno wskazać zawody przyszłości. Rozszerzająca się w następnych dniach pandemia koronawirusa tylko tę tezę tylko uzasadniła.


Czy mamy jeszcze do czynienia z rynkiem pracownika? Na tak postawiony problem, którym mieli się zająć uczestnicy panelu zorganizowanego w ramach  EEC Trends w Warszawie od razu nieco światła rzuciła Maria Borek, naczelnik wydziału form wsparcia zatrudnienia w Departamencie Rynku Pracy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Rynek pracownika – już inny...

- Rok 2019 był kolejnym rokiem z rzędu, w którym z jednej strony spadała stopa bezrobocia, a z drugiej wzrastało zatrudnienie. W III kwartale 2019 r. pracowało ponad 16,6 mln osób. W urzędach pracy na koniec 2019 r. mieliśmy zarejestrowanych 866 tys. bezrobotnych, co oznacza stopę bezrobocia na poziomie 5,2 proc. i jest to najlepszy wskaźnik od 30 lat – wyliczała przedstawicielka MRPiPS.

Maria Borek, naczelnik Wydziału Form Wsparcia Zatrudnienia w Departamencie Rynku Pracy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (fot. MM) Maria Borek, naczelnik Wydziału Form Wsparcia Zatrudnienia w Departamencie Rynku Pracy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (fot. MM)

 Według Eurostatu Polska znalazła się pod tym względem na czwartym miejscu w Europie. Wskaźnik zatrudnienia określony w Strategii Europa 2020 na 71 proc. został osiągnięty już w 2018 r., a w III kw. 2019 r. wynosił 73,6 proc. W minionym roku w urzędach pracy na pracowników czekało 1300 tys. miejsc. Było ich nadal bardzo dużo, ale o blisko 13 proc. mniej niż w 2018 r.

- To może świadczyć o przegrzaniu się rynku pracy i o tym, że kończy się rynek pracownika – wyjaśniła Maria Borek.

Tę ocenę obecnego rynku pracy w pełni potwierdził Piotr Skaldawski, dyrektor personalny 3M dla Regionu Europy Wschodniej. Zauważył, że jeszcze 11 lat temu rynkiem pracy rządzili pracodawcy, potem pojawili się pracownicy, ale 5 lat temu zaczęła się wojna o talenty.

- O ile kiedyś walczyliśmy o tych najlepszych z najlepszych, to dzisiaj borykamy się z trudnościami w pozyskaniu jakichkolwiek pracowników. To oczywiście nie jest tak, że otworzyliśmy szeroko bramy i czekamy, ale ta luka, którą staramy się wypełniać cudzoziemcami, stanowi dla nas problem.

Podkreślił jednocześnie, że obecnie pracownicy produkcyjni, którzy w firmie stanowią 80 proc. ogółu zatrudnionych, są coraz gorzej przygotowani do pracy. Przede wszystkim dlatego, że system szkolnictwa nadal nie wspiera przedsiębiorców.

Piotr Skaldawski, dyrektor personalny 3M dla Regionu Europy Wschodniej (fot. MM) Piotr Skaldawski, dyrektor personalny 3M dla Regionu Europy Wschodniej (fot. MM)

Dobrzy pracownicy w cenie

Problemy ze znalezieniem pracowników mają również polskie uczelnie. Jest to szczególnie widoczne w grupie informatyków, dla których rynek pracy ma bardzo ciekawe oferty. Mimo to, zdaniem prof. Arkadiusza Mężyka, rektora Politechniki Śląskiej, zawsze znajdą się studenci, którzy są zainteresowani rozwojem, badaniami naukowymi na uczelni. Nie jest to jednak takie proste, bo wielu studentów ostatnich lat podejmuje pracę w firmach.

- Teraz praca szuka studentów, a my im w tym nie przeszkadzamy. Staramy się ich aktywizować poprzez kształcenie dualne, które zaczyna się już od pierwszego roku. Staramy się, aby odbywało się one w różnych firmach, żeby wykształcenie zdobywane przez naszych studentów było jak najszersze - mówił Arkadiusz Mężyk.   

Prof. Arkadiusz Mężyk, rektor Politechniki Śląskiej (fot. MM) Prof. Arkadiusz Mężyk, rektor Politechniki Śląskiej (fot. MM)

- Czasami chciałoby się kogoś zatrzymać, a on jest już związany z pracodawcą, który oferuje dużo lepsze warunki płacowe. Odchodzą ludzie po doktoratach, adiunkci, z którymi chcielibyśmy związać przyszłość – wyliczał prof. Stanisław Wincenciak, prorektor ds. rozwoju Politechniki Warszawskiej, podkreślając, że dotyczy to także innych dyscyplin naukowych, niekoniecznie związanych z nowymi technologiami.

Zdzisława Dacko-Pikiewicz, rektor Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej, zauważyła, że zatrzymanie najlepszych doktorantów to duża trudność również dla uczelni niepublicznych, a problemy te dotyczą nie tylko informatyków, ale również pracowników reprezentujących nauki społeczne i humanistyczne, ponieważ oni mają także ciekawe możliwości rozwoju poza uczelniami. Dlatego w zachęcaniu ich do pracy ważne jest stworzenie odpowiednich warunków pracy, dopuszczenie do współtworzenia uczelni i zapewnienie wszelkich możliwych benefitów.

– Jestem zwolenniczką turkusowego zarządzania. I ten model oparty na zaufaniu, na innej kulturze organizacji wdrożyłam na uczelni – stwierdziła. Podkreśliła, że zbudowanie kultury przedsiębiorczości i innowacji na uczelni umożliwiły wypracowanie mechanizmów pozwalających, by naukowcy oprócz podstawowej płacy mieli możliwość pozyskiwania grantów krajowych i międzynarodowych, a tym samym mogli rozwijać się naukowo i również dobrze zarobić.

Dr Zdzisława Dacko-Pikiewicz, rektor Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej (fot. MM) Dr Zdzisława Dacko-Pikiewicz, rektor Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej (fot. MM)

Odnosząc się do kształcenia dualnego, zauważyła, że ten rozwijający się trend, daje studentom możliwość nie tyle zaznajomienia się z praktycznymi aspektami przyszłego zawodu, co wyposaża ich w kompetencje, które pozwolą im łatwiej dostosować się do zmian zachodzących na rynku pracy.

Informatycy potrzebują wsparcia

Spojrzenie na rynek pracy od strony specjalistów IT zaprezentował Bartosz Majewski, prezes Software Development Association Poland (SoDA). Podkreślił, że o rynku pracy pracowników IT mówiło się 5 lat temu, ale nie teraz. Obecnie głównym problemem branży jest zarządzanie pracownikami z pokolenia Y, którzy w krótkim czasie stali się ekspertami mającymi wybitne umiejętności techniczne, dobrze zarabiającymi, ale nie radzą sobie z sytuacjami stresowymi i obowiązkami zarządczymi, które często na nich spoczywają jako na kierownikach działów IT.

- Wyzwaniem dla branży jest dbanie o nich, tworzenie takiego środowiska pracy, które umożliwi im rozwój i realizację swoich pasji. Bo niezależnie od tego, czy jest to pracownik naukowy, czy młody przedsiębiorca, to każdy potrzebuje mieć poczucie przynależności do organizacji i pewność, że organizacja ma dla niego przygotowaną ścieżkę rozwoju – podkreślił.

Bartosz Majewski, prezes Software Development Association Poland - SoDA (fot. MM) Bartosz Majewski, prezes Software Development Association Poland - SoDA (fot. MM)

SoDA jako organizacja skupiająca ok. 100 firm zatrudniających prawie 10 tys. inżynierów prowadzi badania przedsiębiorstw – interesuje się m.in. potrzebami firm w zakresie kompetencji miękkich inżynierów.

Przyszłość czyli niewiadoma

Jakie kierunki kształcenia powinny być rozwijane, skoro według szacunków 65 proc. dzieci, które urodziły się po roku 2007 będzie pracowało w zawodach, których jeszcze nie znamy?

- Nie, można przewidzieć, jakich kompetencji należy uczyć dzieci - stwierdziła Jowita Michalska, prezes Fundacji Digital University oraz Chapter Ambassador SingularityU Warsaw.  

Świat się zmienia. W ciągu najbliższej dekady technologia rozwinie się szybciej niż w ciągu ostatnich 100 lat, a przedsiębiorstwa borykają się z jednej strony z brakiem pracowników na rynku, a z drugiej z około 1/3 starszych pracowników nie zamierza zmieniać tego, co robili przez ostatnie 10 czy 20 lat. Zatrudniani przez firmy specjaliści IT mają wprawdzie kompetencje w zakresie nowych technologii, ale zupełnie nie są przygotowani do życia w biznesie, nie rozumieją strategii rozwoju organizacji i nie są przygotowani do współpracy z innymi.

- Szefem IT zostaje najczęściej jedyny człowiek z działu IT, który... potrafi się odezwać. A to jest osoba odgrywająca bardzo ważną rolę w organizacji – podkreśliła.  

Jowita Michalska, prezes Fundacji Digital University oraz Chapter Ambassador SingularityU Warsaw (fot. MM) Jowita Michalska, prezes Fundacji Digital University oraz Chapter Ambassador SingularityU Warsaw (fot. MM)

Poza tym większość firm jest niedostosowana organizacyjne do transformacji, a wszelkie próby podejmowane w celu zmiany kultury organizacyjnej przedsiębiorstw są z góry skazane na niepowodzenie, ponieważ w większości są realizowane przez osoby niekompetentne, są niedofinansowane i poświęca się na nie zbyt mało czasu.

- Dlatego firmom, z którymi pracujemy, zatrudniającym po 8-12 tys. pracowników, radzimy: wprowadzajcie wszystkie programy, ale długoterminowo – mówiła. - Kultura organizacji podąża w przeciwnym kierunku niż innowacja – w takim świecie żyjemy. Nie ma żadnych benchmarków.  Jedyną odpowiedzią jest otwartość na zmiany – stwierdziła Jowita Michalska.  

Jej zdaniem kompetencje przyszłości muszą być twarde i miękkie. Duży kłopot sprawia wdrażanie tych miękkich – w dalszym ciągu lekceważonych. Zwróciła przy tym uwagę, że ich rozwijanie powinno zacząć się już na poziomie edukacji szkolnej.

- Obecnie każde dziecko powinno uczyć się programowania, co nie znaczy, że ma być programistą, tylko że musi rozumieć język maszyn, bo Human Technology Interactions, czyli praca na styku, to jest na pewno to, co będą musieli robić – argumentowała. - Szkoła powinna uczyć twórczego podejścia, ale w warunkach zgody na popełnianie błędów. Niebawem podstawową kompetencją człowieka będzie umiejętność zadawania pytań, bo wszystkie odpowiedzi będą dostępne w chmurach – stwierdziła Jowita Michalska.

Kształcenie dla zmiany

Ta wypowiedź skierowała dyskusję na problem kształcenia przyszłych kadr i tego, czy w ogóle w naszej edukacji może się coś zmienić. Zdzisława Dacko-Pikiewicz nie miała co do tego wątpliwości. Podkreśliła, że na uczelniach te zmiany są już wyraźnie widoczne.

- Trwa proces redefinicji kierunków kształcenia inżynierów, bo pewna jest tylko zmiana. Dzisiaj informatyk jest przygotowywany do pełnienia roli menedżera, pracy z różnymi zespołami, ponieważ w dobie wykorzystania sztucznej inteligencji, robotyki, automatyki, będzie musiał rozwiązywać jakieś problemy we współpracy z osobami z działów produkcji, rachunkowości czy HR – prognozowała Dacko-Pikiewicz.

- Nie ma jednej recepty na rozwój cywilizacyjny. Musimy działać intuicyjnie, rozwijać kreatywność. I to się dzieje - wdrażamy elastyczne kształcenie. Staramy się ograniczać liczbę niszowych kierunków, idąc szerzej, dając studentom możliwość wyboru – mówił prof. Arkadiusz Mężyk. - Obecnie na uczelni działa 175 kół naukowych, w których studenci tworzą międzywydziałowe grupy projektowe. Oni świetnie sobie radzą, tylko trzeba dać im szansę. Działać raczej poprzez system zachęt niż podając złote recepty. Bo to właśnie one, czyli sztywny program studiów, nas zabijają. Kształcenie dualne, kształcenie zorientowane projektowo i problemowo przynoszą wymierne efekty.

- Musimy nauczyć naszych absolwentów się uczyć, bo za 10 lat może się okazać, że ich zawodów już nie ma i będą musieli się przekwalifikować. Co więcej, to oni jako inżynierowie będą zarządzali ludźmi, którzy mogą sobie nie radzić z tą zmianą. Tu muszą też pojawić się kompetencje miękkie.

Współpraca z edukacją

Efekty synergii powinny się pojawić również w wyniku współpracy biznesu z nauką, chociaż jeszcze nie wygląda to najlepiej.

- Podpisujemy dużo porozumień z firmami, ale są one głównie deklaratywne. Nie mamy w Polsce takiej tradycji, że firmy wspierają uczelnie materialnie. Ścisła współpraca PW z firmami jest, ale gdyby spojrzeć na nią całościowo, to trzeba by powiedzieć, że ona nie jest kompleksowa, nie wykorzystuje wszystkich możliwości, jakie istnieją. Firmy podpisując umowy współpracy najbardziej są zainteresowane absolwentami. Kolejne płaszczyzny współpracy są na dalszych miejscach – mówił prof. Stanisław Wincenciak.

- To oczywiście prawda, bo to, na czym zależy nam najbardziej, to pozyskanie wykształconego pracownika, ale nawet jeśli myślimy o absolwentach, to jest to również kwestia pokazania studentom innowacyjności, z której firma słynie – ripostował Piotr Skaldawski. - Nasza współpraca z Politechniką Wrocławską na tym głównie polega. Pracujemy razem, żeby zaszczepić w studentach kreatywność i innowacyjność.

Podkreślił, że współpraca z edukacją dotyczy również kształcenia zawodowego, które – jego zdaniem - jest w dalszym ciągu bolączką przedsiębiorców.

- My wiemy, jakich pracowników potrzebujemy tu i teraz. Nie wybiegamy może zbyt daleko, ale wiemy kogo będziemy potrzebowali za rok. I gdyby ta współpraca mogła się układać tak, jak byśmy sobie tego życzyli, to bylibyśmy w stanie wspólnie wykształcić grono ludzi, którzy bez problemu znaleźliby zatrudnienie u nas i w innych firmach. Stworzenie tzw. klas patronackich to dla dużych przedsiębiorstw droga przez mękę. To mnóstwo deklaracji, które trzeba składać na lata do przodu. Jako pracodawcy jesteśmy otwarci na wszelki dialog i podjęcie trudu goszczenia w zakładach produkcyjnych uczniów i studentów. Niestety, ciągle istnieją ograniczenia systemowe, które uniemożliwiają pełną aktywność w tym zakresie.

Nie wszyscy muszą być innowacyjni

Niejako odpowiadając na ten zarzut pod adresem władz oświatowych Maria Borek stwierdziła, że ta współpraca zależy głównie od nauczycieli zawodu. Podkreśliła jednocześnie, że MRPiPS widzi ten problem i w ramach Krajowego Funduszu Szkoleniowego będzie wspierało pracodawców w tym zakresie. W tym roku fundusz będzie dysponował kwotą ponad 246,5 mln zł, a jednym z priorytetów jego działania będzie kształcenie ustawiczne nauczycieli praktycznej nauki zawodu.

Podkreśliła jednocześnie, że kapitał ludzki to nie tylko inżynierowie...

- Ministerstwo podejmuje działania prewencyjne, jak chociażby poprzez wspomniany już fundusz, który jest przeznaczony dla osób, które pracują i muszą się doszkolić lub zmienić kwalifikacje, dostosować się do nowych narzędzi i technologii – mówiła.

Podkreśliła, że bez względu na to, czy obecny rynek pracy jest rynkiem pracodawców, czy pracownika, jest on bardzo zróżnicowany i są miejsca, gdzie praktycznie nie ma bezrobocia, ale również i takie, gdzie jest ono dwucyfrowe. Ciągle jednak najwięcej pracowników brakuje w zawodach prostych, które nie wymagają kreatywności, taki jak np. murarz, zbrojarz, betoniarz w branży budowlanej, spawacz, ślusarz, pracownik produkcji, kierowca czy kucharz.

Karolina Markowska, dziennikarka WNP.PL i PulsHR (fot. MM) Karolina Markowska, dziennikarka WNP.PL i PulsHR (fot. MM)

Automatyzacja to szansa

W trakcie debaty podjęto też temat automatyzacji. Odniósł się do niego Piotr Skaldawski - W jednym z artykułów przeczytałem, że w Niemczech z powodu robotyzacji w ciągu najbliższych lat zniknie 600 tys. miejsc pracy, ale nie znaczy to, że ci ludzie zasilą szeregi bezrobotnych, bo zostaną nauczeni innych rzeczy.

Jego zdaniem na robotyzację trzeba patrzeć w kategoriach szansy, a nie zagrożenia. I ani pracodawcy, ani pracownicy nie mogą czuć się sparaliżowani tym, co nastąpi, bo wiele rzeczy można robić razem – we współpracy z maszyną.

- U podstaw czwartej rewolucji przemysłowej leży symbioza człowieka z maszyną. Wierzę w to, że jesteśmy po to, by pomóc tym maszynom pracować tak, jakbyśmy chcieli. Ciągle więc będą potrzebni inżynierowie, którzy będą je umieli programować i pracownicy, którzy będą je umieli obsłużyć. I w tej nowej rzeczywistości wszyscy będziemy mogli się odnaleźć – podkreślił Piotr Skaldawski.   

Dyskusja odbyła się 25 lutego w ramach konferencji EEC Trends w Warszawie. Dyskusję prowadziła Karolina Markowska, dziennikarka WNP.PL i PulsHR.

 



www.pulshr.pl | 25-05-2020 22:52:39