Tarcza antykryzysowa ochroni miejsca pracy?


Justyna Koc - 18 mar 2020 16:15


Rząd ogłosił gospodarczą i społeczną tarczę antykryzysową dla bezpieczeństwa przedsiębiorców i pracowników w związku z pandemią wirusa SARS-Cov-2. Jak pracodawcy oceniają zaproponowane rozwiązania?

Tarcza antykryzysowa została przygotowana w rekordowym tempie - w ciągu dwóch tygodni od momentu wykrycia w Polsce pierwszej osoby zarażonej wirusem SARS-CoV-2.  Szacunkowa wartość całego pakietu to około 212 mld zł.

Czytaj także: Tarcza antykryzysowa. Oto jej pięć głównych filarów

- 212 mld robi wrażenie, ale musimy pamiętać że wiele rzeczy nie wiemy. Wkład NBP i środków unijnych poznamy dopiero po ogłoszeniu projektu, który mam nadzieję już w piątek (20 marca) zostanie ogłoszony. My jesteśmy gotowi na szybkie konsultacje, 48-godzinne po to, żeby wszystko zaczęło obowiązywać już w przyszłym tygodniu - ocenia Arkadiusz Pączka, zastępca dyrektora generalnego Pracodawców RP.

- Na podstawie zapowiedzi, które zaprezentowano na konferencji po Radzie Gabinetowej, można wyciągnąć dwa wnioski. Albo rząd i prezydent nie doceniają skali zagrożenia gospodarki, albo nie mają pomysłu, co mogliby w tej sytuacji zrobić. W to drugie, jako organizacja pracodawców, nie możemy uwierzyć. Przekazaliśmy rządowi konkretny pakiet propozycji zebranych w szerokich konsultacjach z kilkuset firmami. Zatem, jeżeli te propozycje zostały wykorzystane w tak okrojonej formie jak ogłoszono, najwyraźniej mamy do czynienia z bagatelizowaniem skali zagrożenia - komentuje Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan.

Baczewski dodaje, że ogłoszony pakiet osłonowy to najbardziej oczekiwany przez przedsiębiorców projekt rządowy od lat 90. Jak zauważa, w takich sytuacjach władza ma tylko jedną szansę - ogłosić coś, co uspokoi rynki i da firmom przekonanie, że ktoś panuje nad sytuacją i wie, co robić.

- Od tego, czy pracodawcy i pracownicy spojrzą z choćby minimalnym optymizmem na swoją przyszłość, zależy czy będziemy mieli do czynienia faktycznie z recesją i jak głęboka ona będzie. Te nastroje zdecydują, czy właściciele firm skupią się na rozważaniu wariantu bankructwa czy raczej przeznaczą wszystkie siły i środki na ratowanie swoich przedsiębiorstw. Od tego zależy czy pracownicy zaczną oszczędzać, ile się da, czy raczej zdecydują się realizować zakupy, które napędzą gospodarkę po spowolnieniu. Dlatego w ostatnich dniach słyszeliśmy ze świata zapowiedzi bezprecedensowych środków, podejmowanych przez różne kraje. Oni wykorzystali tą jedyną szansę, żeby powiedzieć: zrobimy wszystko, co trzeba, żeby ochronić swoją gospodarkę i nie boimy się działać odważnie, bo czas jest nadzwyczajny - zaznacza Baczewski.

Bezpieczeństwo pracowników

Jednym z głównych celów tarczy antykryzysowej jest bezpieczeństwo pracowników. Pracodawcy, aby zapobiec zwolnieniom, będą mogli obniżyć czas pracy oraz pensje pracowników. Przedsiębiorstwa, w których obrót w okresie 2 miesięcy spadł o 15 proc. i wykazały stratę w jednym z tych dwóch miesięcy lub firmy, w których obrót w ciągu miesiąca spadł o 25 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca i wykazały stratę, mogą ograniczyć wymiar czasu pracy pracownika do 0,8 etatu, ale z wynagrodzeniem nie mniejszym niż płaca minimalna. W takiej sytuacji państwo (Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych - FGŚP) pokryje połowę wynagrodzenia pracownika (limit dopłaty to 40 proc. przeciętnej pensji), a drugą połowę musi opłacić pracodawca.

To rozwiązanie pracodawcy oceniają pozytywnie.

- Odciążenie pracodawców od kosztów wynagrodzeń to jak najbardziej wskazane rozwiązanie. Oceniam je pozytywne - mówi Cezary Kaźmierczak, szef Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP).

W podobnym tonie wypowiada się Grzegorz Baczewski. Jego zdaniem, modyfikacja istniejących już przepisów o przestoju ekonomicznym i obniżonym czasie pracy, to najbardziej konkretna propozycja w pakiecie.

- Jest to postulat Lewiatana. Firmy o obniżonych obrotach, stracie z ostatnich miesięcy, mogą liczyć na dopłatę do 40 proc. wynagrodzenia przeciętnego dla pracownika, o ile same zapłacą drugie 40 proc. Pracownicy otrzymają zatem maksymalnie 80 proc. średniej. Jednak ważne jest, żeby przestoju ekonomicznego, czy obniżonego czasu pracy, nie wprowadzać układem zbiorowym. To spowoduje, że przepis stanie się martwy. W najlepszej sytuacji będą musiały upłynąć miesiące, zanim uda się do tego doprowadzić - zaznacza dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan.

Pakiet osłonowy przewiduje też wypłatę z ZUS jednorazowego gwarantowanego świadczenia miesięcznego w kwocie ok. 2 tys. zł brutto dla osób zatrudnionych na umowy cywilnoprawne (zlecenia, dzieło) oraz osób samozatrudnionych. Wysokość ustalana jest jako 80 proc. minimalnego wynagrodzenia za 2020 r., czyli 2,6 tys. zł brutto.

- To, że rząd na siebie bierze 80 proc. takiego minimalnego wynagrodzenia, to jest dobry sygnał. Patrząc na ilość tego typu umów na naszym rynku. I to jest jeden konkret - ocenia Arkadiusz Pączka, zastępca dyrektora generalnego Pracodawców RP.

Pączka podkreśla, że z punktu widzenia rynku pracy, istotne są również dopłaty do tzw. postojowego. Mówimy tu o 40 proc. z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

- Nie wiemy jednak, jakie są kryteria - czy będzie to dotyczyło tylko firm, które dalej działają czy także tych, które w związku z koronawirusem zakończyły działalność już w marcu. To są szczegóły, które mają bardzo istotne znaczenie przy formułowaniu wniosków dopłat do pensji - wyjaśnia Arkadiusz Pączka.

Płynność firm najważniejsza

Cezary Kaźmierczak zauważa, że tarcza antykryzysowa ma dwie zalety. Pierwsza z nich to fakt, że rząd nie roztrwania pieniędzy. Po drugie, w pakiecie zostały uwzględnione mikrofirmy.

- Osobiście uważam, że tarcza powinna zostać rozszerzona i uwzględnić małe firmy - mówi Kaźmierczak. - Niemniej jednak, możemy tworzyć różnego rodzaje pakiety osłonowe dla pracowników i proponować im najlepsze warunki, trzeba jednak mieć na uwadze, że ludzie muszą mieć gdzie pracować. To jest najważniejsze. Z samych osłon nie przeżyją - dodaje.

Właśnie dlatego Cezary Kaźmierczak wskazuje, że w pakiecie antykryzysowym zabrakło instrumentów płynnościowych dla mikro- i małych firm. ZPP postulowało uruchomienie programu tanich, łatwo i szybko dostępnych kredytów obrotowych dla mikro- i małych przedsiębiorców. Maksymalne kwoty kredytów powinny być uzależnione od przychodów za rok 2019 (ew. 2018 w przypadku braku rozliczenia za ubiegły rok). Proponujemy, by wynosiły one 15 proc. przychodu za dany rok, lecz nie więcej niż 300 tys. zł dla jednej firmy.

- Jedyną dopuszczalną formą zabezpieczenia kredytów powinny być weksle, a nie sprawozdania finansowe. Wyobraźmy sobie, że bank sprawdza EBIT-ę u szewca przez cztery tygodnie. Takie działanie byłoby pozbawione sensu - dodaje szef ZPP. - Instrumenty płynnościowe muszą wejść w życie. Bez nich w małych i mikro- firmach może być ciężko - dodaje.

Składki ZUS

Jak zauważa Grzegorz Baczyński, odsuwanie płatności ZUS i innych na trzy miesiące dla firm, które już widzą, że będą walczyć o życie co najmniej do końca roku, oraz kumulowanie im tych płatności na maj i czerwiec, to nawet nie jest plaster na krwawiąca ranę.

Również Cezary Kaźmierczak uważa, że odroczenie terminu płatności składek oznacza, że za trzy miesiące przedsiębiorcy zostaną obarczeni podwójnymi kosztami składek, co może mieć fatalny wpływ na tempo przywracania polskiej gospodarki do stanu normalności po kryzysie. Jego zdaniem pomogłoby zawieszenie, a nie prolongata składek ZUS.

- Jeśli, ktoś chce wyłożyć mikro- i mały biznes, to niech dalej lansuje pomysły "odroczenia płatności ZUS". Wówczas ci, którzy przetrwają teraz, mogą paść pod ciężarem skumulowanych długów w czasie odbudowy gospodarki. ZUS dla mikro- i małych firm należy zawiesić do czerwca (bez wliczania tego w okres składkowy) - ocenia Cezary Kaźmierczak.



www.pulshr.pl | 25-05-2020 22:25:57