Koronawirus przemebluje rynek pracy. Jak gruntownie?


Justyna Koc - 23 mar 2020 6:00


Zmiany na rynku pracy prognozowano już w ubiegłym roku. Jak koronawirus wpłynie na wiarygodność tych prognoz? Wiele się zmieni – to niemal pewne. Czy możemy spodziewać się końca rynku pracownika? Popyt na pracę spadnie w konsekwencji wyhamowania gospodarki. Firmy, które nie sprostają kryzysowi, zwolnią pracowników. Sytuacja zmienia się jednak niemal z godziny na godzinę, jest różna w różnych branżach. Eksperci nie chcą prognozować, co przyniesie przyszłość – nawet ta niedaleka.

O wyhamowaniu rynku pracy eksperci mówią od kilku miesięcy. Według „Monitora rynku pracy” firmy Randstad, aż 46 proc. pracowników spodziewa się pogorszenia sytuacji gospodarczej w 2020 r. Obawy mieli i mają również pracodawcy. W badaniu Randstad „Plany Pracodawców” od połowy 2018 roku systematycznie spada odsetek przedsiębiorców, którzy optymistycznie spoglądają na sytuację gospodarczą kraju. Z 33 proc. do 24 proc. rok do roku spadła liczba firm deklarujących tworzenie nowych miejsc pracy, a po raz pierwszy od 5 lat odsetek firm prognozujących redukcję zatrudnienia przekroczył 10 proc.

Podobne wnioski wpłyną z najnowszego raportu ManpowerGroup na temat planów rekrutacyjnych polskich firm na kolejne trzy miesiące. Dane zebrane w styczniu, a więc przed globalnym atakiem koronawirusa, przyniosły prognozę netto zatrudnienia na poziomie +2 proc. To wynik najsłabszy od 2013 roku. Dla produkcji przemysłowej prognoza na drugi kwartał 2020 roku jest niższa o 16 punktów procentowych w ujęciu rocznym, a w innych usługach oraz w handlu detalicznym i hurtowym o 9 punktów procentowych dla każdego z dwóch sektorów. W branży budowlanej odnotowano spadek o 8 punktów procentowych, a w innych obszarach produkcji o 7 pp.

Same znaki zapytania

Michał Młynarczyk, dyrektor zarządzający firmą rekrutacyjną i outsourcingową Devire, potwierdza, że poziom zatrudnienia w Polsce w ostatnich miesiącach 2019 roku spadał. Z danych Eurostatu wynika, że odnotowaliśmy najszybszy spadek zatrudnienia z państw członkowskich UE. Warto jednak zaznaczyć, że zatrudnienie w ujęciu rocznym w Polsce zwiększyło się o 0,5 proc. A z początkiem 2020 roku liczba rekrutacji dodatkowo znacząco wzrosła.

- Wprawdzie wszystkie prognozy wskazywały na kontynuację tego trendu w najbliższych miesiącach, ale pandemia COVID-19 wprowadziła nas na zupełnie nieznane wody. Obserwujemy, że znacząca część kandydatów i pracodawców odczuwa duży stres związany z aktualną sytuacją; starają się otrząsnąć z szoku oraz dostosować do nowej sytuacji. Większość firm już wprowadziła niezbędne rozwiązania, które zapewnią tzw. work flow. Z kolei te firmy, które nie były gotowe na przeniesienie swoich działań całkowicie do świata technologii, prężnie pracują nad wdrożeniem odpowiednich narzędzi – komentuje Michał Młynarczyk.

- Przykładowo onboarding nowych pracowników czy szkolenia odbywają się za pomocą platform e-learningowych oraz wideo konferencji na popularnych komunikatorach dla firm, np. Skype czy Microsoft Teams. Największą zmianą jest rodzące się wśród klientów zaufanie, że da się jednak prowadzić kompleksowy proces rekrutacyjny za pomocą technologii teleinformatycznych, co dla wielu organizacji jeszcze niedawno wydawało się nie do zaakceptowania - dodaje Młynarczyk.

Prezes agencji Devire podkreśla, że pandemia COVID-19 zdecydowanie wpłynęła na decyzyjność klientów. Część z nich tkwiąc w niepewności, jak długo potrwa kryzys epidemiczny, jak zorganizować wdrożenie nowego pracownika w warunkach pracy zdalnej, czy choćby jak ma on przejść przez badania wstępne, aby rozpocząć pracę, przeciąga procesy rekrutacyjne. Jednak większość klientów z branż takich jak: IT, retail, FMCG, sprzedaż online, farmacja, SSC/BPO czy finanse, kontynuuje procesy rekrutacyjne ze względu na niesłabnące zapotrzebowanie na kadrę. Najbardziej dotknięte branże na chwilę obecną poza oczywistymi (turystyką i gastronomią) to budownictwo, szkolenia i produkcja przemysłowa, gdzie coraz więcej firm zamyka czasowo zakłady i zawiesza prowadzone rekrutacje.

- Wydaje się, że bez dwóch zdań sytuacja wyrówna nieco balans na szalejącym od dobrych 6-7 lat rynku pracownika. Natomiast ciemną stroną obecnej sytuacji jest również zmniejszająca się chęć kandydatów do zmiany pracodawcy i podjęcia związanego z tym ryzyka – dodaje Michał Młynarczyk.

Jak bardzo koronawirus wpłynie na rynek pracy? (Fot. Shutterstock) Jak bardzo koronawirus wpłynie na rynek pracy? (Fot. Shutterstock)

Również Liliana Swoboda, właściciel agencji Lepsza Praca, zaznacza, że ogłoszenie pandemii oraz niepowodzenia w zwalczaniu wirusa we Włoszech stały się źródłem paniki wśród niektórych polskich pracodawców, a także ich pracowników. W tym przypadku jednak większość pracodawców, z którymi agencja współpracuje, wstrzymała działalność na okres dwóch tygodni.

- Pracownicy natomiast ostatni masowo udają się na zwolnienia lekarskie, o ile pracują w ramach umowy o pracę. Posiadacze umów śmieciowych w sytuacji zamknięcia firmy pracodawcy pozostają zaś "na lodzie", bez możliwości zarabiania – mówi Liliana Swoboda.

Koniec rynku pracownika?

Jak duży okaże się wpływ koronawirusa na rynek pracy? Czy możemy spodziewać się końca rynku pracownika? Eksperci są powszechnie ostrożni – trudno na tę chwilę prognozować, co przyniesie przyszłość – nawet ta niedaleka.

- Jak każda globalna firma, my również monitorujemy rozwój koronawirusa. Obecna sytuacja jest jednak bardzo dynamiczna i jest jeszcze za wcześnie, aby mówić o tym, jaka będzie skala jego wpływu na rynek pracy – ocenia Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup w Polsce.

Liliana Swoboda również sugeruje, że ocenianie sytuacji i wskazywanie, jak wpłynie ona na poziom bezrobocia, jest jak wróżenie z fusów.

- Wszystko zależy od tego, czy po tych dwóch tygodniach wrócimy do pracy i będziemy odrabiać straty, czy też okres kwarantanny będzie się przedłużał, co spowoduje bankructwo wielu firm dużych i małych – komentuje.

Michał Młynarczyk także zastrzega, że jest zdecydowanie za wcześnie, aby prognozować drastyczne zmiany na rynku pracy. Priorytetem firm w najbliższych tygodniach będzie zachowanie płynności finansowej, aby zapewnić sobie dalszy rozwój i powrót do stabilności. Na tym celu firmy będą koncentrować swoje działania. Część firm, które mają taką możliwość, pracuje zdalnie. Są jednak zawody, które wymagają obecności w miejscu pracy, np. produkcja. Fabryka Opla w Gliwicach już zawiesiła pracę na okres dwóch tygodni. W ślad za nią idą kolejne przedsiębiorstwa.

- Jeśli aktualna sytuacja będzie się utrzymywać, największe straty odczują m.in.: branża turystyczna, lotnicza i transportowa. Ekonomiści szacują je na miliardy dolarów. Również giełdowe notowania spółek odzieżowych i modowych od początku roku spadły o niemal połowę.

W pierwszej kolejności konsekwencje pandemii koronawirusa odczują jednak małe przedsiębiorstwa, takie jak: lokale gastronomiczne czy usługowe, które utrzymywały się z comiesięcznych dochodów.

– Brak ludzi wychodzących z domu to problem szczególnie dla restauracji, które mogą nie nadrobić spadających przychodów zamówieniami przez internet – komentuje Michał Młynarczyk.

Zdaniem prezesa agencji Devire nie bez znaczenia pozostaje fakt, że w ostatnich miesiącach firmy mierzyły się ze wzrostem płacy minimalnej i rosnącymi kosztami utrzymania pracowników. Możemy się zatem spodziewać, że z czasem obecna sytuacja spowoduje redukcje etatów. Dodatkowym problemem, np. w branży gastronomicznej, jest fakt, że duża część pracowników jest zatrudniona na podstawie umów zleceń. To z kolei przekłada się na mniejszą ochronę pracowników. Taki scenariusz jest jednak najbardziej prawdopodobny dla małych i średnich przedsiębiorstw, które nie posiadają rezerwy kapitałowej, by chronić zasoby kadrowe firmy i przeczekać kryzys.



www.pulshr.pl | 26-05-2020 11:10:05