Praca zdalna to nie bułka z masłem. Oto, o czym zapominają firmy


JS - 18 mar 2020 12:00


Koronawawirus wtrącił tysiące, jeżeli nie miliony ludzi do domowego aresztu. Tam, czekając na koniec epidemii, nie mogą narzekać na nudę, gdyż w 2020 roku praca jest wszędzie tam, gdzie jest dostęp do internetu. Bezczynne czekanie i płatny urlop? Nie w firmach, które wykorzystują wirtualizację stanowisk pracy i rozwiązania SaaS. To, co do tej pory było przywilejem lub nagrodą dla nielicznych, powoli staje się koniecznością. O tym, jak firmy mogą przygotować się na tę zmianę opowiada Stanisław Bochnak, strateg biznesowy w VMware Polska.

Z powodu koronawirusa wielkie koncerny jak Apple, Facebook czy Microsoft odwołują swoją obecność na ważnych konferencjach. Z obawy przed koronawirusem coraz więcej firm ogranicza podróże służbowe i decyduje się na przejście na pracę zdalną. Naprawdę jest tak źle? Czy Pana zdaniem ta cała panika ma sens?

Na chwilę obecną na całym świecie około 3,4 proc. zgłoszonych przypadków Covid-19 zakończyło się śmiercią. W naszej najnowszej historii tylko jedna jeszcze epidemia miała tak wysoki poziom śmiertelności jak koronawirus – to grypa hiszpanka. 2,5 proc. śmiertelności przełożyło się na 50-100 mln zgonów na całym świecie. To dobitnie pokazuje, że z obecną pandemią nie ma żartów i jeśli coś możemy zrobić, to warto to zrobić. Z badań naukowych wynika, że miasta, które w 1918-1919 r. zamykały szkoły, uniwersytety, zakazywały zgromadzeń publicznych oraz nakazywały obywatelom pozostawanie w domach, miały znacznie niższe wskaźniki śmiertelności. To wyraźnie pokazuje, że rządy, władze miejskie i firmy wcale nie przesadzają z podejmowaniem środków zaradczych. Rezygnacja z konferencji, spotkań biznesowych czy w ogóle praca z domu to dzisiaj bardzo dobre i potrzebne kroki.

No właśnie – praca z domu. Coraz więcej firm kieruje swoich pracowników do pracy zdalnej, ale skąd gwarancja, że pracownik realnie wykonuje swoje obowiązki?

W dzisiejszych czasach sama obecność pracownika w biurze nie jest gwarancją jego skuteczności. Z badań VMware wynika, że znacznie ważniejszy jest swobodny dostęp do technologii i narzędzi służących do wykonywania naszych obowiązków. Gdzie to robimy jest sprawą drugorzędną. A technologii nam nie brakuje.  Tylko dzięki Internetowi możemy pracować na wiele nowych sposobów. Telekonferencje możemy zorganizować zarówno z poziomu specjalistycznych platform, jak i zwykłych komunikatorów social media. Codzienne zadania możemy z kolei wykonywać z poziomu aplikacji chmurowych dostępnych na smartfonie. Sam wiele czynności służbowych wykonuję przy użyciu mojego telefonu. Jeśli miałbym zatwierdzić jakieś działania, to gdybym to robił tylko w biurze, ludzie musieliby często czekać kilka dni, a tak mogą to łatwo zrobić w Warszawie, w San Francisco, w przerwie między wystąpieniami na konferencji, albo w domu, oczekując bezpiecznie na poprawę sytuacji w związki z pandemią.

Zobacz też: Od pracy zdalnej konsultantów i sprzedawców nie ma już odwrotu 

Ok, technologie są, możliwości są, ale czy taka forma pracy może być efektywna?

Wszystko zależy od samej organizacji. Narzędzia jak najbardziej są, ale efektywność tych rozwiązań zależy w głównej mierze od kultury organizacyjnej . To firma musi stworzyć odpowiedni klimat oraz warunki do ich stosowania. Kierując pracowników do pracy zdalnej firmy muszą przede wszystkim ocenić, czy ich zaplecze technologiczne umożliwi wszystkim zatrudnionym odpowiedni dostęp do danych i aplikacji z dowolnego miejsca na świecie. I to wszystkim zatrudnionym w tym samym czasie. Nikt przecież nie chce pracować na zacinającym się Windowsie czy MacOS. Druga sprawa to określenie odpowiednich zasad, czyli polityki bezpieczeństwa dla pracowników zdalnych. Niestety większość z nas, pracując w domu, często zapisuje dane biznesowe na własnych laptopach, smartfonach czy we własnych chmurach. Jeśli nie zapanujemy nad tym potencjalnym chaosem firmy będą musiały borykać się z ogromną ilością danych niewidzialnych dla firmowych systemów. A to rodzi poważne problemy pod kątem ich integralności i ochrony. 

Ochrony? Czyli, sugeruje pan, że praca zdalna może stanowić zagrożenie dla firm?

Pracując zdalnie, znacznie częściej niż w biurze narażamy się na ataki hakerów, ponieważ używamy urządzeń i systemów, które są często gorzej zabezpieczone niż te w biurze. Cyberprzestępcy doskonale zdają sobie z tego sprawę i chętnie wykorzystają nasze słabości, a  wykorzystując naszą nieświadomość starają się wykraść firmowe dane. Metod mają z kolei bardzo dużo. Chociażby starą i sprawdzoną socjotechnikę. Większość z nas każdego dnia masowo szuka informacji o koronawirusie, łatwo więc przy tym paść ofiarą phishingu – popularnej metody podszywania się pod osoby i instytucje, w celu wyłudzenia poufnych danych. Od stycznia pojawiło się już ponad 300 podejrzanych stron o koronawirusie, a skala ta będzie tylko rosnąć. Nasze komputery i smartfony mogą więc stać się furtką dla cyberprzestępców i to na dużą skalę.

Zobacz też: Brakuje kobiet w cyberbezpieczeństwie

A czy istnieje jakiś sposób, by firmy mogły obronić się przed możliwością tej cyfrowej zarazy?

Niestety cyberbezpieczeństwo to kwestia, o której wiele firm nadal zapomina, wdrażając w pośpiechu cyfrowe miejsca pracy zdalnej. Atmosfera paniki sprzyja działaniom, które przypominają rzucenie się na głęboką wodę bez zastanowienia, czy w ogóle umiem pływać, czy mam odpowiedni sprzęt. Musimy pamiętać, że całkowite przejście na model pracy zdalnej w przedsiębiorstwie o dużej skali nie jest dobrym rozwiązaniem, bez względu na okoliczności. Firmy, które dopiero teraz w obliczu obecnego zagrożenia sięgają po tego typu rozwiązania, nie dają de facto swoim zespołom IT czasu na przygotowanie odpowiedniego zaplecza technicznego. A to może spowodować straty. I to o różnym charakterze. Niewystarczające zabezpieczenia to narażenie się na atak hakerski, a to prowadzi do strat finansowych. Przestarzałe technologie prowadzą do spadku jakości usług, a to do zmniejszonej wydajności pracowników itd. Nasze babcie mawiały, że co nagle to po diable. Dzisiaj w kontekście tego co się dzieje wokół koronawirusa i pracy zdalnej, to powiedzenie pasuje jak nigdy dotąd.

To co firmy powinny zrobić, by realnie zadbać o bezpieczeństwo tak pracowników, jak i swoje własne?

Umożliwienie pracownikom pracy zdalnej wymaga ścisłej współpracy pomiędzy działami HR, IT, bezpieczeństwa i operacji biznesowych. Tylko to może zagwarantować sukces projektu. Trzeba określić jakie narzędzia i aplikacje będą potrzebne pracownikowi oraz do jakich danych powinien mieć dostęp. Czy wszyscy powinni mieć takie same uprawnienia? IT jednocześnie musi ustawić odpowiednie mechanizmy bezpieczeństwa dla całego ekosystemu obejmującego tak laptopy, smartfony, jak i systemy operacyjne, aplikacje czy bazy danych.

Biorąc pod uwagę, że jak dynamiczna jest dziś sytuacja, firmom może zabraknąć czasu na wdrażanie wszystkiego od podstaw. Co wtedy?

Dobrym rozwiązaniem są tzw. platformy cyfrowego środowiska pracy. Wbudowane w nie mechanizmy bezpieczeństwa sprawiają, że walka z cyberzagrożeniami staje się znacznie prostsza. Dzięki nim organizacje są w stanie wykrywać zagrożenia, jeszcze zanim dojdzie do potencjalnego ataku. Specjaliści IT mają z kolei wgląd w to, co się akurat dzieje np. ze środowiskiem danego pracownika i w razie zagrożenia mogą zareagować tu i teraz. Co więcej, sami mogą to zrobić pracując zdalnie z poziomu własnej aplikacji mobilnej.

A jest coś co my jako pracownicy możemy zrobić, by nie narazić siebie i swoich firm na straty?

Bez względu na to ile technologii firmy wdrożą zawsze warto pamiętać o podstawach cyberhigieny. Pracując w domu czy kawiarni nie odwiedzajmy nieznanych witryn, nie podawajmy w sieci swoich danych i nie pobierajmy podejrzanych plików. Pracując w miejscach publicznych lepiej nie korzystać z darmowego WiFi, ponieważ tego typu sieci mogą posiadać łatwe do sforsowania przez hakerów luki bezpieczeństwa. Zamiast tego wykorzystajmy własny telefon jako hotspot. To znacznie bezpieczniejsze wyjście w tej sytuacji.



www.pulshr.pl | 25-05-2020 17:05:29