Ile naprawdę zarabia górnik? "To statystyka, a ze statystyką jest jak z bikini"


Jerzy Dudała - 21 lut 2020 20:00


Porozumienie ws. podwyżek w Polskiej Grupie Górniczej znów podgrzało dyskusję wokół wynagrodzeń w górnictwie. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wynika, że górnicy zarobili w grudniu niemal 15 tys. zł brutto, co stawia tę grupę na czele stawki najlepiej zarabiających zawodów. - O statystyce ktoś kiedyś powiedział, że jest jak strój bikini: niby wszystko widać, a tego najważniejszego i tak nie pokazuje - komentuje dla WNP.PL Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki. - I tak właśnie jest z zarobkami górników za grudzień - podkreśla.

O wynagrodzeniach w górnictwie było ostatnio głośno przede wszystkim w kontekście żądań płacowych wysuwanych przez związkowców z Polskiej Grupy Górniczej (PGG), czyli naszej największej spółki wydobywającej węgiel kamienny. Domagali się oni 12-procentowej podwyżki płac. Zarząd Polskiej Grupy Górniczej konsekwentnie wskazywał, że może podzielić się z pracownikami tylko tym, co zdoła wypracować w ramach osiągniętych zysków.

- Wynagrodzenia to połowa naszych kosztów - podkreślał 13 lutego 2020 roku prezes PGG Tomasz Rogala. - Proponujemy, żeby w lipcu się spotkać, przeanalizować wyniki z pierwszego półrocza i zastanowić się nad tym, jakie środki i w jakiej kwocie można w kolejnych okresach przekazywać do pracowników. Spółka może się dzielić tym, co wypracuje - zaznaczył. 

Ostatecznie 20 lutego 2020 roku w Polskiej Grupie Górniczej doszło do porozumienia, które zakłada, że od 1 stycznia br. płace w spółce wzrosną o 6 proc. Koszt podwyżek w PGG to ok. 270 mln zł w skali roku. Wynegocjowana 6-procentowa podwyżka płac w Polskiej Grupie Górniczej powinna oznaczać średni wzrost wynagrodzenia na jednego zatrudnionego rzędu 400-500 zł brutto, tj. ok. 350 zł netto.

Czytaj więcej: Jest porozumienie ze związkowcami z PGG - płace wzrosną od 1 stycznia

Nieprzychylnych komentarzy nie brakuje

Wcześniej gorącą dyskusję wokół wynagrodzeń w górnictwie wywołało opublikowanie przez Główny Urząd Statystyczny danych za grudzień o zarobkach. Przeciętne miesięczne wynagrodzenia brutto w ostatnim miesiącu 2019 r. w tym sektorze wyniosło aż 14951,10 zł. Od razu pojawiły się też nieprzychylne komentarze o rekordowych płacach - często zestawiane z informacjami o sporze płacowym, jaki trwał w Polskiej Grupie Górniczej. Tymczasem grudniowe dane dotyczące wynagrodzeń co roku są podbijane przez wypłaty różnych bonusów finansowych, jak np. barbórki. Także w grudniu księgowana jest dodatkowa nagroda roczna, wypłacana w lutym. 

Należy też w tym miejscu podkreślić, że dane te obejmują nie tylko spółki wydobywające węgiel, ale szeroko rozumiany sektor wydobywczy, w tym również KGHM, PGNiG, Orlen czy Lotos. Ile zatem zarabiają górnicy?

Jak się dowiedzieliśmy, przeciętna płaca w Polskiej Grupie Górniczej wynosi 7386 zł brutto (porozumienie z 20 lutego 2020 roku podnosi ją do poziomu 7829 zł brutto). Z kolei średnie wynagrodzenie w Grupie Kapitałowej Lubelskiego Węgla Bogdanka w 2018 roku wyniosło 7551 zł brutto (w tym jest wliczona barbórka oraz premie). Kwoty za 2019 rok LW Bogdanka poda w raporcie rocznym, którego publikację zaplanowano na 26 marca.

W przypadku Jastrzębskiej Spółki Węglowej, wydobywającej głównie węgiel koksowy potrzebny do produkcji stali, średnia płaca brutto wynosi około 8900 zł. 

W KGHM średnie wynagrodzenie sięgnęło 8,8 tys. zł (obliczenia na podstawie podzielenia kwot wydanych na pracowników, zawartych w raportach rocznych spółek, przez liczbę zatrudnionych), w Lotosie – prawie 7,3 tys., w Orlenie – ponad 6,1 tys. zł, a PGNiG – prawie 5,7 tys. zł.

Statystyki generalnie nie oddają dokładnie tego, ile zarabiają zwykli górnicy, bo są zawyżane przez wysokie wynagrodzenia górniczych zarządów oraz dozoru. GUS zlicza jednak wszystkie dane księgowe i później te statystyki na wielu robią wrażenie.

Podawane zarobki górników są liczone ze wszystkimi dodatkami, w tym dodatkowymi stawkami za pracę w soboty i w niedziele. Jeżeli porówna się zarobki górników osiągane w tak zwane czarne dni z danymi GUS za grudzień, sytuacja wygląda inaczej. 

- O statystyce ktoś kiedyś powiedział, że jest jak strój bikini: niby wszystko widać, a tego najważniejszego i tak nie pokazuje - ocenia w rozmowie z portalem WNP.PL Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki. - I tak jest z zarobkami górników wykazywanymi za grudzień. Statystyk nie rozróżnia tytułów wypłat. Statystyk czyta liczby, a z kolei czytelnicy nie zadają sobie potem trudu interpretacji i dlatego też często nie wiedzą, że grudzień to jest taki miesiąc, kiedy górnikom płaci się wynagrodzenie barbórkowe, które zaciemnia statystykę. Natomiast w liczbach bezwzględnych wygląda jako wzrost - zaznacza Jerzy Markowski. 

Nie brakuje opinii, że wynagrodzenia w górnictwie nie mogą się doczekać obiektywnego sposobu ich kształtowania w relacji efekt ekonomiczny a płaca. Wynagrodzenie górnicze jest obarczone takimi czynnikami, jak wysiłek, który z kolei w prostej relacji zależy od warunków naturalnych, których się nie da sparametryzować. 

W branży można usłyszeć, że smutne jest to, że do wynagrodzeń górniczych wracamy wtedy, kiedy pojawiają się albo wypaczone statystyki, albo nagłe żądania płacowe.

- Umyka bowiem prawda o tym, że górnik naprawdę uczestniczący w wydobyciu węgla zarabia zdecydowanie za mało - mówi Jerzy Markowski. - Chociażby z tego powodu, że nie ma porównania do żadnego innego zawodu. Natomiast ludzie zatrudnieni w górnictwie daleko od wydobycia zarabiają dużo więcej, ich praca jest bowiem porównywalna z pracą w innych sektorach, gdzie nie wydobywa się węgla, a wynagrodzenia są standardem, który zastosowano w każdej dziedzinie gospodarki - zaznacza Markowski.

 

Górnictwo przestaje być atrakcyjne dla młodych fachowców

Wskazuje przy tym, że jeżeli człowiek uczestniczący w czynnościach administracyjno-księgowych czy usługowych zarabia kwotę X, to w górnictwie też płacą mu kwotę X, mimo iż kwota ta jest niewspółmiernie wyższa od kwoty górnika zatrudnionego przy wydobyciu węgla, którego płacy nie ma z czym porównać. 

- Wszelkie żądania płacowe dotyczące osób pracujących bezpośrednio przy wydobyciu węgla są dla mnie zrozumiałe - ocenia Jerzy Markowski. 

I oczywiście zarządy spółek węglowych muszą je traktować poważnie, ponieważ akurat bez tej działalności, czyli wydobycia węgla, funkcjonowanie tych spółek nie miałoby sensu. A dziś, kiedy brakuje ludzi do pracy, bezrobocie jest wyjątkowo niskie, a gospodarka szuka fachowców, dość łatwo można wyobrazić sobie scenariusz, w którym górnicy gremialnie będą odchodzić z zawodu. 

- I wtedy bez strajków skończy się w Polsce wydobycie węgla - podkreśla Jerzy Markowski. - Było to wszystko niemożliwe, kiedy górników było około 430 tysięcy, czyli na początku lat 90-tych. Ale dziś, kiedy osób pracujących w kopalniach jest około 80 tysięcy, a bezpośrednio przy wydobyciu węgla około 15 tysięcy, jest to już scenariusz absolutnie realny - przewiduje Markowski.

Informacje GUS-u o zarobkach w górnictwie wywołały falę nieprzychylnych branży węglowej komentarzy: „Nie dość, że zarabiają krocie, to i tak będą protestować, bo chcą jeszcze więcej”. Jednak górnictwo przestaje być atrakcyjnym miejscem pracy dla młodych fachowców. Podobnie bowiem mogą zarobić w innych branżach, wykonując pracę w warunkach lepszych i bezpieczniejszych niż praca na dole kopalni. Tysiąc metrów pod ziemią - gdzie temperatura przekracza 30 stopni i gdzie są doskwierająca wilgotność oraz zapylenie - trudno mówić o komforcie pracy.

- Wynagrodzenia w górnictwie nie są wcale, uwzględniając uciążliwość zawodu górnika i niebezpieczeństwa wynikające z pracy na dole, nadmiernie wysokie - wskazuje w rozmowie z portalem WNP.PL Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki.

Dlatego też górnictwo może mieć poważny problem z pozyskiwaniem nowych pracowników w kolejnych latach.

- Jednak płaca w kopalniach musi być funkcją ekonomii, a zatem musi być funkcją kondycji finansowej danego podmiotu, musi być część stała i część ruchoma, uzależniona od aktualnej kondycji finansowej - zaznacza Janusz Steinhoff.

Jego zdaniem należy także odejść od systemu trzynastek, czternastek czy deputatów - to wszystko powinno znaleźć się w pensji górnika. Ten archaiczny system wielu ludzi drażni, szczególnie, że często powtarza się slogany o przywilejach górniczych. Tak, jakby inne branże nie posiadały specyficznych rozwiązań w zakresie płac.

- Nie można zakładać, że nadal będzie 95 proc. stałych składników płac, gdyż w ten sposób bowiem nie będzie się dało przeżyć w górnictwie czasów gorszej koniunktury - zaznacza Steinhoff. 

- Trzeba by było w spółkach węglowych wprowadzić nowe układy zbiorowe pracy i powiązać płace z wydajnością oraz wynikami - ocenia w rozmowie z portalem WNP.PL Marian Kostempski, były prezes Kopeksu. - Tu jest rola organizacji związkowych i właściciela, żeby wypracować w tym zakresie nowe rozwiązania. Jednak ta sprawa ucichła, ostatnio o zbiorowych układach pracy się nie mówi - wskazuje Kostempski.

W górnictwie, z uwagi na specyfikę branży, głównie z powodu szerokiego zakresu zagrożeń (metanowe, pożarowe, wodne, tąpaniami) i konieczności utrzymania ruchu zakładu przez 365 dni w roku, pracownicy świadczą też pracę w dni wolne od pracy. 

Chodzi o zabezpieczenie zakładów i wykonaniu niezbędnych robót konserwacyjnych. Wartość dniówki sobotnio-niedzielnej jest wyższa od normalnej dniówki „czarnej”, co także przekłada się na statystyki i powoduje wzrost płacy brutto o około 15-20 proc.

Mówiąc o przyszłości sektora węglowego i płacach w górnictwie, trzeba mieć na uwadze, że węgiel z importu stanowi konkurencję dla surowca z polskich kopalń, które mają problemy z jego sprzedażą. Po zamknięciu kopalń niemieckich polskie kopalnie węgla kamiennego są najgłębszymi na świecie, a to z kolei przekłada się na koszty. Zatem łatwiej nie będzie.

Zobacz też: To nie czas na górnicze protesty. "Ostre działania dają amunicję przeciwnikom węgla"



www.pulshr.pl | 27-05-2020 11:27:08