Czego nie warto się uczyć. Tych zawodów lepiej unikać


Łukasz Komuda - 12 lut 2020 12:00


MEN po raz drugi opublikowało prognozę zapotrzebowania na pracowników w zawodach szkolnictwa branżowego. Tkwi tam kilka ciekawych faktów, z których może nie możemy zyskać dużej pewności odnośnie zawodów przyszłości, ale za to wskazać kierunki kształcenia, które raczej nie dają młodym ludziom wybierającym kierunek edukacji zbyt optymistycznych perspektyw - pisze Łukasz Komuda w rynekpracy.org.


28 stycznia 2020 roku Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło „Prognozę zapotrzebowania na pracowników w zawodach szkolnictwa branżowego na krajowym i wojewódzkim rynku pracy”, której celem jest wskazanie, w jakim kierunku powinna rozwijać się oferta szkolnictwa branżowego w odniesieniu do potrzeb krajowego i wojewódzkiego rynku pracy. Dokument nie jest bez znaczenia: kształcenie w zawodach wymienionych jako cieszące się istotnym zapotrzebowaniem na pracowników otrzyma wyższa subwencję oświatową. Horyzont prognozy to 5 lat, czyli w tym roku MEN próbuje wytypować takie istotne zawody na lata 2021–2025, niemniej rzeczywistość jest bardzo zmienna. Dlatego resort zapowiedział, że będzie odtąd publikował kolejne prognozy co roku 1 lutego.

Warto podkreślić, że kształcenie branżowe, a więc i przygotowana dla niego prognoza, dotyczy wyłącznie zawodów, do jakich przygotowują: technika, szkoły policealne, szkoły branżowe I stopnia (zreformowane zasadnicze szkoły zawodowe) i szkoły branżowe II stopnia.

Przewidywania MEN dotyczące zapotrzebowania pracowników nie obejmują więc profesji, których wykonywanie wiąże się z ukończeniem studiów np. nauczycieli, lekarzy, prawników, pielęgniarek i położnych itd.

To, jakich szkół kształcenia branżowego należy unikać, możemy wyczytać w poniższej tabeli:

Prognoza zapotrzebowania na pracowników w zawodach szkolnictwa branżowego na krajowym i wojewódzkim rynku prac, źródło: MEN, opracowanie: Łukasz Komuda (FISE)

W powyższej tabeli znaleźć można aż 57 zawodów, czyli aż 27 proc. wszystkich, jakie można zdobyć w Polsce w ramach kształcenia branżowego. Są to fachy, dla których nie ma ani jednego województwa, w którym zawód znajduje się na liście profesji cieszących się istotnym zapotrzebowaniem: od asystenta osoby niepełnosprawnej do złotnika-jubilera. Dlaczego tak się stało? Często to kwestia nadpodaży pracowników z danymi kwalifikacjami (np. przetwórca ryb). Albo rozjechania się tego, czego potrzebują pracodawcy z umiejętnościami, jakie rozwijają w szkolnych murach uczniowie.

Niekiedy też wynika to z faktu, że w danym kierunku zawodowym szanse mają raczej osoby z wyższym wykształceniem (np. terapeuta zajęciowy). Czasem do wykonywania danego zawodu dochodzi się raczej drogą praktykowania w rzemiośle (np. jubiler, fryzjer), niż za sprawą szkoły. Inne wymagają raczej podstawowych umiejętności np. punktualności, solidności, szybkiego przyuczenia się do używania narzędzi pracy (np. sprzedawca). W niektórych bardziej pomaga skończenie odpowiedniego kursu, niż konkretna szkoła (np. księgowa). Są też zawody wymierające (np. koszykarz-plecionkarz). Albo takie, gdzie sektor publiczny nie stworzył odpowiedniej liczby miejsc pracy, choć zapewne takie były niegdyś zamierzenia, za którymi poszły zmiany w kształceniu zawodowym (np. asystent osoby niepełnosprawnej). Są oczywiście przypadki, w których nakłada się kilka powodów na raz, albo dochodzą jeszcze inne czynniki.

Czerwona trójka

Na szczególną uwagę zasługują trzy zawody z samego dołu ostatniej części tabeli: technik architektury krajobrazu, technik hotelarstwa i terapeuta zajęciowy. Tutaj kształcenie odbywa się we wszystkich 16 województwach i we wszystkich adepci zderzają się z umiarkowanym zapotrzebowaniem na ich kompetencje. Nie znaczy to, że nikt z tej grupy nie ma szans na znalezienie pracy – w jej szukaniu pomagają przecież przede wszystkim znajomości, ale także posiadanie kompetencji wykraczających poza kształcenie szkolne oraz doświadczenie (wielu młodych ludzi zaczyna pracę jeszcze się ucząc, choć w przypadku tradycyjnego kształcenia dziennego w grę wchodzi głównie praca wieczorami i w weekendy). I naturalnie – szczęście.

Dodatkowo niekiedy młodzi ludzie wybierają ścieżki kształcenia na bazie swoich pasji. Ta również mogą być paliwem, jakie pozwoli im przy odpowiedniej dozie uporu, czasem – po uzupełnieniu kształcenia np. na studiach – osiągnąć zamierzony cel. Jeśli jednak ktoś wybiera szkołę branżową na chybił-trafił albo według kryterium dobrego dojazdu czy łatwości jej ukończenia, to szczerze odradzam wybór akurat tych kierunków.

***

Skróty od redakcji. Cały artykuł pod tytułem "Czego nie warto się uczyć, czyli zawody umiarkowanie potrzebne" (wraz z innymi ciekawymi tabelami) dostępny jest w serwisie rynekpracy.org.



www.pulshr.pl | 18-02-2020 19:56:20