Stres, wypalenie zawodowe, depresja. Co zrobić, by praca nie stała się zagrożeniem


Karolina Markowska - 10 sty 2020 6:00


Raport ADP "Workface View in Europe 2017" pokazał, że ponad połowa pracowników w Polsce odczuwa stres przy wykonywaniu obowiązków służbowych. "Zaniedbanie głowy", wciągnięcie się w wir pracy może mieć różne konsekwencje. O tym, kiedy powiedzieć "zwalniam!" rozmawiamy z dr Karoliną Zalewską-Łunkiewicz z wydziału psychologii Uniwersytetu SWPS.

Żyjemy szybko. Chcemy udowadniać sobie i przede wszystkim przełożonym, że potrafimy, że zasługujemy na pracę, podwyżkę, premię. Co powinno być dla nas sygnałem ostrzegawczym, takim pomarańczowym światłem, że pora zwolnić? Że jest za dużo, za szybko, za intensywnie?

Dr Karolina Zalewska-Łunkiewicz, wydział psychologii Uniwersytetu SWPS: Na pewno moment, kiedy zaczynamy zauważać spadek własnej efektywności. Kiedy zadania, które do tej pory przychodziły nam z łatwością, stają się dla nas czymś kłopotliwym.

Również moment, w którym zdajemy sobie sprawę z tego, że w natłoku zadań w pracy nadawanie priorytetów zaczyna nas przerastać. Oprócz tego mogą pojawiać się symptomy na poziomie ciała i emocji, kiedy czujemy pewien spadek energii, napięcie czy utratę zdolności do cieszenia się drobnymi sprawami - na przykład nie reagujemy śmiechem wtedy, kiedy inni koledzy/koleżanki w pracy śmieją się z żartów, które do tej pory nas bawiły.

To są sygnały, które można rozpoznać w samym kontekście bycia w pracy. Często jest tak, że spadek gotowości do cieszenia się codziennością zaczynamy odczuwać również w domu. Odczuwamy osłabienie, przychodzimy po pracy „wypompowani”, a jedynym pragnieniem jest położyć się i najlepiej zasnąć. Przy czym sam sen także może być utrudniony, płytki, zaburzony przez napływające myśli o niezrealizowanych zadaniach w pracy. To mogą być pierwsze sygnały, które mówią, że występują zawodowe przeciążenia.

I co wtedy? Porozmawiać z szefem, z kimś bliskim, wziąć urlop?

- Jeśli możemy wziąć urlop, to jest to dobre rozwiązanie. Oczywiście, jeśli są to delikatne symptomy przemęczenia, coś co możemy nazwać „mam chwilowego doła”, kilka dni odpoczynku wystarczy. Pamiętajmy jednak – trzeba zamknąć biuro, komputer. Warto zająć się czymś niezwiązanym z pracą.

Pomocne jest też posiadanie takiej grupki ludzi w pracy, z którymi można swobodnie porozmawiać o czymś innym niż realizowane zadania lub o tym, że czujemy się zmęczeni. Ludzi, z którymi możemy umówić się też poza pracą – na kawę, spacer czy na fitness. Taka „grupka wsparcia” jest czymś bardzo wartościowym.

W pracy, oczywiście poza nadużyciami ze strony pracodawców, chyba nie ma nic gorszego niż bycie samotnym. Jeśli wokół są jedynie osoby „od krótkiego tête-à-tête”, to może okazać się zbyt mało, ponieważ w przypadku problemu, nie możemy być pewni, że można do kogoś zwrócić się o pomoc. Nie chodzi rzecz jasna o to, żeby z każdym dzielić się trudnościami. Posiadanie małej, zaufanej grupy znajomych z pracy, to byłoby to.

A czy my z wagi tych problemów nie zaczęliśmy sobie zdawać sprawy w momencie, kiedy jednym z głównych pracodawców stały się korporacje? Gdzie wynik, efekt, kwartał to są słowa klucze.

- Rzeczywiście mamy do czynienia z pędem do osiągania wysokich rezultatów, walczymy o świetne opinie klientów. Pracodawca może w związku z tym wyznaczać takie standardy, które trudno osiągać.  

Nastawienie na wynik i ocena pracownika to są bardzo ważne kwestie, które mogą mieć związek z pogorszeniem samopoczucia i paradoksalnie obniżeniem wydajności pracowników. Spadek nastroju, niepokój czy sama depresja, która może się pojawić na poziomie klinicznym i nierzadko w kontekście pracy się pojawia, spotyka częściej osoby z pewną psychologiczną podatnością. Są to osoby neurotyczne, bardzo wrażliwe na punkcie własnego ja, z niską samooceną, ale także osoby, które są bardzo ambitne. One spotykając się z wieloma barierami – krytyczną oceną, presją czasu lub wyniku, nakładaną przez przełożonego – frustrują się, nie mogąc zrealizować określonych celów.

Przeczytaj: W tych zawodach ludzie są najbardziej zestresowani. Pracodawca na tym traci

A jak odróżnić nasze przewrażliwienie na jakimś punkcie, takiego „focha”, bo ktoś nam zwrócił uwagę, od realnego problemu? Droga od wypalenia zawodowego do depresji jest chyba dość krótka...

- Z klinicznego punktu widzenia depresja jest powikłaniem wypalenia zawodowego. Samo wypalenie wiąże się miedzy innymi ze zniechęceniem, z poczuciem nudy, z drażliwością na fakt konieczności wyjścia do pracy. Często jest związana z objawami somatycznymi: bóle głowy, kołatanie serca, duszności, trudności w zasypianiu.

Jednak im dłużej taki stan się utrzymuje, im bardziej jest chroniczny, tym silniej będzie wpływał na ryzyko depresji. Przedłużający się stres związany z pracą może uruchomić nadmierną aktywację na osi przysadka mózgowa-kora nadnerczy i silny wyrzut kortyzolu. Kortyzol jest uznawany za hormon współwinny powstawaniu objawów depresji.

A kiedy powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, że mamy problem i będziemy raczej potrzebować pomocy?

- Jeśli zauważymy, że mamy większość objawów, o których powiedziałam. Kiedy towarzyszy nam spadek nastroju, odczuwamy permanentny smutek, kiedy mamy przeświadczenie, że nic nam się nie udaje i co gorsza, że nam się nie uda.

Znakiem powinny być dla nas także sygnały z zewnątrz. Kiedy ludzie z pracy zaczynają zauważać zmianę naszego funkcjonowania, coraz częściej pytają, dlaczego jesteśmy przygnębieni albo czy coś nas trapi. To są sygnały, które powinny zwrócić naszą uwagę i zachęcić do wsłuchania się w swój psychologiczny mechanizm.

Jest to pretekst do tego, żeby na chwilę się zatrzymać. Jeśli uznamy, że sami nie damy rady, to warto skorzystać z pomocy psychologa czy terapeuty. Jeśli obserwujemy, że tracimy motywację do działania, mamy poważne problemy z wieloma aspektami życia, towarzyszą nam zaburzenia koncentracji uwagi, zaczyna szwankować pamięć, to wówczas pomóc może nam też lekarz psychiatra.

Przeczytaj: Wypalenie zawodowe to nie to samo co depresja. "Zależy nam, by budować odpowiedzialne i zmotywowane zespoły"

Ale przecież jak coś mi nie pasuje w pracy, to zawsze mogę ją zmienić.

- No tak, to wydaje się być wyjątkowo proste rozwiązanie. Rzeczywistość jednak jest zupełnie inna. Niestety realia są takie, że często nie możemy sobie zmieniać pracy jak rękawiczki, a sam proces poszukiwania alternatywy jest dość długi. Nowa praca to także trzymiesięczny okres próbny – kolejny czas starań i „pilnowania siebie”, by jak najlepiej wypaść.

Myślę, że są sposoby poradzenia sobie z tymi problemami, które powinniśmy sprawdzić, zanim podejmiemy decyzję o zmianie pracy. Oczywiście, jeśli jest to miejsce które wypala, nie daje szansy na rozwój, wymagania są stawiane nadmiarowo, pracownicy nie są słuchani i te problemy zgłasza większa grupa osób lub jeśli mają miejsce sytuacje mobbingowe, to to oznacza, że jest to miejsce toksyczne i należy je zmienić.

Jeśli jednak mamy do czynienia z sytuacjami mniej zagrażającymi, zależy nam na stażu pracy w danej firmie, uznajemy, że ogólnie jest to miejsce, które może dać rozwój, to warto zadbać o posiadanie takiej „grupy wsparcia”, o której mówiłam. Pomoże też zmiana stylu życia, wprowadzenie pewnych podstawowych „zdrowych” elementów: nie zabierajmy pracy do domu, stwórzmy granicę pomiędzy pracą a życiem prywatnym. Jeśli życie zawodowe będzie dominować, także w życiu prywatnym mogą pojawić się problemy.

Nie ma nic ważniejszego niż nasze zdrowie psychiczne. Jeśli wpadniemy w błędny krąg i rozwiną się zaburzenia nastroju, to i tak będzie nam trudno być dobrymi, efektywnymi pracownikami.  

Mówimy o tym, że cierpi pracownik, ale mniej mówimy o tym, że traci także pracodawca. Ewentualne L4 kosztuje – tracimy na jakiś czas pracownika. Mówimy nie tylko o pieniądzach, ale przede wszystkim o pracowniku jako człowieku. Są jakieś złote rady dla pracodawców właśnie? Czy zatrudnienie przez firmę psychoterapeuty, osoby, która może pracownika wysłuchać lub coś podpowiedzieć, jest dobrym pomysłem?

- Jeżeli w miejscach pracy byłaby na takich terapeutów przestrzeń, byłoby idealnie. Obecnie w pakietach medycznych zapewnianych przez pracodawcę są już opcje skorzystania z wizyty u psychologa czy lekarza psychiatry.

Jeżeli w firmie byłby na stałe psycholog, którego zadaniem mogłoby być prowadzenie spotkań poświęconych zdrowemu stylowi życia, udzielanie porad pracownikom, którzy aktualnie tego potrzebują, lub przeprowadzenie debriefingu po jakimś silnie angażującym, wyczerpującym i ryzykownym zadaniu, to możliwe, że byłoby to pomocne zarówno dla osób zatrudnionych, jak i dla utrzymania dobrej kondycji firmy/organizacji przez samego pracodawcę.

Ważna jest też otoczka, jaka miałaby towarzyszyć takiemu przedsięwzięciu. W miejscach skoncentrowanych na wynik nie mówi się o słabościach, a pójście do psychologa może wiązać się z ryzykiem uzyskania etykietki „nienormalnego”, czy „niepasującego”. Dlatego promowanie informacji o relacji zdrowie psychiczne-wydajność w pracy jest także ważnym kierunkiem działań pomocowych.

Przeczytaj: Menedżerowie nie mają wyjścia. Zarządzanie musi się zmienić



www.pulshr.pl | 03-07-2020 15:25:29