Zatrważające dane. Zabraknie nam nawet 10 milionów pracowników


GP - 13 lis 2019 20:00


W najbliższych latach na polskim rynku pracy zabraknie około 3-4 mln pracowników, a w skrajnym scenariuszu do 2050 r. braki na rynku pracy w Polsce sięgną 10 milionów. Nie może więc dziwić, że firmy walczą już nie tylko o programistów, księgowych, finansistów i prawników, ale także szeregowych pracowników fizycznych.

Jak wynika z wrześniowego badania Work Service, już niemal 56 proc. obecnych na polskim rynku firm deklaruje problemy ze znalezieniem pracowników. Trudności z poszukiwaniem ludzi do pracy odczuwają przede wszystkim duże przedsiębiorstwa (73 proc.), głównie zajmujące się produkcją przemysłową. Przyczyną tego stanu ma być dobrowolna rotacja pracowników, którzy zmieniają miejsce zatrudnienia skuszeni lepszymi zarobkami, dodatkowymi benefitami czy atrakcyjniejszą lokalizacją innego zakładu pracy.

Takie trudności ze znalezieniem pracowników potwierdzają i inne badania. Według raportu Antaal, Asseco Business Solutions i Grupy Nowy Styl, także z września, wskaźnik dobrowolnej rotacji pracowników, średni dla całego rynku, wzrósł od 2016 r. z 11 proc. do 16 proc.

Czytaj też: Starsi i młodzi pod jednym dachem firmy

Widać to zwłaszcza w branży SSC/BPO. To skrót reprezentujący centra usług wspólnych (obsługa klienta, księgowość, zakupy). Zanotowano w tej branży wzrost o 10 p.p. do 20 proc. Wskaźnik dobrowolnej rotacji rośnie także w consultingu i kancelariach prawnych - wzrost o 9 p.p. do 21 proc. Pozostałe branże, którym szczególnie doskwierają odchodzący pracownicy, to produkcja przemysłowa, logistyka, IT i telekomunikacja.

Rynek pracy z wielkim brakiem

Jeszcze bardziej alarmująca teza pojawia się w raporcie Trenkwalder, zgodnie z którym w najbliższych latach na polskim rynku pracy zabraknie około 3-4 mln pracowników, a do 2050 r. liczba ta może wzrosnąć nawet do 10 mln.

Czytaj też: Wojciech Ratajczyk z Trenkwaldera dla PulsHR: Zaskakuje spadek liczby rekrutacji stałych

Już teraz Trenkwalder wskazuje stanowiska, na które najtrudniej zrekrutować, na które jest największy popyt na rynku pracy. Podium to oczywiście specjaliści IT i programiści. Tuż za nimi znaleźli się jednak przedstawiciele zupełnie innych branż, jak m.in. operatorzy maszyn i wózków widłowych, elektrycy i elektrotechnicy, pracownicy produkcji i pracownicy fizyczni.

- Źródłem problemów jest niedobór specjalistów o wąskich kompetencjach i wysokich kwalifikacjach - tłumaczy Magdalena Rogóż, ekspertka ds. rynku IT ze szkoły programowania Kodilla.com.

- Wcześniejsze fale emigracji zarobkowej, rosnący kryzys demograficzny i wzrost liczby osób biernych zawodowo, czy wreszcie niedopasowanie szkolnictwa zawodowego do realnych potrzeb przedsiębiorców dały o sobie znać - czytamy w opracowaniu Trenkwalder.

Koszty idące w setki tysięcy zł

Choć rynek pracownika to spory kłopot dla firm, to sami pracownicy mają z górki. Trenkwalder zwraca uwagę, że obecnie kandydaci uczestniczą w kilku procesach rekrutacyjnych jednocześnie i ostatecznie wybierają najbardziej korzystną ofertę lub kontrofertę obecnego pracodawcy.

Firmy prześcigają w benefitach, bo utrata pracownika to dla nich coraz większa strata finansowa. Antal oszacował takie koszty. Odejście szeregowego pracownika po 3 miesiącach to nawet 100 tys. zł. I nie chodzi tu wyłącznie o cenę rekrutacji czy wdrażania nowej osoby, ale często wstrzymanie lub wydłużenie projektów. Każdy pozbawiony jednego człowieka zespół pracuje mniej wydajnie. Odejście kluczowego pracownika, może nawet zamrozić pracę danej komórki organizacji.

- Lepiej zapobiegać niż leczyć - twierdzą eksperci Antala. Ich zdaniem firmy powinny zadbać przede wszystkim o jakość współpracy na linii pracownik-szef, czyli sposób zarządzania, konstruowanie i delegowanie zadań, prowadzenie zespołu.

Od ratownika medycznego do programisty

Doszliśmy do sytuacji, w której kradzież pracownika jest nagminna. Część firm jest gotowa zatrudniać nawet osoby dopiero startujące w danej branży. Tak jest m.in. w IT, czego dowodem jest historia jednego z kursantów Kodilla.com, Bartłomieja Sopeckiego z Łodzi:

- Kim byłem, zanim zacząłem pracę w IT? Łatwiej byłoby wymienić, kim nie byłem. Przez 3 lata jeździłem karetką pogotowia jako kontraktowy ratownik. Potem były magazyny, produkcja, budowy - opowiada Sopecki. Następnie jako operator linii testującej sprawdzał płyty główne laptopów. To popchnęło go na zupełnie nową ścieżkę.

- Byłem ciekawy, jak powstają testy, których używałem do sprawdzania płyt. Zacząłem się interesować programowaniem. Przerobiłem serię tutoriali na YouTube, potem zrobiłem dwa darmowe kursy, by w końcu podjąć decyzję, że chcę się z tym związać na poważnie - mówi. - Zapisałem się na trwający 9 miesięcy, zdalny kurs programowania z front-endu. To był bardzo intensywny okres, pełen poświęceń, bo nadal pracowałem testując laptopy, w dodatku w systemie dwuzmianowym.

Nowe technologie to szansa zarówno dla pracowników zagrożonych wykluczeniem zawodowym czy sfrustrowanych dotychczasowym brakiem sukcesów. (fot. fotolia) Nowe technologie to szansa zarówno dla pracowników zagrożonych wykluczeniem zawodowym czy sfrustrowanych dotychczasowym brakiem sukcesów. (fot. fotolia)

Nauka w szkole programowania zaowocowała nie tylko nowymi umiejętnościami: - Poznałem wielu innych kursantów, a jeden z nich, już po ukończeniu przeze mnie bootcampa, zaproponował mi pracę w firmie, w której był zatrudniony. Rzecz w tym, że ja mieszkałem w Łodzi, a praca była w Mrągowie. Kilka tygodni później siedziałem nad mazurskim jeziorem, już jako programista - kończy swoją opowieść.

Programowanie od najmłodszych lat

Nowe technologie to szansa zarówno dla pracowników zagrożonych wykluczeniem zawodowym czy sfrustrowanych dotychczasowym brakiem sukcesów na rynku pracy, jak i dla firm, które walczą z niedoborem kadrowym. Serwis Praca.pl zaznacza, że obecnie bycie programistą, zwłaszcza dobrym i z doświadczeniem, jest na całym świecie gwarantem dobrej pracy. To trend, który ma przyszłość.

- W wielu krajach wprowadza się umiejętności cyfrowe i programowanie do programu edukacji już od najmłodszych, nawet przedszkolnych lat - podkreślają eksperci Praca.pl. Dodają, że w Polsce informatyka jest co prawda przedmiotem obowiązkowym, jednak liczba godzin to o wiele za mało. W Polsce uczy się raptem 1 godzinę tygodniowo informatyki.

- Dla dzieci umiejętność programowania nie będzie dziedziną, w której wiedzę zdobywają na studiach, lecz czymś tak podstawowym, jak dla dzisiejszej młodzieży pisanie na klawiaturze. Coś, co obecnie jest rzadkie i gwarantuje sukces, w przyszłości może być po prostu powszechne i nikt nawet nie będzie uznawał posiadania tych umiejętności za jakiś szczególny wyczyn - tak, jak dziś nikt już nie wpisuje w CV tego, że umie czytać i pisać - podsumowuje Praca.pl.

Natomiast Magdalena Rogóż z Kodilla.com dodaje, że to zjawisko już jest bardzo widoczne i dotyczy nie tylko najmłodszych pokoleń. - Umiejętności cyfrowe stają się niezbędnym elementem, bez którego coraz trudniej będzie sobie można poradzić na rynku pracy - podsumowuje ekspertka.



www.pulshr.pl | 05-08-2020 15:28:59