Ich sprzęt pomaga szkolić chirurgów. "Kluczem do sukcesu była metoda małych kroków"


Justyna Koc - 2 lis 2019 6:00


Pierwszym produktem Laparo był prosty trenażer do użytku domowego, który w tej chwili sprzedawany jest na ponad 80 rynkach. W ubiegłym roku wyprodukowano trenażer laparoskopowy, dzięki któremu proces uczenia się jest efektywniejszy. Powoli dobiegają końca prace nad symulatorem wirtualnej rzeczywistości. Przedsiębiorcy nie zamierzają na tym jednak poprzestać. Co planują i jaka jest ich recepta na sukces?

Produkowane przez Laparo trenażery trafiają do ponad 80 krajów. Gdy w 2015 r. roku zakładaliście biznes, myśleliście, że odniesiecie sukces na skalę globalną?

Radosław Nowosielski, wiceprezes firmy Laparo: - Zakładając firmę, mieliśmy nadzieję, że nam się uda. Już na etapie tworzenia biznesplanu wiedzieliśmy, że chcemy działać międzynarodowo, a szacunkowe liczby wskazywały na to, że mamy duże szanse odnieść sukces. W tej chwili nasze symulatory dla osób indywidualnych, które sprzedajemy w sklepie internetowym, trafiły do przeszło 80 krajów. Z kolei bardziej zaawansowane technologicznie symulatory przeznaczone dla szpitali czy instytucji i uniwersytetów medycznych dystrybuujemy na kilkudziesięciu rynkach.

Radosław Nowosielski, wiceprezes firmy Laparo (Fot. mat. pras.) Radosław Nowosielski, wiceprezes firmy Laparo (Fot. mat. pras.)

Jak to się zaczęło? Skąd wzięliście pomysł na biznes?

- Pomysł zakiełkował osiem lat tematu, kiedy wraz z moim wspólnikiem Mateuszem Rulewiczem pracowaliśmy w ramach wolontariatu w Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii w Zabrzu. Organizacja pracowała wówczas nad robotem do operacji laparoskopowych. Mieliśmy okazję uczestniczyć w różnego rodzaju warsztatach, dzięki czemu dostrzegliśmy, że potrzeba treningów chirurgii małoinwazyjnej jest niezwykle duża. Zauważyliśmy również braki na rynku, jeśli chodzi o sprzęt treningowy. Jednak ze względu na studia i podjęte przez nas prace, odłożyliśmy pomysły do szuflady. Po jakimś czasie razem z naszym trzecim wspólnikiem – Mateuszem Juszczakiem, wróciliśmy do nich i postanowiliśmy założyć spółkę zajmującą się symulacją medyczną.

Od samego początku wiedzieliście, że chcecie ruszyć z produktem w świat. Czy trudno było przekonać branżę medyczną do polskiego produktu?

- Fakt, że jesteśmy polską firmą, nie przeszkadza, wręcz odwrotnie. Jest to widoczne szczególnie na rodzimym rynku, gdzie instytucje podchodzą do naszego produktu patriotycznie. Jeśli chodzi o globalne rynki, to informacja o tym, że jesteśmy europejską spółką, wystarcza, aby nasz produkt był wiarygodny.

Wyzwaniem, z którym borykamy się, jest natomiast innowacyjność naszego produktu na skalę światową – chodzi o Laparo Analytic. Stworzyliśmy zaawansowane technologicznie urządzenie, które analizuje trening laparoskopowy w trybie automatycznym. Dotychczas na rynku nie było tego typu produktu. Musimy więc włożyć większy wysiłek w budowanie świadomości i pokazać klientowi, jakie korzyści może czerpać dana instytucja posiadająca nasz trenażer.

Początkowo działalność Laparo bazowała na eksporcie. Jak jest teraz?

- Rzeczywiście na początku nasz biznes opieraliśmy głównie na eksporcie. Posiadaliśmy wówczas prosty produkt dla indywidualnego klienta, który sprzedawaliśmy za pomocą sklepu internetowego. Zasięg globalny widać w tym obszarze do dziś.

Jeśli natomiast chodzi o bardziej zaawansowane symulatory, to udało nam się również osiągnąć sukces na polskim rynku. W obszarze symulacji chirurgicznej Polska nadal się rozwija. Podążamy za zachodnią częścią Europy i wdrażamy standardy, które na Zachodzie funkcjonują od wielu lat. Podobnie jest na innych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie do tej pory symulacja medyczna praktycznie nie istniała. Z kolei ośrodki zachodnie często są już dobrze wyposażone, ale mimo wszystko chętnie wymieniają sprzęt na nowszy, bardziej zaawansowany technologicznie.

Pierwszym produktem Laparo był prosty trenażer do użytku domowego - Laparo Aspire. Później pojawił się sprzęt dedykowany szpitalom - Laparo Advance. W ubiegłym roku wyprodukowaliście trenażer laparoskopowy, dzięki któremu proces uczenia się ma być zdecydowanie efektywniejszy. Co dalej?

- Obecnie pracujemy nad trenażerem wirtualnej rzeczywistości. Prace są bardzo zaawansowane. Oficjalną prezentację i wprowadzenie produktu do oferty zaplanowaliśmy na pierwszy kwartał 2020 r. W skali globalnej mamy w tym obszarze 5 konkurentów, produkujących tego typu sprzęt. Chcemy się wyróżnić i stworzyć hybrydę – połączymy wirtualną rzeczywistość z tradycyjnym treningiem laparoskopowym.

Na tym produkcie zakończymy rozwój technologii w obszarze laparoskopii. Symulator hybrydowy będzie naszą kropką na „i”. Oczywiście będziemy nadal rozwijać scenariusze zabiegowe w wirtualnej rzeczywistości. Jeśli jednak chodzi o rozwój technologii dedykowanej laparoskopii, to na tym się chwilowo zatrzymujemy i przenosimy rozwiązania do kolejnych dziedzin – chociażby na początek artroskopii. Myślimy również o innych projektach związanych z symulacją medyczną, wykraczających poza obszar zabiegów małoinwazyjnych.

A jeśli chodzi o biznes, jakie macie plany?

- W tej chwili skupiamy się na budowie sieci dystrybucji lokalnych – zarówno na większych, jak i mniejszych rynkach. Jeżeli okaże się, że dystrybutorzy w konkretnym regionie nie będą działać aktywnie, wówczas rozważymy otwarcie zagranicznego oddziału. To jednak awaryjna ścieżka.

Jakie macie plany rekrutacyjne?

- Obecnie w Laparo pracuje 14 osób. W dziale R&D pracuje 6 z nich. Pozostali pracownicy zajmują się produkcją, sprzedażą, marketingiem, magazynem, serwisem czy obszarem biurowo-administracyjnym. Gdy zaczynaliśmy, było nas 5. W drugim roku działalności podwoiliśmy zatrudnienie. W najbliższym czasie planujemy poszerzyć zespół o kolejne 6 osób.

Statystycznie niewielu start-upom udaje się przetrwać. Jakiej rady udzieliłby pan osobom stawiającym pierwsze kroki w biznesie?

- W naszym przypadku kluczem do sukcesu była metoda małych kroków. Trzeba myśleć o produkcie, który docelowo chcemy stworzyć - dla nas jest to symulator wirtualnej rzeczywistości - ale wdrażać technologię stopniowo. W Laparo zaczęliśmy od produkcji prostych trenażerów, które były dobre jakościowo i atrakcyjne cenowo, ale nie były zaawansowane technologicznie. Jednak dzięki nim udało nam się stosunkowo szybko rozkręcić sprzedaż i już po około roku czasu zbliżaliśmy się do progu rentowności.



www.pulshr.pl | 05-04-2020 06:24:09