Płaca minimalna 4 tys. zł. Przedsiębiorcy pełni obaw


Anna Trojanowska - 29 paź 2019 17:40


Szara strefa, inflacja, większe oczekiwania płacowe pracowników średniego i wyższego szczebla, a w konsekwencji utrata płynności finansowej firm, a nawet bankructwo - takie zagrożenia według ekspertów i przedsiębiorców może rodzić szybka podwyżka płacy minimalnej.

W 2020 roku płaca minimalna wyniesie 2600 zł, w kolejnych latach 3 tys. zł i 4 tys. zł. Wysoki wzrost płacy minimalnej w ciągu roku o jedną trzecią spowoduje pogorszenie perspektyw pracodawców - ocenia ekspert.

Od 1 stycznia 2019 roku płaca minimalna wynosi 2250 zł brutto. Oznacza to wzrost wynagrodzenia minimalnego o 7,1 proc., czyli o 150 zł w stosunku do 2018 r.

W 2020 r. minimalne wynagrodzenie ma być jeszcze większe. Podczas posiedzenia Rady Ministrów premier Mateusz Morawiecki zdecydował o podwyższeniu pensji minimalnej do 2600 zł. Oznacza to wzrost o 350 zł, czyli o 15,6 proc. w stosunku do 2019 r. Minimalna stawka godzinowa w 2020 r. będzie wynosiła natomiast 17 zł (w 2019 r. jest to 14,70 zł).

To nie koniec. Nowy rząd chce bowiem jeszcze bardziej podnieść minimalne płace. Prezes PiS Jarosław Kaczyński na konwencji Prawa i Sprawiedliwości w Lublinie poinformował, że w 2021 roku wynagrodzenie minimalne wzrośnie do 3000 zł, zaś w 2024 roku - do 4000 zł.

Wzrost płacy minimalnej i w efekcie średniej płacy w gospodarce narodowej w 2020 r. przełoży się na wzrost realnych dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych, co powinno sprzyjać zwiększeniu dynamiki konsumpcji prywatnej. Może też zachęcić do wejścia lub powrotu na rynek pracy osób na stałe rezygnujących z pracy - oceniło Ministerstwo Finansów.

Resort zauważa jednocześnie, iż podwyższenie minimalnego wynagrodzenia za pracę może kształtować pozycję konkurencyjną przedsiębiorstw.

- Podmioty zatrudniające stosunkowo dużą liczbę osób otrzymujących wynagrodzenie w wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę niewątpliwie odczują wzrost kosztów funkcjonowania. Skala wpływu będzie zależała od marż uzyskiwanych przez konkretne przedsiębiorstwa oraz struktury kosztów (tzn., czy pozwala ona na oszczędności w innych obszarach niż koszty pracy) - zaznaczyło ministerstwo.

Wyższa płaca minimalna zagrożeniem dla pracodawców

Dla najmniej zarabiających pracowników taka podwyżka płacy to rzeczywiście atrakcyjna perspektywa. Jednak przedsiębiorcy i ekonomiści są pełni obaw.

- Dynamicznie rosnąca płaca minimalna rodzi zagrożenia dla przedsiębiorców wynikające z konieczności podnoszenia kosztów. Bo przecież taka decyzja rządu, że płaca minimalna wzrasta w tempie 15,5 proc. w stosunku do tego, co dziś obowiązuje, rodzi konsekwencje po stronie pracodawców. To oni będą musieli zarobić na tę płacę minimalną, odprowadzić wyższy podatek, wyższe opłaty, wnieść wyższy udział np. do Pracowniczych Planów Kapitałowych - podkreśla dr Leszek Juchniewicz, główny ekonomista Pracodawców RP.

Jak wynika z wyliczeń Pracodawców RP, z ok. 16,4 mln zatrudnionych w gospodarce narodowej, 14 proc. otrzymuje płacę minimalną. Zapowiedziany wzrost minimalnego wynagrodzenia oznacza, że pracodawcy będą musieli wypracować przychody o blisko 2 mld zł wyższe. Dodając do tego wyższe składki na ubezpieczenia społeczne i Fundusz Pracy oraz obowiązki związane z PPK, może to oznaczać, że duża część firm, zwłaszcza mniejszych, upadnie. Innym grozi utrata płynności finansowej, a żeby utrzymać działalność - mogą być zmuszone przeprowadzić grupowe zwolnienia.

- W grę wchodzą również inne reperkusje, dotyczące już nas wszystkich, np. wzrost inflacji. Współzależność jest prosta: pracodawca na ten wzrost płacy minimalnej musi zarobić. W okresie spowolnienia nie uda mu się sprzedać więcej swoich produktów czy usług, będzie dążył do wzrostu ich ceny, a to oznacza inflację - podkreśla Leszek Juchniewicz.

Na to, że podwyższenie płacy minimalnej będzie miało negatywny wpływ na rynek pracy, zwracają uwagę również eksperci z Konfederacji Lewiatan.

- W 2024 roku, kiedy płaca minimalna wzrośnie do 4000 zł, sytuacja ulegnie radykalnej zmianie. Portier lub sprzątaczka będą zarabiali po 4000 zł, a pielęgniarka po studiach, zakładając, że jej wynagrodzenie będzie rosło średnio 7 proc. rocznie, otrzyma 4600 zł. Oznacza to, że za cztery lata jej pensja będzie już tylko o ok. 15 proc. wyższa niż płaca portiera czy sprzątaczki. Takie nieuzasadnione spłaszczenie zarobków będzie miało negatywny wpływ na rynek pracy - oceniają eksperci z Konfederacji Lewiatan.

(fot. shutterstock) (fot. shutterstock)

Z kolei Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), zaznacza, że wzrost płacy minimalnej powinien nadążać za zmianami, jakie następują na rynku pracy. Nie może ich jednak wyprzedzać. Jak podkreśla, podczas ustalania minimalnego wynagrodzenia trzeba pamiętać również o jego wpływie na realizację podpisanych dotychczas umów, w tym w ramach zamówień publicznych. Bardzo ważne jest zagwarantowanie bezpieczeństwa ekonomicznego i pewności prawa.

- Pamiętajmy również, że wysokie podwyżki płacy minimalnej pociągną za sobą kolejne zmiany w zarobkach. Siatka wynagrodzeń nie może być płaska, a większe doświadczenie i lojalność muszą być dodatkowo wycenione - dodaje.

Wyższa płaca rodzi inflację i otwiera szarą strefę

Efektem szybkiego wzrostu płacy - jak wskazują ekonomiści Credit Agricole - może być wzrost inflacji.

- Przedsiębiorcy w celu utrzymania rentowności swojej działalności, w reakcji na wzrost płacy minimalnej podnoszą ceny swoich produktów. W skali całej gospodarki prowadzi to do zwiększenia inflacji, co nasila żądania płacowe gospodarstw domowych w celu utrzymania siły nabywczej swoich dochodów (tzw. efekty drugiej rundy) - wyjaśniają.

Przedsiębiorcy uważają również, że wzrost wynagrodzenia może nieść za sobą konieczność optymalizacji kosztów poprzez zamykanie swoich oddziałów.

- W poprzednich latach płaca minimalna rosła średnio o 6-7 proc., skok o 15 proc. jest niebezpieczny. Robimy wszystko, by wpływ był jak najmniejszy. Inwestujemy w technologię, w tym RFID (elektroniczne metki), poprawiamy produktywność, negocjujemy z centrami handlowymi - mówi prezes LPP Marek Piechocki.

Pytany, czy spodziewany wzrost kosztów pracy może skłonić spółkę do większej optymalizacji sieci sklepów w Polsce, odpowiedział: - To się dzieje, zamykamy sklepy, zamieniając je na większe, a to może przyspieszyć ten proces.

Na problemy związane z tak szybką i wysoką podwyżką płacy minimalnej wskazują także menedżerowie i dyrektorzy zarządzający szpitalami.

Zdaniem Marcina Kuty, dyrektora Specjalistycznego Szpitala im. E. Szczeklika w Tarnowie, skala ostatnich i planowanych ruchów w strukturze płacowej jest niespotykana od wielu lat.

- Trudno dziś mówić tylko o wzroście płacy minimalnej dla najniżej zarabiających, dlatego, że to pociągnie za sobą oczekiwania płacowe pracowników średniego i wyższego szczebla, ze średnim i wyższym wykształceniem medycznym czy niemedycznym, praktycznie wszędzie - podkreśla.

- Biorąc pod uwagę tylko dwie pochodne: wzrost płacy minimalnej personelu i przewidywalne wzrosty kosztów umów outsourcingowych z podwykonawcami, którzy bazują głównie na osobach zatrudnianych na pensji minimalnej, myślę, że będzie to kosztowało nasz szpital co najmniej milion zł więcej rocznie - wskazuje z kolei Krystyna Piskorz-Ogórek, dyrektor Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie.

Na jeszcze inną istotną konsekwencję znacznego podnoszenia płacy minimalnej wskazuje Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich.

- To rozwiązanie otworzy szarą strefę w taki sposób, że 55-letnia kobieta, która od 30 lat sprząta w szpitalu, będzie zarabiała tyle samo, ponieważ przejdzie na 3/4 lub 2/3 etatu, robiąc to samo, co wcześniej. Nie będzie chciała czy nie będzie miała odwagi w tym wieku szukać innej pracy - argumentuje.

W jego ocenie płace powinny być oczywiście wyższe, tylko nie powinny w taki sposób rosnąć, nie w takim tempie i bez żadnych osłon dla pracodawców. Bo takie przyspieszenie wzrostu płacy minimalnej spowoduje rewolucję w całej gospodarce.



www.pulshr.pl | 06-04-2020 16:53:17