Dlaczego polscy przedsiębiorcy wolą się spierać w sądzie niż mediować


Bogdan Bugdalski - 19 paź 2019 6:00


W krajach zachodnich na dziesięć spraw dziewięć jest rozwiązywanych w drodze mediacji, w Polsce jedna. Sąd w w Stavengien w Norwegii przekazał w ub. roku 90 proc. spraw do mediacji, podczas gdy w Sądzie Okręgowym w Białymstoku odsetek takich spraw wyniósł tylko 3,3 proc. W ciągu ostatnich czterech lat przed Wschodnim Sądem Arbitrażowym odbyła się tylko jedna rozprawa. Dlaczego polscy przedsiębiorcy wolą się spierać niż dogadywać? Na to pytanie starali się odpowiedzieć uczestnicy panelu "Mediacje i Arbitraż" podczas Wschodniego Kongresu Gospodarczego.  


 „Mediacje i Arbitraż“ to temat panelu, który towarzyszył Wschodniemu Kongresowi Gospodarczemu. Dyskusja prowadzona przez Tomasza Kałużnego, sędziego Sądu Rejonowego w Białymstoku i mediatora, była pełna emocji i troski, zwłaszcza gdy dotyczyła sporów gospodarczych. Wbrew pozorom bowiem, to właśnie promowana od wielu lat mediacja gospodarcza bardzo słabo się rozwija, podczas gdy mediacje w sprawach rodzinnych i cywilnych odnotowują stałe, szybkie wzrosty.

- Czy przyszłość wymaga zmiany naszej mentalności? Czy nasza świadomość prawna koresponduje ze zmianami polityczno-gospodarczymi w kraju? – pytał sędzia Kałużny zgromadzonych na sali przedstawicieli świata nauki, wymiaru sprawiedliwości i biznesu.

Tomasz Kałużny, sędzia Sądu Rejonowego w Białymstoku Tomasz Kałużny, sędzia Sądu Rejonowego w Białymstoku

Odpowiedzi, jakich w trakcie dyskusji udzielili paneliści wespół z publicznością, były co najmniej tak zaskakujące, jak przytoczone już na wstępie dane: jako społeczeństwo wolimy się spierać niż dogadywać, działania edukacyjne są niewystarczające, prawo niedostosowane i tak naprawdę ani przedsiębiorcom, ani ich pełnomocnikom, ani sędziom, a tym bardziej urzędnikom nie zależy na ugodzie. To oczywiście się zmienia, ale bardzo powoli. Dyskutanci sformułowali więc cztery istotne postulaty: wprowadzenie obowiązkowego przedmiotu mediacje i arbitraż do programu studiów prawniczych i ekonomicznych, wprowadzenie mediacji podatkowej do sporów z organami skarbowymi oraz wprowadzenie obowiązkowej mediacji gospodarczej i pracowniczej. Co więcej, część z nich postanowili od razu wprowadzić w życie. Wszyscy też zgodzili się, że zarówno mediację, jak i arbitraż trzeba promować, ponieważ to szybki i skuteczny sposób na rozwiązywanie problemów, które pojawiają się w relacjach biznesowych. 

Diagnoza według przedstawicieli biznesu

- Mediacja to słowo bardzo modne. Wszyscy o niej mówimy, ale nasze myślenie o sporach i sądach jest tradycyjne, bo sąd to sąd, dlatego mediacje się nie rozwijają – mówił Witold Karczewski, prezes Izby Przemysłowo-Handlowej w Białymstoku, który jako pierwszy zabrał głos w dyskusji.

Dodał też od razu, że mediacje przedsiębiorcom są potrzebne, bo w gruncie rzeczy chcą oni konflikt rozwiązać szybko, w ciszy i spokoju.

- Dlatego powołaliśmy Podlaskie Centrum Arbitrażu i Mediacji, staramy się propagować mediacje, mamy grupę mediatorów. Ale mediacje nie idą jednak tak, jakbyśmy tego chcieli. W krajach zachodnich na 10 spraw dziewięć jest rozwiązywanych przez mediację, u nas jedna – stwierdził.

Bogdan Rogaski, prezes Podlaskiego Centrum Arbitrażu i Mediacji Bogdan Rogaski, prezes Podlaskiego Centrum Arbitrażu i Mediacji

Dlaczego? Po pierwsze przedsiębiorcy nie są przekonani, że mediacja jest dla nich dobra. Po drugie nie zawsze obsługa prawna jest przekonana do takiego rozwiązania.

- Jeżeli na wokandzie pojawia się propozycja mediacji, to zazwyczaj nikt jej nie chce. Dlatego musimy nad tym wspólnie pracować. Przy izbie działa też Wschodni Sąd Arbitrażowy, który jest przygotowany do rozwiązywania sporów. Namawiamy też przedsiębiorców, by wpisywali do umów klauzulę o polubownym rozwiązywaniu sporów. To jest początek – przekonywał.

 O tym, jak ważne jest prowadzenie w środowisku biznesowym działalności uświadamiającej możliwości, jakie daje mediacja oraz jak trudne jest to zadanie, mówił też Bogdan Rogaski, prezes Podlaskiego Centrum Arbitrażu i Mediacji.

- Centrum działa od 2014 r., mamy już prawie 5-letnią historię i muszę powiedzieć, że w tym okresie udało nam się przebić z mediacją w środowisku przedsiębiorców, ale nie jest to łatwe zadanie. Jest bardzo trudno przekonać przedsiębiorców, że dzięki mediacji będą mogli decydować o sposobie rozwiązania sporu, że będą mieli pełną kontrolę nad jego przebiegiem – mówił prezes PCAiM.

Podkreślił przy tym, że każda zmiana wymaga czasu i wysiłku wielu interesariuszy oraz edukacji od podstaw - już na poziomie przedszkola i szkoły. Ale dystans, który nas dzieli od krajów wysokorozwiniętych, jest do pokonania.

- Jako społeczeństwo musimy nauczyć się ze sobą rozmawiać – stwierdził.

Wskazał też, że o ile mediacje rodzinne i cywilne nabierają tempa, o tyle mediacje gospodarcze są w początkowej fazie. I mamy tu ogromne pole do zagospodarowania. Dlatego jako przedstawiciel Centrum zaprasza każde środowisko do propagowania mediacji.

Urzędnicy nie chcą ugód, ale nie wykluczają mediacji

Również Szczepan Barszczewski, dyrektor Biura Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców w Białymstoku, jednego z czterech biur terenowych RMŚP istniejących w Polsce, nie miał dobrych informacji do przekazania. Stwierdził, że w ciągu ostatnich dwóch lat w izbach finansowych sądów administracyjnych, a więc tych, które dotyczą podatków, nie zawarto żadnej ugody. Również w Białymstoku, jeśli chodzi o sprawy ogólnoadministracyjne, nie zawarto żadnej ugody.

- Instytucja Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców została powołana w związku z uchwaleniem konstytucji biznesu, a jednym z zadań rzecznika jest pomoc w organizacji mediacji, zwłaszcza zaś wspieranie przedsiębiorców w sporach z administracją publiczną, rządową i samorządową, w sporach podatkowych czy dotyczących ubezpieczeń społecznych – tłumaczył dyrektor Barszczewski.

Szczepan Barszczewski, dyrektor Biura Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców w Białymstoku Szczepan Barszczewski, dyrektor Biura Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców w Białymstoku

Stwierdził, że generalnie instytucje państwowe i samorządowe nie są skore do mediacji, ale jest nadzieja na zmianę tej postawy urzędników, ponieważ w sytuacji, kiedy rzecznik wzywa organ do złożenia wyjaśnień, czasami pojawia się chęć mediowania.

- Niekiedy piszą wprost w odpowiedziach, że są skłonni mediować. Zatem, o ile statystyki są bardzo złe, o tyle w biurze rzecznika dostrzegamy płaszczyzny mediacji do zagospodarowania. Będziemy też zabiegać o zwiększenie kompetencji rzecznika w zakresie mediacji, żeby mógł godzić interesy przedsiębiorców i państwa – podsumował Szczepan Barszczewski.

Będzie umowa podatkowa

Prof. Leonard Etel podkreślił, że takim niezagospodarowanym obszarem, który znacząco wpłynie na rozwój mediacji, będzie mediacja w sprawach podatkowych, o ile zostanie wprowadzona w życie. Pomysł znalazł się bowiem w projekcie nowej ordynacji podatkowej, ale urzędnicy nie byli nim zachwyceni. 

Prof. Leonard Etel, prezes Wschodniego Sądu Gospodarczego Prof. Leonard Etel, prezes Wschodniego Sądu Gospodarczego

- Główne zarzuty, jakie stawiane były przez urzędników, to zachęcenie do korupcji. Mówili: „teraz się ułożę, a potem zapuka do mnie CBA“. Dostrzegaliśmy ten problem, bo takie mediacje funkcjonują np. w Holandii i tam też była potrzeba przełamania oporów urzędników – wskazał prof. Etel. I wyjaśnił, że dlatego mediacja w prawie podatkowym, czyli umowa podatkowa, bo tak została ona nazwana w  projekcie, będzie mogła funkcjonować, ale pod warunkiem, że:

-  Jeśli tych postulatów się nie zrealizuje, to będzie tak, jak obecnie w mediacji administracyjnej – podsumował. Przy okazji odniósł się do słów prowadzącego, co należy zmienić w systemie kształcenia i dlaczego mediacja nie działa.

- Możemy uczyć o mediacji i arbitrażu, studenci wiedzą, że to jest i to nie działa, i nie będzie działało. Muszą zmienić się przepisy, dopiero wtedy ta mediacja będzie się rozwijała – stwierdził.

Dodał jednocześnie, że arbitraż też nie działa.  

– W ciągu czterech lat, od kiedy jestem prezesem Wschodniego Sądu Arbitrażowego, do sądu wpłynęła tylko jedna sprawa. Dlaczego to nie działa? Bo przedsiębiorcy nie mają do tego przekonania. Co gorsza, ich pełnomocnicy też, bo to tak naprawdę od nich zależy, co na końcu umowy zostanie wpisane – czy sąd powszechny, czy sąd arbitrażowy. Oni nie są przekonani, że postępowanie arbitrażowe, które kończy się wyrokiem tak samo ważnym, jak wyrok sądu, znaczy to samo. Tak naprawdę nie wiem, dlaczego to nie działa, bo to wspaniała inicjatywa – zakończył prof. Etel.  

Zmiany w programach kształcenia

- Musi być deal między przedsiębiorcą a przedsiębiorcą lub przedsiębiorcą a urzędnikiem – podsumował Tomasz Kałużny, zwracając się jednocześnie do prof. Mariusza Popławskiego, prorektora Uniwersytetu w Białymstoku, z pytaniem, czy brak zainteresowania mediacją nie wynika z niedostosowanej edukacji.

- Kiedy otrzymałem zaproszenie na panel, zacząłem się zastanawiać, co jako przyszły dziekan wydziału prawa UwB powinienem zrobić, żeby zmienić tę sytuację  –  mówił prof. Mariusz Popławski.  - Bo fakty są takie: mamy przepisy, ale to nie wystarcza. Musi być coś jeszcze – i w mojej ocenie są to trzy rzeczy: pierwsza to kształcenie mediatorów, druga – powołanie ośrodka mediacyjnego, bo uczelnia może mieć taki, i trzecia – to budowanie wiedzy i umiejętności studentów w zakresie mediacji i arbitrażu. Ponieważ studenci to przyszli prawnicy, mediatorzy, pełnomocnicy, pracownicy naukowi i przedsiębiorcy. Jeśli to zrobimy, to możemy rozpocząć proces zmian. W myśleniu o polubownym rozwiązywaniu sporów ważna jest zmiana mentalności - podsumował prof. Popławski.

Prof. Mariusz Popławski, prorektor Uniwersytetu w Białymstoku Prof. Mariusz Popławski, prorektor Uniwersytetu w Białymstoku

Rektor wskazał też, że obecnie na pięciu kierunkach studiów, które współprowadzi wydział prawa UwB, na czterech jest wprawdzie przedmiot fakultatywny dotyczący mediacji, negocjacji i arbitrażu, ale żaden student na niego nie chodzi. Dlatego będzie się starał przekonać radę wydziału, żeby ten przedmiot stał się obligatoryjny.

- Musimy wprowadzić zajęcia obowiązkowe dla wszystkich studentów prawa, żeby wiedzieli, jakie są korzyści mediacji i arbitrażu – zapowiedział, jednocześnie przyznając, że omawianie tej tematyki podczas innych zajęć i form aktywności studenckiej, takich jak uczestnictwo w Centrum Praktyk Sądowych, Studenckiej Poradni Prawnej z sekcją mediacji czy współorganizowanie akcji „Październikowy Tydzień Mediacji“ nie wystarczają.

Wymiar sprawiedliwości zmienia podejście

W procesie przekonywania przedsiębiorców do mediacji coraz większą rolę będą odgrywali sędziowie. Mają temu służyć m.in. wchodzące od 7 listopada do postępowania cywilnego zmiany, zobowiązujące sędziów do podejmowania wobec stron działań rozjemczych.

- Sędzia ma pomóc zażegnać konflikt, zarazem tłumiąc i wygaszając zarzewie konfliktu. Pokazać korzyści płynące z porozumienia – wyjaśniał sędzia Sądu Rejonowego Tomasz Kałużny, podkreślając przy tym, że zakończenie ciągnących się latami sporów, generujące duże koszty postępowania, może przynieść korzyści nie tylko stronom, ale i wymiarowi sprawiedliwości.

Według Joanny Doroty Toczydłowskiej, koordynatora ds. mediacji, sędzi Sądu Okręgowego w Białymstoku, już od stycznia 2016 r., czyli od kiedy ustawodawca wskazał, jak ważna jest rola mediacji i ugody w procesie cywilnym, sędziowie coraz częściej dążą do tego, aby strony zawierały albo ugody sądowe, albo ugody przed mediatorem.

Joanna Dorota Toczydłowska, sędzia Sądu Okręgowego w Białymstoku, koordynator ds. mediacji Joanna Dorota Toczydłowska, sędzia Sądu Okręgowego w Białymstoku, koordynator ds. mediacji

- Jest dla nas oczywiste, że lepsza jest ugoda niż najbardziej sprawiedliwy wyrok. Dlatego, że gdy uczestnicy postępowania sami znajdują rozwiązanie, to na pewno wprowadzą w życie to, co ustalili. Jeśli sąd wydaje wyrok, to zazwyczaj są trudności z jego wykonaniem – argumentowała.

Podkreśliła, że od wiosny 2016 r. w Sądzie Okręgowym w Białymstoku, ale również w Sądzie Rejonowym są specjalne pokoje mediacji, w których dyżurują mediatorzy stali. Odbywają się w nich spotkania mediacyjne i są zawierane też ugody. W myśl obecnie obowiązujących przepisów kodeksu postępowania cywilnego te spotkania są dla stron obowiązkowe, a mimo to strony nie chcą mediować i na nie nie chodzą. Jednak kiedy już pójdą na takie spotkanie, wysłuchają mediatora, to często się decydują na mediację.

Nie zgodziła się na porównywanie naszych statystyk mediacyjnych w sprawach gospodarczych do zachodnich, ponieważ my jesteśmy dopiero na początku drogi. I chociaż odsetek tych spraw jest wciąż niewielki - z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika bowiem, że w 2014 r. na obszarze działania SO w Białymstoku skierowano do mediacji zaledwie 0,32 proc. spraw, a w SO w Białymstoku tylko 0,99, natomiast w roku 2018 było to już odpowiednio 1,2 proc., a w SO 3,4 proc. - to widać ich znaczący wzrost - tym stwierdzeniem nieco rozbawiła salę.

- Zgadzam się z panią sędzią, że musimy się cieszyć z tych wzrostów, ale sądy na Zachodzie przekazują do mediacji 70, 80 proc. swoich spraw, a nawet 90 proc., tak jak sąd w Stavanger w Norwegii – podsumował sędzia Tomasz Kałużny. - Co by to było, gdyśmy zamiast 130 tys. spraw w Białymstoku mieli ich tylko 10 proc. – westchnął. I zwracając się do przedstawicieli środowisk adwokackiego i radcowskiego, zapytał, jak to jest, że obsługa prawna działa aktywnie z klientem poza sądem, a gdy sąd chce skierować sprawę do mediacji, to się nie zgadza? 

Pełnomocnicy nie chcą mediować

- Wcale się nie dziwię, że pełnomocnicy nie chcieli wyjść z sali rozpraw, bo umiejętności mediacyjne sędziego Kałużnego są nieocenione – odpowiedziała mec. Agnieszka Barbara Zemke-Górecka,  dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Białymstoku. Całkiem już poważnie przyznała, że istotnie pełnomocnicy nie dążą do ugody, przede wszystkim dlatego, że adwokaci mają przykazane walczyć o klienta, a nie mediować. Z tego powodu jeszcze do niedawna większość adwokatów nie brała mediacji pod uwagę. Dopiero teraz środowisko pracuje nad zmianą tej mentalności.

mec. Agnieszka Barbara Zemke-Górecka,  dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Białymstoku mec. Agnieszka Barbara Zemke-Górecka, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Białymstoku

- 33 proc. adwokatów jest już przeszklonych i mają uprawnienia mediatorów. Nie wiem, czy są mediatorami, czy nie, ale na pewno wyzbyli się już mechanizmu zniechęcania do mediacji – mówiła.

Istotną barierą w dążeniu pełnomocników do ugody bywa też kwestia wynagrodzenia.

- Honoraria pełnomocników są często uzależnione od wyniku, a w mediacjach spektakularnych efektów nie ma, bo wynik jest polubowny. Jest ugoda – tłumaczyła.

Pokreśliła jednocześnie, że z arbitrażem jest jeszcze gorzej, ponieważ przedsiębiorcy próbują oszczędzać na obsłudze prawnej i wolą oddać sprawę do sądu.

Dodała też, że mediacja z organami administracji państwowej, a zwłaszcza z udziałem samorządów, w ogóle nie istnieje, ponieważ sektor publiczny woli przegrać sprawę w sądzie, byle był wyrok. Bo wtedy nikt się do nich nie przyczepi.

Natomiast odnosząc się do mediacji, mec. Agnieszka Barbara Zemke-Górecka wskazała, że chociażby ze względu na czas oczekiwania na rozprawę w sprawach gospodarczych ustawodawca powinien wprowadzić przepis, który obligatoryjnie zmuszałby sprawy gospodarcze kierować do mediacji. Bo sąd nic na tym nie traci, a na pewno część przedsiębiorców zdecydowałaby się na mediację.

Z taką ocena sytuacji w pełni zgodził się mec. Andrzej Kaliński, dziekan rady Okręgowej Izby Radców Prawnych w Białymstoku. Dodał jednak, że dla stosowania mediacji w rozwiązywaniu sporów istotne znaczenie mają relacje biznesowe prawnika z przedsiębiorcą.

- My też jesteśmy przedsiębiorcami, prowadzimy działalność gospodarczą, a to oznacza, że jeśli ta współpraca z przedsiębiorcami będzie się dobrze układać, to częściej będziemy rozwiązywać spory w drodze mediacyjno-arbitrażowej. Bo będziemy wiedzieli, że nasz przedsiębiorca nie będzie się zastanawiał, czy ma nam zapłacić za usługę, skoro on tu wziął pełnomocnika, a ten zamiast wygrać sprawę w sądzie, negocjował i w efekcie dostał tylko część z tego, czego oczekiwał – wyjaśniał dziekan rady OIRP.

mec. Andrzej Kaliński, dziekan rady Okręgowej Izby Radców Prawnych w Białystoku mec. Andrzej Kaliński, dziekan rady Okręgowej Izby Radców Prawnych w Białystoku

Zauważył także, że w przeciwieństwie do adwokatury samorząd radcowski od dawna jest zaangażowany w rozwój mediacji, głównie za sprawą prezesa KRRP Macieja Bobrowicza, który jest jej gorącym zwolennikiem. Centrum Mediacji przy KRRP powstało już 10 lat temu, a przy okręgowych izbach radców prawnych działają aktywnie ośrodki mediacji.

Postulaty

Po tym wystąpieniu głos zabrali przedstawiciele publiczności, którzy wskazywali, że bardzo trudno jest wpisać do umowy sąd arbitrażowy, bo muszą tego chcieć obie strony; że czasami lepiej wynegocjować 50 proc. wartości sporu, niż wygrać sprawę w sądzie; że często fascynacja wyrokiem w imieniu sądu RP kończy się w momencie, kiedy trzeba go wyegzekwować. Zgodnie też uznali, że skoro jako społeczeństwo mamy mentalność sporu, to trzeba pracować nad jej zmianą. Nad wyrabianiem w nas chęci do mediacji już od najmłodszych lat, bo w krajach zachodnich dzieci mediują nawet w przedszkolach o zabawki.

- Mamy wspaniałe ustalenia: rektor UwB wprowadzi dla studentów obowiązkowe zajęcia z mediacji i arbitrażu, mamy postulat obowiązkowej mediacji gospodarczej. Składam więc wniosek, by również w sprawach pracowniczych mediacja była obowiązkowa. Zastanawiam się nawet, czy mediacji nie wpisać do umów o pracy – podsumowywał jeden z przedsiębiorców.

– Dzisiejszy panel pokazał, że jest szansa, że można to zrobić - stwierdził Witold Karczewski i zaapelował do zebranych: – Ponieważ udało się zebrać wszystkie zainteresowane strony, trzeba jeszcze w październiku zrobić kolejne spotkanie. Zebrać te myśli, wyciągnąć praktyczne wnioski i starać się dotrzeć z tym do wszystkich przedsiębiorców, bo nikt na sali nie powiedział, że mediacja jest niepotrzebna.



www.pulshr.pl | 06-12-2019 11:46:00