Nasi drodzy wybrańcy. Ile nas kosztują?


Adam Sofuł - 12 paź 2019 6:00


W niedzielę ruszymy (oby jak najliczniej) do urn wyborczych, by wybrać swoich przedstawicieli w Sejmie i Senacie. Może nie wszyscy zdajemy (przynajmniej na co dzień) sobie sprawę, że nie tylko ich wybierzemy, ale przez następne cztery lata będziemy ich utrzymywali. Ile im zapłacimy? Dużo czy mało? Zależy od punktu widzenia.


Obecnie wynagrodzenie posła to 8016,70 zł brutto. Otrzymują je tzw. posłowie zawodowi, którzy na czas sprawowania mandatu zrezygnowali z pracy zawodowej – jest ich znakomita większość. Do tego każdemu posłowi przysługuje dodatkowo dieta poselska, która ma służyć pokryciu kosztów ponoszonych przez posła w związku z wykonywaniem mandatu, a jej wysokość wynosi 25 proc. uposażenia - 2505,20 zł. Dieta nie jest opodatkowana.

Zobacz też: Zarobki posłów: Oto oświadczenia majątkowe liderów partii politycznych

To podstawa, do tego mogą dochodzić różne dodatki. Przewodniczący komisji otrzymują dodatkowe 20 proc. uposażenia, ich zastępcy 15 proc., a przewodniczący stałych podkomisji 10 procent.
Uposażenie poselskie może zostać jednak obniżone w zależności od jakości pełnienia obowiązków zawodowych przez polityków. Za każdy nieusprawiedliwiony dzień nieobecności Marszałek Sejmu zmniejsza ją o 1/30 w danym miesiącu. W przypadku np. wielokrotnej nieobecności na posiedzeniach komisji również przewidywane są tego typu kary finansowe.

Zobacz też: Posłowie mają dostać ponad 600 zł podwyżki

Dodatkowo posłowie dostają – chociaż już nie dla siebie - comiesięczny ryczałt na prowadzenie biur poselskich w wysokości 14,2 tys. zł Pieniądze te powinny być przeznaczone na pokrycie wszystkich wydatków związanych z utrzymaniem biura, takich jak m.in. wynagrodzenie pracowników biura, ekspertyzy i opinie oraz tłumaczenia czy czynsz oraz inne opłaty związane z najmem lokalu, w którym znajduje się biuro poselskie.

Do tego dochodzą przywileje, takie jak prawo do bezpłatnych przejazdów środkami publicznego transportu zbiorowego, komunikacją miejską oraz przelotów samolotami. Posłowie, którzy nie mieszkają w Warszawie, ani nie korzystają z hotelu poselskiego, mogą wynająć mieszkanie na mieście, a Sejm zwróci im za to do 2,5 tys. zł miesięcznie.

Posłowie następnej kadencji będą zarabiać nieco więcej. W przyszłym roku uposażenie i dieta mają wzrosnąć łącznie o 631 zł.

Dużo to, czy mało? Bywało lepiej. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu posłowie zarabiali znacznie więcej. Na przełomie 2017 i 2018 roku opozycja zakwestionowała wysokie premie wypłacane członkom rządu Beaty Szydło. Wobec burzy medialnej, jaka wówczas wybuchła, obniżono o 20 proc. wynagrodzenia... posłom i samorządowcom.

Zmieniono wówczas zapis w ustawie, że uposażenie poselskie jest równe wynagrodzeniu podsekretarza stanu. Pensja wiceministra pozostała jako punkt odniesienia, ale nowy zapis mówił już tylko o 80 proc. Przed tą obniżką posłowie zarabiali 10020,80 zł. Wówczas stanowiło to (bez uwzględnienia diety) ponad dwukrotność ówczesnej średniej płacy. Obecnie wynagrodzenie posła przekracza średnią płacę o nieco ponad połowę.

Nadal jednak bardziej opłaca się być posłem niż samorządowcem. W myśl ustawy z 2018 roku prezydent Warszawy może zarobić 5,2 tys zł plus 2,5 tys. zł dodatku funkcyjnego (odpowiednio 6,5 tys. plus 2,5 tys. przed obniżką. Prezydenci miast na prawach powiatu od 3,8 tys. do 5 tys zł plus 2,5 tys. zł dodatków w przypadku miast powyżej 300 tys. mieszkańców i 2,1 tys. w przypadku mniejszych.
W porównaniu do swoich kolegów z Parlamentu Europejskiego polscy parlamentarzyści są ubogimi krewnymi – podstawowe uposażenie europarlamentarzysty to 8757,70 euro brutto (około 37,7 tys. zł przy obecnym kursie euro - stanowi to 7,3 średniej krajowej), czyli 6824,85 euro netto (29,3 tys. zł).

Podobnie jak posłowie do parlamentów krajowych, posłowie do Parlamentu Europejskiego otrzymują zwrot kosztów, które ponoszą wykonując obowiązki poselskie, takich jak koszty prowadzenia biura poselskiego, rachunki telefoniczne i opłaty pocztowe, zakup sprzętu komputerowego itp. Wysokość tego zwrotu w 2018 r. wynosiła 4 416 euro miesięcznie.

W 2019 roku europosłowi posłowi przysługuje 24 943 euro na zatrudnienie asystentów. Nie otrzymują jednak tych pieniędzy fizycznie, wypłacane są one bezpośrednio asystentom posiadającym ważną umowę.

Można zatem powiedzieć, że nasi posłowie są stosunkowo tani w utrzymaniu. W sumie jednak robią się z tego poważne kwoty. W sumie tegoroczny budżet kancelarii Sejmu zaplanowano na 575,6 mln zł. Projekt przyszłorocznej ustawy budżetowej przewiduje, ze w przyszłym roku utrzymanie niższej izby parlamentu będzie nas kosztowało w zasadzie tyle samo. Trzeba jednak poczynić zastrzeżenie – te plany nie muszą zostać zrealizowane (rok się jeszcze nie skończył). W ubiegłym roku wydatki Sejmu zaplanowano początkowo na 577 mln zł, ale za sprawą wstrzymania niektórych planowanych inwestycji w sumie w 2018 roku Kancelaria Sejmu wydała 521 mln zł.

Nie zmienia to faktu, że koszty funkcjonowania Sejmu szybko rosną. W poprzednim wyborczym roku - 2015 – wyniosły 419,9 mln zł, czyli niemal 150 mln zł mniej niż obecnie. Cztery lata wcześniej – w 2011 roku były równe 377,4 mln zł czyli nieco ponad 40 mln zł mniej niż na koniec kadencji i prawie 200 mln zł mniej niż obecnie.

Wydatki Kancelarii Sejmu na 2020 r. obejmą świadczenia na rzecz osób fizycznych (104 mln 52 tys. zł), wydatki bieżące (402 mln 734 zł) oraz wydatki majątkowe (68 mln 833 tys. zł).

Równie szybko rosły wydatki kancelarii Senatu. W 2011 roku wynosiły 163,6 mln zł, by spaść do 2015 roku niemal o połowę – do 85,3 mln zł i ostro poszybować w górę w ostatnich czterech latach. Tegoroczny budżet izby wyższej to 220,2 mln zł, na przyszły rok zaplanowano wzrost do 229,5 mln zł.

W przyszłym roku zatem koszty utrzymania parlamentu przekroczą 800 mln zł. Sporo. Z drugiej jednak strony trzeba zauważyć, że to nawet nie dwa promile zaplanowanych na przyszły rok wydatków budżetowych. Nasi parlamentarzyści mogą się czuć pokrzywdzeni w stosunku do swoich kolegów z europarlamentu, w stosunku jednak do przeciętnie zarabiających Polaków (a warto przypomnieć, że średnia płaca jest zwodniczym wskaźnikiem, znacznie bardziej miarodajna jest mediana zarobków, czyli pensja którą zarabia największy odsetek Polaków – znacznie niższa od średniej) nie mogą raczej narzekać. I trudno oprzeć się wrażeniu, ze za te pieniądze mogliby się czasem bardziej postarać...



www.pulshr.pl | 06-08-2020 14:58:34