Rektor Uniwersytetu Śląskiego o Ustawie 2.0: Dała nam impuls do zmian


Gabriel Paździor - 3 paź 2019 6:00


- Niezależnie od tego, czy ustawa wchodziłaby w życie, czy nie, w naszej strategii było dokonanie oceny i diagnozy naszej uczelni - mówi PulsHR.pl prof. dr hab. Andrzej Kowalczyk, rektor Uniwersytetu Śląskiego.

Rok akademicki 2019/2020 to drugi, główny rok wprowadzania w życie Ustawy 2.0. Jak pan ocenia ją na podstawie jej konsultacji, procedowania a teraz wprowadzania?

Prof. dr hab. Andrzej Kowalczyk, rektor Uniwersytetu Śląskiego (UŚ): - Dla UŚ to był impuls do zmian i przemyślenia struktury, funkcjonalności. Minęło 50 lat działania UŚ (rok akademicki 2019/2020 jest 52. rokiem nauczania na śląskiej uczelni - przyp. red.) pod starymi przepisami. Niezależnie od tego, czy ustawa wchodziłaby w życie, czy nie, w naszej strategii było dokonanie oceny i diagnozy naszej uczelni. Musieliśmy odpowiedzieć na pytanie jak powinniśmy się wzmacniać.

Czytaj też: Pytamy rektorów o opinie i oceny Ustawy 2.0

Myślę, że wykorzystaliśmy ten impuls. Ustawa 2.0 daje uczelni dużą autonomię. Możemy stanowić sami o rozwiązaniach, począwszy od struktury uczelni, powoływania osób na konkretne stanowiska, a skończywszy na możliwościach dla pracowników naukowych. Przypomnę, że nie ma już obowiązku, by pracownik naukowy przynależał do konkretnych jednostek typu katedra czy zakład. Na UŚ zastąpią je grupy badawcze.

Rektor UŚ  prof. Andrzej Kowalczyk w czasie konferencji prasowej 1 października przed inauguracją 52. roku nauczania na UŚ. Wraz z nim prorektorzy (fot. PTWP) Rektor UŚ prof. Andrzej Kowalczyk w czasie konferencji prasowej 1 października przed inauguracją 52. roku nauczania na UŚ. Wraz z nim prorektorzy (fot. PTWP)

To pozwala elastycznie zarządzać pracownikami?

- Oczywiście. Mogą oni przystępować do określonych grup badawczych i pracować bardziej zadaniowo. Mogą się skupiać wokół pewnych pomysłów i projektów.

No i drugi aspekt Ustawy 2.0 - ujednolicenie uczelni. Dzięki temu wszyscy będą pracować na rzecz jednego organizmu. To pozwala nam wspólnie wykorzystywać infrastrukturę dydaktyczno-badawczą. Nie jest ona przypisana do konkretnych wydziałów. Na naszym przykładzie powiem, że student teraz studiuje w Uniwersytecie Śląskim, a nie na katedrze czy na kierunku na takim czy innym wydziale.

Sądzę, że to, co zaoferowała ustawa, wykorzystaliśmy.

UŚ niedawno uhonorował doktoratem honoris causa Paula Lagarde'a. Zwierzył się pan, że zapytał on o mobilność polskich profesorów. Ta nie jest imponująca. Jak Ustawa 2.0 wpłynie na mobilność polskich naukowców w Polsce i za granicą?

- Skoro w myśl nowej ustawy to dyscyplina naukowa jest najważniejsza w uczelni i poziom badań w danej uczelni zależy od dyscyplin, to każda uczelnia będzie walczyć o najlepszych naukowców. Będzie zabiegać o kadry zarówno krajowe, jak i międzynarodowe.

Czytaj też: Sprawdzamy, co się zmieni od października na uczelniach

Transfer i mobilność pracowników wzrośnie. To już widać. Konsolidacja, którą wykonujemy wewnątrz uczelni, będzie zachodzić w środowisku naukowym. Musimy się wzmacniać przez staże i będziemy motywować mobilność pracowników. Powiem więcej, będziemy tego wymagać, z naciskiem na staże w mocnych ośrodkach. To konieczność.

Dlaczego UŚ zdecydował się na jedną szkołę doktorską? Niektóre uczelnie w Polsce wybrały inną drogę.

- Nasza jest jedna, ale ma charakter ogólny. Zalety tego rozwiązania dostrzegamy już po pierwszym naborze (UŚ przyjął do szkoły doktorskiej 78 osób na 100 miejsc. Kandydowało około 160 osób - przyp. red.). W naszej szkole doktorskiej ogląd na kandydatów nie jest ograniczony do jednej dyscypliny naukowej, jest holistyczny. Jedna szkoła pozwala nam też inaczej formować programy. Robimy to przez potencjał całej uczelni, a nie jednej dyscypliny naukowej.

Podkreślę jeszcze, że to nie wyklucza tworzenia innych szkół. Utworzyliśmy szkołę doktorską o profilu ponadgranicznym - to Międzynarodowa Środowiskowa Szkoła Doktorska przy Centrum Studiów Polarnych UŚ.

Międzynarodowa Szkoła Doktorska działa pod egidą UŚ?

- Działa pod naszą uczelnią, ale nie tylko. Powstała i jest koordynowana także przez Instytut Geofizyki Polskiej Akademii Nauk, Instytut Oceanologii PAN i Instytut Matematyki PAN, a koordynatorem całej szkoły jest nasze Centrum Studiów Polarnych.

Osobiście uważam, że nie chodzi o to, by dzielić i profilować wewnątrz uczelni szkoły doktorskie. One powinny być środowiskowe - to znaczy, że powinny łączyć uniwersytety między sobą, np. w regionie. W tym widzę wartość dodaną. UŚ już ma doktoraty prowadzone wspólnie ze Śląskim Uniwersytetem Medycznym (ŚUM) czy z Akademią Wychowania Fizycznego (AWF), z Politechniką Śląską. Dlaczego więc nie dać tym uczelniom szansy jednej, wspólnej szkoły doktorskiej?

Myślę, że tak rozumiane wzmacnianie uczelni daje większe profity. UŚ na początek zrobił więc jedną szkołę dla siebie, a jest otwarty na współpracę.



www.pulshr.pl | 17-02-2020 13:51:26