Dzień Ćwiczenia Przed Lustrem Prośby o Podwyżkę Płacy


Katarzyna Domagała-Szymonek - 22 wrz 2019 6:00


22 września to najlepszy czas, by stanąć przed lustrem i z pewną miną z samym sobą rozpocząć rozmowę o podwyżce wynagrodzenia. Obchodzimy wtedy Światowy Dzień Ćwiczenia Przed Lustrem Prośby o Podwyżkę Płacy. Jak wynika z raportów wielu instytucji, w tej kwestii w Polsce najlepszy czas - z perspektywy pracownika - mamy już za sobą. Do ćwiczeń powinniśmy się więc bardzo mocno przyłożyć.

Jak wynika z najnowszego badania Związku Przedsiębiorców i Pracodawców coraz mniej pracodawców (choć nadal dużo) planuje w najbliższym czasie podwyżkę wynagrodzeń. W raporcie a drugie półrocze 2019 roku 25 proc. badanych wskazało, że planuje podnieść wynagrodzenie podwładnym (4 proc. przyznało, że planuje znaczne podwyżki, 21 proc., że niewielkie). Tymczasem w adekwatnym okresie rok wcześniej na pytanie "Czy planuje Pani/Pan zmianę wynagrodzeń pracowników w swojej firmie w najbliższych miesiącach?", pozytywnie odpowiedziało aż 43 proc. badanych (10 proc. mówiło o znacznych podwyżkach, 33 proc. o niewielkich). Zaś w drugim półroczu 2017 roku o podwyżkach mówiło 30 proc. badanych przedsiębiorców (2 proc. o znacznych, 28 proc. o niewielkich).

Analiza NBP

Podobny tren zauważyli analitycy Narodowego Banku Polskiego. Szybki Monitoring NBP - analiza sytuacji sektora przedsiębiorstw (lipiec 2019) wskazuje, że presja płacowa mocno wyhamowała. W najbliższych miesiącach spadek będzie jeszcze większy. Jak czytamy w raporcie, o ile do początku 2019 r. odsetek przedsiębiorstw prognozujących podwyżki (wśród tych, które odczuwały presję na wzrost wynagrodzeń), pozostawał w długookresowym trendzie wzrostowym, to w ostatnich dwóch kwartałach obserwowana jest jego stabilizacja na poziomie ok. 45 proc. Widoczne jest to przede wszystkim w przedsiębiorstwach prywatnych, gdyż w sektorze publicznym odsetek ten wzrósł w stosunku do poprzedniego kwartału, a presja płacowa wciąż jest tam coraz silniejszym bodźcem do podnoszenia wynagrodzeń.

Autorzy analizy wskazują, że wyhamowaniu presji płacowej towarzyszy też niewielki spadek udziału firm prognozujących podwyżki. Ich odsetek spadł w stosunku do poprzedniego kwartału (35,7 proc. - prognozy na III kwartał 2019. wobec 36,1 proc. - prognozy na II kwartał 2019). Trzeba tu zaznaczyć, że mimo spadku, jest to wynik na poziomie bliskim historycznego maksimum odnotowanego w I kwartale 2008 r.

Dodatkowo analiza wykazała, że zwiększenie wynagrodzeń planują przede wszystkim firmy duże - tylko w tej kategorii wielkości przedsiębiorstw odsetek podmiotów prognozujących podwyżki wzrósł, a nie spadł ujęciu kwartał do kwartału.

Natomiast dość mocno - do 1,6 pkt. proc. do poziomu 2,8 proc. - obniżył się udział przedsiębiorstw, które spodziewają się znacznego zwiększenia przeciętnego wynagrodzenia. - Skłonność firm do zmniejszania skali podwyżek potwierdza również rozkład odpowiedzi na pytanie o wysokość prognozowanej zmiany wynagrodzenia. Od trzech kwartałów nieznacznie, choć sukcesywnie, obniża się udział odpowiedzi wskazujących na podwyżki nie mniejsze od 10 proc., rośnie natomiast odsetek firm planujących podniesienie wynagrodzeń o mniej niż 5 proc. - wskazują autorzy raportu.

Nieco inaczej kształtują się natomiast prognozy przedsiębiorców dotyczące zmian wynagrodzeń w perspektywie kolejnych 12 miesięcy. Wzrósł bowiem o 2 pkt. proc. kwartał do kwartału (do poziomu 58,5 proc.) udział firm, które planują podniesie przeciętnej płacy w ciągu najbliższego roku. W zdecydowanej większości - jak podkreślają autorzy analizy - będą to jednak podwyżki definiowane przez przedsiębiorstwa jako nieznaczne - podobnie, jak w przypadku prognoz kwartalnych, obniżył się odsetek przedsiębiorstw planujących wyraźne podniesienie przeciętnego wynagrodzenia (do 4,6 proc.).

Doświadczony pracownik chce podwyżkę

Tyle suche dane, a teraz życie. Ostatnie zmiany w kwestii wynagrodzeń wywołały spore zamieszanie na rynku pracy. Chodzi o wprowadzenie od 1 sierpnia 2019 roku ulgi dla pracowników do ukończenia 26. roku życia. Oznacza to, że młodzi ludzie, zaraz po szkole - czyli bez doświadczenia - zarabiać mogą na stracie więcej, niż pracownicy, którzy zjedli zęby w swoim fachu. Druga kwestia do rozwiązania - to uzależniona od wieku płaca za tę samą pracę. By uniknąć takich zgrzytów oraz potencjalnych pretensji ze strony doświadczonej części załogi, część pracodawców będzie rozważała zatrudnienie młodych pracowników na niższych stawkach.

- Jeśli tego nie zrobią, będą musieli wytłumaczyć starszym pracownikom, dlaczego chłopak zaraz po szkole dostaje więcej pieniędzy niż oni. Jak to zrobią? Nie mam zielonego pojęcia - komentuje  Dominik Kolorz, przewodniczący śląsko-dąbrowskiej Solidarności. Przyznaje też, że wystarczyły niecałe dwa miesiące, by pracownicy zaczęli uskarżać się na nowe prawo. Do związkowców zgłaszają się osoby pracujące na przykład na stanowisku mistrza, które na rękę zarabiają 3200 zł i mówią, że młodzi, niewykwalifikowani, zaraz po technikum dostają na rękę więcej od nich. - Nie ma co ukrywać, że zerowy PIT wywołał spore perturbacje w kwestii wartościowania pracowników - podsumowuje Kolorz.

Fot. shutterstock Fot. shutterstock

Ale na tym nie koniec. Bowiem trzeba zastanowić się, co się stanie, kiedy młody pracownik skończy 26 lat. - Nie sądzę, aby pracodawca z tej okazji zafundował mu podwyżkę wynagrodzenia. Bardziej realną opcją jest to, że go zwolni i na jego miejsce zatrudni nową osobę - przestrzega Kolorz.

- Faktycznie, część pracodawców może mieć kłopot, gdyż zerowy PIT dla młodych powoduje, że nowy pracownik, wyłącznie dlatego, że nie przekroczył 26 roku życia, może zarabiać więcej niż bardziej doświadczona osoba. O ile rozsądne obniżanie kosztów pracy to dobry kierunek działań, o tyle ograniczenie ulg do grupy opartej na kryterium wieku, budzi wiele pytań, również tych o sposób zarządzania w sytuacji, gdy na wysokość wynagrodzenia tak duży wpływ mają czynniki niezależne zarówno od jakości pracy pracownika, jak i decyzji pracodawcy. Ustawodawca z góry założył nierówne taktowanie pracowników, nie uwzględniając obiektywnych kryteriów jak staż, wydajność a przyjmując jedynie kryterium wieku - komentuje Monika Fedorczuk, ekspert rynku pracy z Konfederacji Lewiatan.

Przyznaje też, że w takiej sytuacji trudno o dobre rozwiązanie. - Podniesienie pracownikom po 26 roku życia wynagrodzeń nie jest dobrym pomysłem - znowu stosujemy zasadę wszystkim po równo, zamiast doceniać tych, którzy rzeczywiście dobrze pracują. Poza tym podniesienie pensji wszystkim pracownikom po 26 roku życia to duże koszty dla firm - podsumowuje.

Połowa pracowników z płacą minimalną?

Inna kwestia, którą warto poruszyć w kontekście potencjalnych rozmów o podwyżce to przedwyborcza zapowiedź podwyższenia w 2024 roku płacy minimalnej do wysokości 4 tys. zł brutto. Obecnie zatrudnionych w oparciu o minimalne wynagrodzenie za pracę jest w Polsce około 1,5 mln osób. Co się stanie, kiedy zapowiedź władz wejdzie w życie? Trudno się spodziewać, by pracodawcy, którzy już teraz alarmują, że nie będzie ich stać na zrealizowanie tego postulatu, będą dodatkowo podnosić wynagrodzenie pozostałym pracownikom w takiej samej proporcji, jak w tym czasie wzrośnie płaca minimalna.

Czytaj więcej: PGE Energia Ciepła w trzy lata może stracić 500 pracowników. Ale ma ambitny plan

W 2018 roku, jak wynika z danych Sedlak&Sedlak mediana wynagrodzeń w Polsce (z uwzględnieniem mikroprzedsiębiorstw zatrudniających do 9 osób) wyniosła 4,5 tys. zł brutto. Zaś według danych GUS (pochodzą z 2016 roku, najnowszy raport za 2018 roku GUS opublikuje pod koniec 2019) wynagrodzenie do 4,3 tys. zł brutto zarabiało w Polsce ponad 66 proc. z nas. Czy to oznacza, że w 2023 roku prawie połowa społeczeństwa będzie zarabiała najniższą krajową?

- Dziś nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie - komentuje w rozmowie z nami Dominik Kolorz. - Kierunek, dzięki któremu przekroczymy barierę niskiej płacy jest dobry. Jednak myślę, że życie może przynieść korektę dynamiki wzrostu płacy i tych przedwyborczych stawek. Po prostu gospodarka sama to zweryfikuje - dodaje szef śląsko-dąbrowskiej "S". Przyznaje też, że już docierają do niego sygnały o pomysłach pracodawców na ominięcie płacy minimalnej. - Wtedy związki zawodowe oraz inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy będą mieli co robić - dodaje.

Fot. Shutterstock.com Fot. Shutterstock.com

Jak zaznacza, z drugiej strony jeśli przedsiębiorcy zdecydują się inwestować w nowe technologie oraz w swoich pracowników, nie tylko poprzez podwyższenie płacy minimalnej, mogą tylko zyskać. - W takich firmach będzie rosła wydajność pracowników - podkreśla związkowiec.

Także Monika Fedorczuk zwraca uwagę na to, że zapowiedź płacy minimalnej w wysokości 4 tysięcy dotyczy dopiero roku 2024, a do tego czasu może się jeszcze wiele wydarzyć. - O tym na ile ta kwota zmieni realnie życie najsłabiej zarabiających zdecyduje również inflacja - podkreśla.

Przyznaje też, że obawa, iż większość społeczeństwa może zarabiać płacę minimalną nie jest przesadzona. - O ile zapowiedzi zostaną zrealizowane, możemy mieć do czynienia ze zmniejszaniem się zróżnicowania wynagrodzeń w firmach. Szybkie podnoszenie płacy minimalnej może spowodować zahamowanie wzrostu wynagrodzeń tych grup pracowników, którzy zarabiają powyżej minimalnego wynagrodzenia. Pracodawcy będą musieli przeznaczać większą część funduszu wynagrodzeń na podwyżki osób nisko zarabiających - stwierdza.

Czytaj więcej: W PKP Intercity o zarządzaniu wielopokoleniowym zespołem wiedzą wszystko

Nie ma też wątpliwości, że dla części firm, szczególnie małych i średnich, możliwości adekwatnego podnoszenia wynagrodzenia pozostałym pracownikom będzie bardzo dużym wyzwaniem. - Cześć z nich deklaruje, że taki wzrost kosztów wynagrodzeń może oznaczać dla nich koniec działalności - przypomina.

Wskazuje też na inne konsekwencje znacznego podwyższania minimalnego wynagrodzenia. -  Pierwsza jest związana z wypychaniem osób nisko wykwalifikowanych poza oficjalny rynek pracy, co daje w perspektywie również wzrost bezrobocia rejestrowanego i rozwój szarej strefy. Druga to przyspieszenie procesów automatyzacji i robotyzacji. Obecnie ten proces nasila się z uwag na braki pracowników, jeśli do tego dojdą wysokie koszty pracy - może to oznaczać, ze firma będzie wolała zainwestować w technologię niż płacić wynagrodzenia. To może dać efekt w postaci znaczącego zmniejszenia liczby miejsc pracy, szczególnie tych, które wymagają przede wszystkim powtarzalnych czynności - podsumowuje.



www.pulshr.pl | 23-01-2020 15:22:34