Coraz goręcej w Oplu. Strajk wisi w powietrzu


Justyna Sobolak - 2 lip 2019 12:13


Od 11 kwietnia trwa spór zbiorowy w tyskim zakładzie Opel Manufacturing Poland. Związkowcy skarżą się na nierówności płacowe, nierealne cele produkcyjne i łamanie praw pracowniczych. Mają twarde dowody w postaci raportów PIP. Pracodawca gotowy jest do rozmów. Być może w ich wprowadzeniu pomoże mediator, o którego wystąpili związkowcy.

Tyski zakład, który powstał w 1999 roku jako fabryka silników japońskiego Isuzu, to obecnie drugi, obok fabryki samochodów w Gliwicach, polski zakład Opla. W 2002 roku General Motors nabył 60 proc. udziałów w Isuzu, a wiosną 2013 roku wykupił pozostałe 40 proc. udziałów, stając się 100-procentowym właścicielem fabryki. Jesienią 2013 roku zakłady w Gliwicach i Tychach połączono się w jedną spółkę.

Opel przewidywał wówczas modernizację i rozwój tyskiej fabryki silników. Zgodnie z przewidywaniami, już rok później, w 2014 roku w Tychach wstrzymano produkcję i rozpoczęto modernizację zakładu. Miała ona trwać trzy lata. Przyszłość tyskiej fabryki stanęła jednak pod znakiem zapytania, w związku ze sprzedażą Opla. W 2017 roku od amerykańskiego General Motors Opla kupiła francuska grupa PSA, właściciel marek Citroen i Peugeot. W listopadzie 2017 roku PSA przedstawił plan dla Opla pod nazwą PACE!, zakładający m.in. utrzymanie wszystkich europejskich zakładów tej firmy, poprawę jej konkurencyjności oraz wzmocnienie pozycji rynkowej i osiągnięcie prognozowanych zysków.  

Pierwsze kłopoty

W styczniu tego roku w Tychach ruszyła produkcja silników benzynowych PureTech, stosowanych w pojazdach Grupy PSA. Zapowiadano, że fabryka Opel Manufacturing Poland w Tychach będzie mogła wyprodukować nawet 460 tys. silników rocznie. Już w styczniu jednak pojawiły się pierwsze kłopoty. Jak informowali związkowcy, choć produkcja w zakładzie została wznowiona, wiele kwestii dotyczących pracowników nie zostało uregulowanych. – Obecnie załogę zakładu stanowią w części „starzy pracownicy”, którzy w trakcie kilkuletniej przerwy produkcyjnej byli oddelegowani do pracy w gliwickiej fabryce Opla, a w części pracownicy z Gliwic, którzy przeszli do Tychów w związku ze zmniejszeniem produkcji w swoim macierzystym zakładzie. Okazało się, że zarobki „starych” i „nowo zatrudnionych” pracowników wykonujących tę samą pracę różnią się nawet o kilkadziesiąt proc. W skrajnym przypadku jeden pracownik zarabia ponad dwukrotnie więcej od drugiego zatrudnionego na takim samym stanowisku – mówi Jacek Urbańczyk, przewodniczący Solidarności w Opel Manufacturing Tychy, cytowany przez Solidarność Region Śląsko-Dąbrowski. Jego zdaniem to nie tylko niesprawiedliwe i budzące frustrację wśród pracowników, ale też sprzeczne z przepisami prawa.

Związkowcy mają też zastrzeżenia do sposobu zarządzania zakładem. Jacek Urbańczyk twierdzi, że pracodawca stawia nierealne do osiągnięcia cele, szukając jak największych oszczędności. To ma z kolei prowadzić do naginania i łamania przepisów prawa pracy.

Na potwierdzenie swoich tez Solidarność ma wyniki kontroli PIP. Inspekcja przekazała pracodawcy 10 nakazów usunięcia nieprawidłowości oraz 14 wystąpień dotyczących uchybień. Zastrzeżenie PIP, jak twierdzą związkowcy, dotyczyły m.in. dysproporcji płacowych na podobnych stanowiskach oraz nieprawidłowości w zakresie rozliczania nadgodzin.  

Strajk wisi w powietrzu?

Spór zbiorowy w tyskim zakładzie Opel Manufacturing Poland rozpoczął się 11 kwietnia. Rozmowy w ramach sporu zbiorowego zakończyły się fiaskiem. 13 maja strony rozmów podpisały protokół rozbieżności. Teraz, jak informuje Solidarność Region Śląsko-Dąbrowski, związkowcy czekają na wyznaczenie mediatora przez resort pracy i rozpoczęcie mediacji. Jeżeli i one nie przyniosą porozumienia, w zakładzie może zostać przeprowadzone referendum strajkowe, a następnie strajk.

To jednak plany dalekosiężne. Jak mówi Agnieszka Brania z Opel Manufacturing Poland, reprezentująca zakłady w Tychach i Gliwicach, pracodawcy nie jest wiadomo, aby związek zawodowy planował przeprowadzenie takiego referendum. - Niemniej, zgodnie z przepisami o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, referendum strajkowe można przeprowadzić dopiero po zakończeniu etapu mediacji, który nawet się nie rozpoczął. Takie plany związku zawodowego uważamy za przedwczesne - mówi Agnieszka Brania.

Zobacz też: Gliwicki Opel się cieszy. Woli produkować auta dostawcze niż osobowe

Trudna sytuacja na rynku

Oczekiwania związkowców dziwią nieco pracodawcę. Agnieszka Brania twierdzi, że spółka Opel Manufacturing Poland od wielu lat dokłada wszelkich starań, by utrzymać miejsca pracy w swoich zakładach, poważnie zagrożone  przez bardzo trudne warunki na rynku motoryzacyjnym oraz kilkuletni okres oczekiwania na przyznanie nowych produktów.

- Mimo tak niesprzyjających, i niezależnych od pracodawcy, okoliczności uratował on ponad 250 miejsc pracy, chroniąc w ten sposób nie tylko swoich pracowników, ale również ich rodziny. Pracodawca mógł postąpić inaczej - ogłosić zwolnienia grupowe i zredukować w ten sposób zatrudnienie. Kierując się jednak poczuciem odpowiedzialności za swoich pracowników podjął szereg działań pozwalających utrzymać miejsca pracy w swoich obu zakładach, z wszystkimi tego konsekwencjami. Związek zawodowy, nie biorąc tej sytuacji pod uwagę, wystosował do kierownictwa pismo, w którym zawarł postulaty dotyczące fabryki w Tychach, a w szczególności tamtejszego systemu pracy (system sześciodniowy), Regulaminu Pracy i Regulaminu Wynagradzania, żądając ich realizacji pod groźbą uruchomienia procedury sporu zbiorowego - mówi Agnieszka Brania.

Spór zbiorowy nie powinien mieć miejsca?

Pracodawca przeprowadził analizę prawną postulatów i na jej podstawie stoi na stanowisku, że istnieją poważne wątpliwości, czy mogą one być przedmiotem sporu zbiorowego. – W szczególności postulaty dotyczące sposobu wynagradzania i sposobu organizacji pracy, jako już uregulowane Porozumieniem Płacowym na lata 2017-2020, podpisanym ze związkiem zawodowym. Podjęcie rozmów w trybie sporu zbiorowego, wymagałoby, zgodnie z przepisami, zerwania Porozumienia i anulowania jego zapisów, co nie miało miejsca.

Ponadto strony porozumienia, czyli związek zawodowy i pracodawca, wspólnie przyjęły, że w trakcie jego obowiązywania nie będą wszczynać ani prowadzić sporu zbiorowego w kwestiach w nim uregulowanych. Związek zawodowy nie przedstawił też konkretnych propozycji dotyczących zmian obowiązujących w zakładzie regulaminów – wyjaśnia Brania.

Fot. Piotr Myszor Fot. Piotr Myszor

Przypomina, że wprowadzenie sześciodniowego systemu pracy nie musiało być uzgadnianie z organizacją związkową. Twierdzi, że system był planowany od początku, pracownicy byli o tym informowani przed wznowieniem pracy fabryki, jest też zgodny z Kodeksem Pracy.

Agnieszka Brania wyjaśnia, że zgodne z Kodeksem Pracy są także wynagrodzenia pracowników z gliwickiej fabryki, którzy przeszli do tyskiego zakładu. – W przypadku wystąpienia obiektywnych względów, różnicowanie przez pracodawcę sytuacji pracowników nie stanowi naruszenia zasady równego traktowania w zatrudnieniu. Takim względem była tu ochrona miejsc pracy. Pracodawca, w ostatnich latach podejmował dwukrotne działania mające na celu uniknięcie zwolnień: najpierw w zakładzie w Tychach, a później w fabryce gliwickiej. Pracodawca mógł, zgodnie z prawem, zdecydować się na zastosowanie procedury zwolnień grupowych, unikając w ten sposób wielu problemów – mówi.

Opel dwa razy ratował sytuację w zakładach. Najpierw transportował pracowników z Tychów do Gliwic, a w 2018 roku, kiedy problemy miał gliwicki zakład, część pracowników przeniósł do tyskiej fabryki.

Jest wola rozmów

Agnieszka Brania przypomina, że firma przedstawiła też związkowi nowy projekt regulaminu pracy, ale związek się do niego nie odniósł. 

– Istotne jest również to, że już w listopadzie 2018 roku, pracodawca wystąpił do strony związkowej z Listem Intencyjnym, w którym zadeklarował chęć podjęcia rozmów na ważne dla pracowników tematy, w tym wynagrodzeń, tak by można było je ponownie uregulować po wygaśnięciu obecnego Porozumienia Płacowego. Co bardzo ważne, niezależnie od strony formalnej i nie uznania faktu zaistnienia sporu zbiorowego, pracodawca podjął rozmowy ze związkiem zawodowym, aby wypracować wspólne rozwiązania zgłoszonych tematów. Organizacja związkowa podjęła decyzję o zakończeniu rozmów z pracodawcą, nie odniósłszy się do żadnej ze złożonych jej propozycji, wystąpiła o spisanie protokołu rozbieżności, a następnie zwróciła się do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej  z prośbą o wyznaczenie mediatora. W tej sytuacji pracodawca oczekuje na decyzję ministerstwa, a niezależnie od tego ma nadzieję uzyskać odpowiedź strony związkowej na przedstawione jej propozycje. Niezmiennie podtrzymuje też wolę prowadzenia rozmów ze stroną społeczną – mówi.



www.pulshr.pl | 05-04-2020 04:28:10