Fala taniej siły roboczej się kończy. Pora pomyśleć, jak zatrzymać Ukraińców w Polsce


Tomasz Jakubowski - 11 cze 2019 6:00


- Nie ma powodów do paniki. Jest jeszcze czas, żeby zdroworozsądkowo usiąść, pomyśleć i wypracować takie metody, które w przyszłości pozwolą na zatrzymanie w Polsce potrzebnych nam pracowników z Ukrainy - mówi portalowi PulsHR.pl Andrzej Drozd, wiceprezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

Andrzej Drozd, wiceprezes PUIG (Fot. Tomasz Jakubowski/PULSHR.pl) Andrzej Drozd, wiceprezes PUIG (Fot. Tomasz Jakubowski/PULSHR.pl)

PulsHR.pl: Od stycznia 2020 roku migranci bez statusu azylu, którzy jednak mówią po niemiecku, będą mogli podejmować pracę w określonych zawodach, a pracodawca niemiecki nie będzie już miał obowiązku na dany wakat szukać pracownika z UE lub własnego kraju. To tylko jedno z wielu ułatwień, jakie wprowadzili Niemcy. Robią to, bo potrzebują fachowców, których brakuje wszędzie. Płacą dużo lepiej niż polscy pracodawcy. Czy w związku z tym grozi nam odpływ Ukraińców?

Andrzej Drozd: Chyba nie powiem nic nowego, jeśli przypomnę, że historia ludzkości to historia migracji. Szersze otwarcie rynku niemieckiego dla pracowników państw trzecich, mam na uwadze tutaj przede wszystkim Ukrainę, wiąże się z tym, że część pracowników będących w Polsce lub planujących pobyt w Polsce, "odpłynie" na rynek niemiecki.

Mamy jeszcze trochę czasu, żeby się nad tym zastanowić i podjąć jakieś kroki, zarówno legislacyjne, jak i społeczne. Pomyśleć o tych wszystkich motywatorach, które będą w przyszłości działać na naszą korzyść i skłonią Ukraińców do pozostania w Polsce, a nie wyjazdu do Niemiec czy innych krajów Europy Zachodniej.

Co pracodawcy, albo szerzej - co państwo powinno zrobić, by ich zatrzymać?

- To jest kwestia międzyresortowej współpracy różnych ministerstw czy instytucji państwowych, ale również bezpośrednio pracodawców, którzy są tym zainteresowani.

Jeśli chodzi o pracę krótkoterminową czy sezonową, Polska ma prawodawstwo dotyczące zatrudnienia dosyć liberalne i otwarte. Większy problem rozpoczyna się w momencie legalizacji pobytu na podstawie karty pobytu czy wizy czasowej lub stałej. Mówię tu o całej procedurze, która ma miejsce w urzędach wojewódzkich. Myślę, że to tutaj wymagana będzie większa infrastruktura - tychże urzędów - która pozwoli na większą "przepustowość" i przyspieszenie procesu legalizacji pobytu w naszym kraju.

Oczywiście rynek polski musi być atrakcyjny dla obywateli Ukrainy. W związku z tym pracodawcy też muszą się liczyć z tym, że wynagrodzenia, pensje pracowników w perspektywie czasowej będą musiały ulec zmianie. Być może należałoby również zastanowić się, nad pakietami językowymi wdrażanymi przez pracodawców np. dla tych grup zawodowych, w których znajomość języka jest niezbędna. Warunki socjalne oczywiście również będą odgrywać tutaj swoją rolę.

Czy obecne zarobki Ukraińców dalece odbiegają od polskich?

- Coraz mniej. Wydaje mi się, że fala taniej siły roboczej już się kończy. Zmienia się rynek, zmieniają się oczekiwania i wymagania obywateli Ukrainy podejmujących tu pracę. W związku z tym proces wyrównywania trwa, ale myślę, że do finalnego momentu (zrównania - przyp. red.) mamy jeszcze trochę czasu.

Jak bardzo Polska odczułaby odpływ Ukraińców.

- Bardzo. Przede wszystkim należy pamiętać, że - po pierwsze mamy dosyć wysokie tempo rozwoju gospodarczego w Polsce, które - mam nadzieję - będzie się utrzymywać przez najbliższe lata. Po drugie, w Polsce mamy fatalną sytuację demograficzną. Ona będzie się pogłębiać. Po trzecie, należy pamiętać, że jesteśmy jednym z największych eksporterów siły roboczej z Polski do innych krajów. I ten proces również trwa. To nie jest jakaś stara historia sprzed lat. W związku z tym rynek pracy będzie tworzyć wymogi absorbcji pracowników z innych krajów.

Ukraina jest naturalnym rezerwuarem dla polskiego rynku pracy, imigranci to głównie obywatele Ukrainy. 

Mamy ich w Polsce około 400 tys. Liczba ta stale rośnie, czy widoczna jest już "ucieczka" do krajów, gdzie Ukraińcy mogą zarobić więcej?

- Ta cyfra jest różna i się zmienia. Pracownicy z Ukrainy "cyrkulują". Ktoś wyjeżdża, ktoś przyjeżdża. Myślę, że pracownicy wykształceni, w tym wykształceni w Polsce, bo przecież mamy dużą grupę studentów z Ukrainy, będą szukać naturalnie możliwości zarobkowania i podróżowania za pracą nie tylko w Polsce, ale i za zachodnią granicą. Oni są wykształceni, mają dyplomy, które im umożliwiają podjęcie wysoko kwalifikowanej pracy za granicą.

Jeśli zaś chodzi o sektor pracowników mniej wykształconych, którym trudno się odnaleźć w zupełnie obcych warunkach, to myślę że ten odpływ będzie mniejszy i tutaj bym nie dramatyzował. Tak jak mówiłem wcześniej: nie ma powodów do paniki, jest jeszcze czas, żeby zdroworozsądkowo usiąść, pomyśleć i wypracować takie metody, które w przyszłości pozwolą na zatrzymanie potrzebnych nam pracowników z Ukrainy w Polsce.

Powiedział pan, że fachowcy raczej wyjadą, zostaną ci mniej wykwalifikowani. A Polska ma problem z brakiem fachowców. Może metodą byłoby kształcenie ich u nas dla odpowiednich potrzeb?

- Oczywiście, już podejmuje się takie kroki. Przyznam, że sam osobiście pracowałem przy takim programie szkolenia pracowników z Ukrainy, temat związany był z przemysłem stoczniowym. W tej chwili jesteśmy na etapie wstępnego przygotowania również dla przemysłu budowlanego.

Mowa o kształceniu w Polsce, ale nie tyle podnoszeniu kwalifikacji, co dostosowywaniu do potrzeb polskich pracodawców. Podejmowana jest również współpraca ze szkołami czy ośrodkami kształcenia na Ukrainie, co pozwoli na przygotowanie kadry jeszcze w ich kraju, a to będzie się wiązało po prostu z mniejszymi kosztami.

Przeczytajcie też: Niemcy biją kolejne rekordy bezrobocia



www.pulshr.pl | 18-09-2019 03:25:56