Dyrektor Cisco o wyzwaniach i zagrożeniach sektora SSC/BPO


Justyna Koc - 12 cze 2019 6:00


Braki kadrowe i niedopasowanie kompetencyjne, organizacja centrów kompetencyjnych, rewolucja technologiczna - oto wyzwania, które zdaniem Przemysława Kani, dyrektora generalnego Cisco, stoją przed sektorem SSC/BPO.

Z jakimi wyzwaniami mierzy się w tej chwili sektor SSC/BPO?

Przemysław Kania, dyrektor generalny Cisco w Polsce: - Chciałbym na początku podkreślić, że Cisco nie jest typowym przedstawicielem sektora SSC/BPO. Krakowskie centrum dzieli się na dwie części. Pierwsza świadczy wyrafinowane i skomplikowane usługi inżynierskie dla zewnętrznych firm. Z kolei druga część to klasyczne centrum usług biznesowych świadczące usługi wewnątrz korporacji. Niemniej jednak mierzymy się z tymi samymi wyzwaniami co inne firmy z branży. Pierwsze z nich dotyczy obszaru HR. Chodzi o możliwości pozyskiwania nowych pracowników oraz brak odpowiednich kompetencji na rynku.

Kolejnym wyzwaniem są zagadnienia organizacyjne, czyli w jaki sposób zorganizować centrum kompetencyjne, aby dostarczało maksymalnej wartości dla naszej firmy i dla klientów, jednocześnie dając satysfakcję pracownikom z wykonywanej pracy.

Trzecim wyzwaniem jest rewolucja technologiczna. Istotne jest, aby firmy zastanowiły się, co może nam ona dać i w jaki sposób może usprawnić pracę. W Cisco nie mamy z tym problemu - technologia jest wszechobecna. Przykładowo mamy nowoczesny system komunikacji, dzięki któremu pracownik jest bardziej efektywny, ponieważ jest w kontakcie ze współpracownikami niezależnie od tego, w jakim czasie i miejscu się znajduje. Oprócz szans trzeba również pod uwagę wziąć zagrożenia.

Jakie?

- Największym wyzwaniem w tym obszarze jest cyberbezpieczeństwo, czyli jak używać technologii w bezpieczny sposób. Musimy zabezpieczyć dane tak, aby nie stały się celem ataku hakera. Technologia idzie do przodu w szybkim tempie. Z kolei Polska jako zagłębie centrum usługowych ma coraz większą konkurencję. Musimy więc bardziej się starać, żeby wygrać wyścig konkurencyjny z innymi firmami.

Czytaj też: Firmy na celowniku hakerów. Jak uchronić się przed cyberatakiem?

Z raportu KPMG „Barometr cyberbezpieczeństwa. W obronie przed cyberatakami” wynika, że skutki cyberprzestępczości dotknęły 68 proc. przedsiębiorstw. Jest aż tak źle w Polsce?

- Warto zauważyć, że rynek cyberbezpieczeństwa jest w początkowej fazie rozwoju. Zagadnienie to dopiero niedawno wypłynęło na szerokie wody, wcześniej mało się o nim rozmawiało. W tej chwili mamy do czynienia z wyścigiem między „dobrym i złym hakerem”, między branżą cyberbezpieczeństwa a cyberprzestępcami.

W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się informacje o cyberatakach i jako branża na nich musimy się skupić – one są wyzwaniem. Uważam jednak, że idziemy w dobrą stronę - następuje konsolidacja sektora cyberbezpieczeństwa, która moim zdaniem zwiększa szanse „dobrego” hakera w walce ze „złym”. Ponadto firmy starają się wdrożyć pewne standardy czy też chcą dostosować się do wymogów prawnych, które normalizują rynek.

A jak wyglądają zabezpieczenia w Cisco?

- Cisco to firma technologiczna będąca liderem bezpieczeństwa. Mamy żelazną zasadę, że wszystkie produkty czy rozwiązania, które proponujemy klientom, testujemy i wdrażamy najpierw u siebie. Ponadto nasza architektura bezpieczeństwa zabezpiecza wszelkie elementy systemu informatycznego. Niestety w wielu spółkach mamy do czynienia z punktowymi zabezpieczeniami.

Wróćmy do sektora SSC/BPO. Jest pan nie tylko dyrektorem generalnym Cisco w Polsce, ale również członkiem kadry kierowniczej Cisco w Europie Wschodniej. Czy dynamiczny rozwój sektora to szansa dla polskich menedżerów?

- Zdecydowanie tak. Wielu moich kolegów z branży zarządza centrami kompetencyjnymi i rozwija karierę w swoich firmach. Polska ma za sobą wielki sukces związany z sektorem SSC/BPO. Rozwój branży rozpoczął się w 2004 r., natomiast w 2010 r. nastąpiła eksplozja tego postępu. W tym czasie polscy menedżerowie wykształcili wiedzę i zdobyli doświadczenie, mogli więc wykorzystać swoją szansę.

Jeśli chodzi o Cisco, to jesteśmy globalną firmą o lokalnej twarzy. Zazwyczaj management składa się z lokalnych pracowników bądź z ludzi, którzy mają mocne korzenie w danym kraju. Ja jestem tego przykładem – jestem Polakiem, który stoi na czele polskiego oddziału firmy.

Wcześniej zarządzał pan centrum kompetencyjnym w Krakowie, a także Global Delivery Center w Meksyku. Czy różnice w podejściu do pracy i zarządzaniu są spore?

- Porównując polski i meksykański oddział, muszę stwierdzić, że więcej nas łączy, niż dzieli. W obu centrach kompetencyjnych działa podobny mechanizm. Polska korzysta z członkostwa w Unii Europejskiej – inwestorzy cenią nasze kwalifikacje i kompetencje, a także relatywnie niższe koszty. Meksyk z kolei działa w układzie Północnoamerykańskiej Strefy Wolnego Handlu (NAFTA), do którego należą również Stany Zjednoczone i Kanada. Spora część procesów dostarczana na amerykański rynek jest wykonywana w Meksyku.

Jeśli chodzi o pracowników, to również niewiele się różnimy. Kultura pracy jest podobna, a ludzie często są dobrze wykształceni technicznie – poziom uniwersytetów jest na wysokim poziomie.

Naprawdę niczym się nie różnimy?

- Różnice można dostrzec w podejściu do pracy. Polacy są większymi indywidualistami. Lepiej wykonujemy zadania samodzielnie, nieco gorzej idzie nam z pracą w grupie. Z kolei w Meksyku zauważam większą potrzebę pracy zespołowej i poszanowanie hierarchii. Są to jednak naprawdę subtelne różnice.

Drugim obszarem, gdzie zauważyłem odmienne podejście, są relacje w pracy. W Polsce jesteśmy zbliżeni do zachodniego modelu – oddzielamy pracę od życia prywatnego. Nawet jeśli za kimś nie przepadamy, to możemy z nim pracować. Natomiast w Meksyku budowanie relacji interpersonalnej i wzajemne poznanie się w pracy jest bardzo istotne. Współpracownicy są znajomymi, a zaufanie odgrywa kluczową rolę.

Czy zarządzanie różnorodnym zespołem jest sporym wyzwaniem? Około jednej trzeciej pracowników w krakowskim centrum to obcokrajowcy.

- Rzeczywiście 35 proc. pracowników w Krakowie stanowią obcokrajowcy. Pracują u nas nie tylko obywatele sąsiednich krajów, ale także ludzie z Europy Zachodniej, gdzie sytuacja na rynku pracy jest jeszcze trudniejsza niż w Polsce. Zatem nasz zespół jest różnorodny i zarządzanie nim jest w jakimś stopniu wyzwaniem. Uważam jednak, że wielokulturowość powoduje, że ludzie odkrywają nawzajem swoje najlepsze i najmocniejsze strony, tym samym sprawiając, że atmosfera w firmie jest fenomenalna, a motywacja na wysokim poziomie.

Podam przykład. Zorganizowaliśmy dzień kulinarny dla pracowników. Ludzie z danego kraju mieli przygotować regionalne potrawy. Pojawiły się meksykańskie, hinduskie, arabskie, bałkańskie dania, których wszyscy mogli spróbować. Pracownicy świetnie się bawili - wytworzyli fantastyczną energię. Myślę, że pomogła w tym wielokulturowość. Naprawdę w wielu aspektach jest ona bardzo przydatna.

Wracając jeszcze do rynku pracy – Kraków to miejsce bardzo konkurencyjne, pracowników stara się tutaj pozyskać wiele firm. Jak sobie radzicie na rynku?

- Kraków jest miastem, które osiągnęło wielki sukces w branży SSC/BPO. Centrów kompetencyjnych jest mnóstwo, zatem możemy mówić o rynku pracownika. W Cisco nie ograniczamy się jedynie do rekrutacji na krakowskim rynku pracy. Szukamy pracowników w całej Europie i to z sukcesem. Kraków jest magnesem dla obcokrajowców, zwłaszcza młodych. Work-life balance jest tutaj fenomenalny. To bardzo pomaga podczas rekrutacji.

A Polaków kusi Kraków? Czy inżynier z Gdańska chętnie przeprowadzi się za pracą?

- Zdarzają się takie sytuacje, jednak dla Polaków Kraków nie jest tak dużym magnesem jak dla ludzi z zagranicy. Warto dodać, że stolica Małopolski jest świetnie skomunikowana. Mamy dobry dojazd z Katowic, Warszawy, Rzeszowa czy Wrocławia. To stąd ludzie chętniej przeprowadzają się do Krakowa albo dojeżdżają do pracy.



www.pulshr.pl | 20-06-2019 21:10:49