Kierowcy Ubera nie mogą być uznani za pracowników


PAP/JS - 15 maj 2019 16:20


Radca Krajowej Rady ds. Stosunków Pracy (NRLB) Stanów Zjednoczonych w oficjalnym memorandum stwierdził, że kierowcy wykonujący przejazdy dla firmy Uber nie są pracownikami spółki, a jedynie niezależnymi podwykonawcami - podała agencja Reutera.

Podpisany przez głównego radcę prawnego NRLB Petera Robba dokument datowany jest na 16 kwietnia, choć został opublikowany we wtorek (14 maja). Ekspert zaznacza w informacji, że kierowcy Ubera sami ustalają swój czas pracy, posiadają własne samochody i mają możliwość zawierania kontraktów z konkurencyjnymi firmami, co sprawia, że nie mogą być uznani za pracowników koncernu w świetle federalnego prawa pracy.

Niezależna agencja rządowa rozpatruje sprawy związane z nieuczciwymi praktykami biznesowymi pracodawców, a biuro radcy prawnego działa w charakterze prokuratury. Memorandum doradcze nie jest oficjalnym wyrokiem NRLB w tej sprawie, ale Reuter przypomniał, że ostateczne orzeczenia dyrektora regionalnego NRLB są zwykle zgodne z treścią dokumentów wydawanych przez biuro głównego radcy.

Czytaj też: Lex Uber. Wiceminister przewiduje do 80 tys. zł kary dla pośrednika usług przewozu osób

Od decyzji można się odwołać do pięcioosobowego zarządu NRLB, który, podobnie jak Peter Robb, został wyznaczony przez prezydenta USA Donalda Trumpa.

Agencja prasowa Reutera wskazała, że dokument doradczy to nagły zwrot w stanowisku biura radcy NRLB. Podczas rządów prezydenta Baracka Obamy ten sam organ utrzymywał, że wielu zleceniobiorców będących częścią ekonomii opartej na zleceniach (ang. gig economy) zostało niewłaściwie zakwalifikowanych do grona niezależnych podwykonawców.

W świetle Ustawy o Krajowych Stosunkach Pracowniczych podwykonawcy nie mogą łączyć się w związki zawodowe i nie są chronieni prawnie, gdy wystosują skargę dot. warunków pracy.

Ocena agencji rządowej nie wpłynie na obecnie toczące się sprawy sądowe, w których kierowcy starają się o uznanie przez Ubera praw pracowniczych wynikających z federalnych i stanowych przepisów dot. wynagrodzeń. Memorandum może jednak zdaniem Reutera wpłynąć na przyszłe procesy wytoczone firmie przejazdowej.

Uber, konkurencyjna spółka Lyft i inne firmy oparte na zleceniach zmagają się obecnie z licznymi sprawami sądowymi, w których działające na ich rzecz osoby domagają się pełni praw pracowniczych. Zaliczenie podwykonawców do grona pracowników tych korporacji wiązałoby się ze znacznymi kosztami - utrzymaniem wymaganego poziomu płacy minimalnej, dodatków za nadgodziny i zwrotu kosztów poniesionych w trakcie pracy.

Firma Uber w zeszłotygodniowym wniosku dla amerykańskiej komisji papierów wartościowych (SEC) zaznaczyła, że jest gotowa zapłacić 170 mln dolarów w ramach ugody, która miałaby zakończyć za porozumieniem stron dziesiątki tysięcy prywatnych postępowań arbitrażowych, w których kierowcy domagają się statusu pracownika.

Spółka wskazała ponadto, że jest przygotowana na zapłacenie 20 mln dolarów by zakończyć długie procesy sądowe z powództwa zbiorowego dot. tysięcy kierowców z Kalifornii i Massachusetts.

W zeszłym miesiącu ministerstwo pracy USA opublikowało memorandum, według którego zleceniobiorcy anonimowej firmy zapewniającej usługi sprzątające na zasadzie podobnej do Ubera nie są jej pracownikami, a podwykonawcami. Powodem miał być brak kontroli przedsiębiorstwa nad sposobem wykonywania pracy na jej rzecz.



www.pulshr.pl | 21-07-2019 16:58:56