Między zarobkami menedżerów w budżetówce i biznesie prywatnym jest prawdziwa przepaść


KDS - 3 mar 2019 0:01


Praca w instytucjach publicznych może być atrakcyjna dla osób ceniących stabilność, umowę o pracę i tzw. trzynastki. To okazja dla wszystkich nastawionych na zdobywanie doświadczenia i późniejsze przejście do firm prywatnych - mówi Jakub Gontarek, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Ekspert Konfederacji Lewiatan pytany o to, jakie warte zainteresowania oferty w budżetówce znajdziemy, wskazuje wszelkie stanowiska i branże wymagające wiedzy eksperckiej. - Niekoniecznie muszą to być posady urzędników administracji i innych instytucji państwowych, potrzebni są też specjaliści wykonujący prace zlecone na ich rzecz - wyjaśnia.

Jak dodaje, obecnie brakuje ekspertów oceniających i tworzących programy nauczania, dlatego też mogą oni liczyć na wyższe wynagrodzenia.

- Wszystkie zawody wymagające dogłębnej znajomości specyfiki danej dziedziny i zasad funkcjonowania administracji zapewniają dość dobre warunki płacowe. Ale należy pamiętać, że są one i tak niższe niż na podobnych stanowiskach w prywatnym sektorze - przyznaje.

fot. pixabay fot. pixabay

Najwyższe różnice w zarobkach dotyczą osób na wyższych stanowiskach. Przykładowo, w przypadku kierowników dużych zespołów, czyli osób zajmujących najwyższe pozycje, mediana zarobków przekracza 6 tys. zł. W biznesie porównywalne funkcje oznaczają płace rzędu 10-15 tys. zł i większe w zależności od wielkości firmy. W obszarach publicznych najwyższe zarobki oferuje administracja rządowa, tj. ok. 3,9 tys. zł. W służbach mundurowych mamy 3,7 tys. zł, w wymiarze sprawiedliwości – 3,4 tys. zł, a w administracji terenowej – 3,2 tys. zł. Mimo to, wielu pracowników decyduje się na zmianę pracodawcy z państwowego na prywatnego. 

Zdaniem Gontarka, najlepszą ścieżką kariery dla osób pracujących w budżetówce jest - po zdobyciu doświadczenia w administracji - przejście do przedsiębiorstw prywatnych albo obszaru łączenia biznesu z administracją w ramach własnej działalności gospodarczej.

Czytaj więcej: PSL ma gotowy projekt podwyżek dla budżetówki. Będą kosztował 8 mld zł

- To może być największa korzyść dla pracownika, ponieważ w podmiotach państwowych awans wynika praktycznie ze stażu pracy. Co kilka lat zmienia się stanowisko na wyższe, ale może dojść do sytuacji, w której te możliwości się kończą, ponieważ kolejne stanowiska są już zajęte. Trzeba czekać na ewentualny wakat - wyjaśnia Gontarek.

Wskazuje też, że z drugiej strony to środowisko daje możliwość zdobycia wiedzy, której nie mają zatrudnieni w sektorze prywatnym. A właśnie tam można ją spożytkować. - Doświadczeni urzędnicy mogą wspierać firmy dzięki dogłębnej znajomości mechanizmów działań instytucji sfery budżetowej. To bardzo dobra ścieżka rozwoju zawodowego. Druga możliwość dla osób świetnie znających specyfikę działania danego resortu i zainteresowanych polityką, to zaangażowanie się w działalność samorządową. Interesującą alternatywą są też spółki skarbu państwa, gdzie pracownicy administracji mogą z powodzeniem szukać pracy - wymienia dalej ekspert Konfederacji Lewiatan.

Związki walczą o więcej 

Inaczej na wysokość wynagrodzeń w strefie budżetowej patrzą przedstawiciele związków zawodowych. - Zostaliśmy, oszukani przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. Trzeba powiedzieć: dosyć dzielenia pracowników budżetówki na lepszych i gorszych, bo jedni otrzymują podwyżki na poziomie 30 proc., 20 proc., a inni na poziomie 2 proc. - mówił w połowie stycznia 2019 przewodniczący NSZZ "Solidarność" Piotr Duda. 

Wskazywał, że "S" domaga się proporcjonalnych podwyżek - takich jak w służbach mundurowych - dla całej budżetówki. Duda przypomina również konieczność odmrożenia funduszu socjalnego. - Pan premier (Mateusz Morawiecki) obiecał, że będzie odmrożony o dwa lata wskaźnik funduszu, jest odmrożony o rok. My się z tym nie zgadzamy, jeżeli w dalszym ciągu PiS będzie w taki sposób prowadził swoją politykę, to Solidarność potrafi protestować - powiedział Piotr Duda.

fot. PTWP fot. PTWP

Z kolei Dorota Gardias, przewodnicząca Forum Związków Zawodowych pytana w rozmowie z PulsHR.pl pytana o to dlaczego głownie strajkują branże związane ze sferą budżetową, zaś pracownicy zatrudnieni w przedsiębiorstwach prywatnych łatwiej dogadywali się w ubiegłym roku w kwestii podwyżek, mówi tak: - To jasno pokazuje, że mamy problem w relacjach między pracownikami a państwem polskim. A to państwo polskie powinno dawać przykład, jak rozwiązywać takie spory. Nie na ulicy, a w miejscu do tego przeznaczonym, czyli RDS. 

Wskazywała też na drugi element determinujący walkę o podwyżki - transfery socjalne, które w ostatnich latach uruchomił rząd. - Mowa tu m.in. o programie Rodzina 500 plus czy Dobry Start, wprowadzeniu stawki godzinowej czy cofnięciu reformy emerytalnej. Wysłano wtedy jasny sygnał do społeczeństwa, że rząd posiada możliwości podwyżkowe. Co ważne, przez wiele lat podwyżek nie było, a ciśnienie cały czas rosło - komentowała szefowa FZZ.

Warto przypomnieć, że pod koniec lutego szefowie "S" spotkali się z przedstawicielami rządu. Po spotkaniu rzecznik prasowy przewodniczącego "S" Marek Lewandowski wyjaśnił, że członkowie KK "S" podczas posiedzenia w Gdańsku przeanalizowali wyniki poniedziałkowych (25.02.) rozmów, które odbyły się w siedzibie PiS w Warszawie i poinformował o dalszej woli prowadzenia rozmów.

- Uznali, że w wielu kwestiach możliwe jest porozumienie i należy te rozmowy kontynuować. Komisja Krajowa powołała swoich przedstawicieli do dwóch zespołów roboczych, które będą negocjowały konkretne porozumienia. Jednocześnie postanowiła nie zawieszać prac sztabu protestacyjno-strajkowego, który 19 marca oceni przebieg negocjacji i podejmie decyzje o dalszych działaniach - poinformował Lewandowski.



www.pulshr.pl | 26-01-2020 19:50:05