Spadła liczba Ukraińców w ZUS. Obawy rosną


Katarzyna Domagała-Szymonek - 11 lut 2019 20:18


Zakład Ubezpieczeń Społecznych podał, że po raz pierwszy od kilku lat zmniejszyła się liczba obywateli Ukrainy ubezpieczonych w ZUS. Eksperci są zgodni, że bez kolejnych nowelizacji przepisów prawa, ten trend może być stały.

ZUS od czterech lat odnotowywał wzrost liczby obywateli z ponad 170 krajów. Teraz ten trend został zatrzymany. Pod koniec 2015 r. Zakład Ubezpieczeń Społecznych notował 185 tys. ubezpieczonych cudzoziemców. Równo rok później było ich już 293 tys., a kolejne 16 tys. założyło własną działalność gospodarczą. Największy skok dokonał się w latach 2017/2018. Jesienią konta w ZUS uzupełniały składki od 587 tys. legalnie zatrudnionych cudzoziemców, zaś 17 900 cudzoziemców deklarowało wówczas opłacanie składek samodzielnie.

Ostatni duży wzrost liczby ukraińskich pracowników ZUS odnotował między lipcem a październikiem 2018 r. W pierwszym wakacyjnym miesiącu pracodawcy deklarowali zatrudnienie w placówkach ZUS 418,5 tys. naszych wschodnich sąsiadów. Po kwartale liczba ubezpieczonych Ukraińców wzrosła aż do 441 tys. Obecnie ZUS ma w swoim systemie nieco ponad 420 tys. mężczyzna i kobiet z paszportem tego kraju. To wyraźna różnica na minus. Co oznacza dla polskich pracodawców?

Sąsiedzi kuszą skutecznie

Zdaniem Krzysztofa Inglota, prezesa zarządu Personnel Service, agencji specjalizującej się w rekrutacji pracowników z Ukrainy, spadek liczby pracowników z tego kraju w rejestrach ZUS w ostatnim kwartale wynika przede wszystkim z ich odpływu do naszych zachodnich i południowych sąsiadów. - Czesi, Słowacy, Węgrzy i Niemcy ściągają pracowników z Ukrainy. Zdarza się, że pracują w tych krajach na czarno - zimą w budownictwie, zwłaszcza przy pracach wykończeniowych, a w sezonie wiosenno-letnim także w ogrodnictwie i rolnictwie - komentuje nasz rozmówca.

Także Ewa Klimczuk, country manager w Work Service w Polsce uważa, że spadek  najprawdopodobniej jest spowodowany szerszym otwarciem naszych sąsiadów - Czechów, Słowaków, Węgrów - na pracowników z Ukrainy.

- Czesi i Słowacy nieustanie poszukują pracowników do branży motoryzacyjnej i w sposób naturalny zwrócili się na Wschód. Jeżeli oprócz lepszego uposażenia, państwa te, zaoferują Ukraińcom minimalne formalności to polscy przedsiębiorcy będą mieli jeszcze większe problemy z zatrzymaniem lub pozyskaniem nowych pracowników ze Wschodu. Czy będzie to stały trend, będziemy mogli stwierdzić na podstawie danych z kolejnych kwartałów - komentuje Klimczuk.

Czytaj więcej: Praca za granicą: Zarobki i warunki zatrudnienia w najpopularniejszych krajach bez tajemnic

Jak dodaje Inglot, wcześniejszy wzrost liczby Ukraińców zarejestrowanych w ZUS w Polsce wynikał m.in. ze zmniejszania się grupy pracującej u nas na czarno, co zawdzięczaliśmy uszczelnieniu procedury związanej z oświadczeniami.

- Niestety polscy pracodawcy wciąż nie mają łatwo z biurokracją i ograniczeniami czasowymi w zatrudnianiu Ukraińców. Zmiany, które podjęliśmy były dobre, ale niewystarczające w stosunku do potrzeb. Jeśli chcemy pozostać konkurencyjnym rynkiem pracy dla osób ze Wschodu niezbędne są kolejne nowelizacje przepisów. Tym bardziej, że nasi wschodni sąsiedzi także bardzo chętnie pracowaliby i zostawali u nas na dłużej, gdyby umożliwiało im to prawo - przestrzega Inglot.

Widać sezonowość

Z kolei Tomasz Dudek, dyrektor zarządzający OTTO Work Force Polska uważa, ze spadek w rejestrach ZUS, przede wszystkim może wynikać z sezonowości. - W IV kwartale mamy zwykle większe zapotrzebowanie na pracowników w logistyce czy handlu, które to wraz z końcem roku wygasa. Z drugiej strony na pewno ogromne znaczenie ma to, że o pracowników z Ukrainy jest coraz trudniej. Konkurujemy o nich z innymi krajami, np. ze Słowacją, która od stycznia wprowadziła specjalne udogodnienia w zatrudnianiu pracowników spoza Unii Europejskiej - mówi Dudek.

Także Andrzej Kubisiak, ekspert rynku pracy z Polskiego Instytutu Ekonomicznego jest zdania, że do danych ZUS należy podchodzić z zimną głową, bo mogą być spowodowane efektem sezonowości.

- Fakt, że w okresie wakacyjnym odnotowano rekordowy poziom zatrudnienia pracowników cudzoziemskich na naszym rynku pracy, nie powinien dziwić, bo jest związany z wakacyjnym sezonem na pracę. Stąd po zakończeniu tego okresu mogło dojść do korekty - komentuje w rozmowie z PulsHR.pl. Jego zdaniem, abyśmy mogli ocenić czy to długotrwały trend należy poczekać do musieli poczekać na pełniejsze dane.

Nowa polityka Niemiec

Warto przypomnieć, że "duży apetyt" na specjalistów spoza krajów Unii Europejskiej mają Niemcy. W grudniu przyjęli przepisy ułatwiające wykwalifikowanym pracownikom spoza UE imigrację zarobkową do Niemiec. - Wiemy, że niemiecka gospodarka potrzebuje siły roboczej z krajów trzecich (spoza UE). Najwyższy czas, by stworzyć podstawę prawną, która to umożliwi - mówił w dzień przyjęcia przez niemiecki rząd nowych rozwiązań szef MSW Niemiec Horst Seehofer.

Choć nowe zapisy mają wejść w życie od 1 stycznia 2020, już teraz budzą sporo emocji. Pojawiają się głosy, że polski rynek pracy zaczyna odczuwać przedsmak tego, co nas czeka, gdy nowe prawo wejdzie w życie. Z tym stwierdzeniem nie zgadza się Kubisiak.

- Póki co na pewno nie powinniśmy wiązać tych danych z nową polityką migracyjna Niemiec. Jeżeli część personelu z Polski wybiera pracę u naszych zachodnich sąsiadów, to albo znajdują się w szarej strefie, albo legalizują zatrudnienie, na dotychczasowych zasadach przyjętych dla Państw znajdujących  się poza Unią Europejską. Potencjalny odpływ obywatel Ukrainy z naszego rynku pracy do Niemiec na nowych warunkach może nastąpić najwcześniej od początku 2020 roku i o to przy założeniu, że proces legislacyjny nie ulegnie opóźnieniu - uważa ekspert PIE.

O jakiej skali odpływu możemy mówić? W tej kwestii opinie również są podzielone. Według szacunków Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Polskę może opuścić od 500 tysięcy do nawet miliona Ukraińców. Z kolei pojawiają się też opinie, że stawiane pracownikom wymagania są nadal tak wysokie, że mało komu uda się je spełnić. Aby zostać legalnym pracownikiem, Ukraińcy będą musieli m.in. znać język niemiecki i mieć wystarczającą ilość pieniędzy, aby się utrzymać do czasu, aż znajdą pracę i udowodnią swoje kwalifikacje. Takim wymaganiom uda się sprostać 20 - 80 tys. cudzoziemcom pracującym w Polsce.

Niemieckie inicjatywy legislacyjne z pewnością wymagają rozważnej obserwacji, ale obawy dotyczące odpływu siły roboczej z Polski są przedwczesne - mówi adwokat Joanna Torbé, specjalistka ds. prawa pracy Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia (SAZ).

Emocje studzi Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. - Nie wierzę w głosy ekspertów, którzy mówią, że 60 proc. obywateli Ukrainy wyjedzie z Polski, nie wyjedzie - podkreślał w Polskim Radiu 24 wiceminister Stanisław Szwed. Jego zdaniem Polska ma przewagę nad Niemcami, ponieważ Ukraińcy łatwiej się asymilują i uczą języka w Polsce niż u naszych zachodnich sąsiadów.

Wiceminister przyznaje, że jedynym argumentem przemawiającym za pracą u naszych zachodnich sąsiadów, którego w Polsce nie uda się przebić, jest wynagrodzenie. Różnicy w tej kwestii nie uda się zniwelować.

- To, co my, jako Polska powinniśmy zrobić, aby zapobiegać odpływowi pracowników z Ukrainy, to przede wszystkim uproszczenie procedur przedłużania pobytu w naszym kraju, które są obecnie bardzo skomplikowane przez co pracownicy z Ukrainy są często zmuszeni do wyjazdu - podsumowuje Tomasz Dudek z OTTO Work Force Polska.



www.pulshr.pl | 21-11-2019 21:46:00