Niemcy otwarte na specjalistów spoza UE. Polska zostanie krajem tranzytowym dla Ukraińców


KDS - 7 sty 2019 20:00


Exodusu nie będzie, ale Polska stanie się dla Ukraińców krajem tranzytowym do Niemiec - w ten sposób otwarcie niemieckiego rynku pracy na specjalistów spoza UE oceniają eksperci z Trenkwalder, firmy która oferuje usługi personalne w centralnej i wschodniej Europie.

Przyjęty przez niemiecki rząd projekt zakłada, że łatwiej w Niemczech pracę znajdą przede wszystkim osoby z dyplomem uczelni wyższej, posiadające konkretne kwalifikacje zawodowe. Ponadto projekt wprowadza ujednolicenie definicji pracownika wykwalifikowanego (obejmującej absolwentów wyższych uczelni oraz pracowników posiadających kwalifikacje zawodowe), ułatwienia dla osób wykwalifikowanych, znających język i zapewniających sobie utrzymanie podczas poszukiwania pracy, uproszczenie procedur w organach imigracyjnych.

Niemiecki rząd planuje też usprawnić procedury administracyjne. Chodzi m.in. o procedury wizowe, działania reklamowe, przyspieszenie uznawania zagranicznych kwalifikacji edukacyjnych oraz wsparcie językowe.

Projekt musi przejść jeszcze ścieżkę legislacyjną. Nowe prawo wejdzie w życie 1 stycznia 2020 r. Polscy przedsiębiorcy mają więc rok na przygotowanie się na ewentualny odpływ pracowników z Ukrainy.

Bariery są, nawet po zmianach

Zdaniem ekspertów z Trenkwalder to, że odpływ pracowników nastąpi, jest pewne. Ważne pytania dotyczą liczby pracowników, których skusi praca u naszego zachodniego sąsiada oraz możliwości zatrzymania potencjalnych "uciekinierów". Na przeszkodzie stoi jednak nadal kilka barier, które mogą spowolnić eksodus.

Jak zaznaczają, pierwsza to roczny proces wdrożenia nowej ustawy, która ma scalić około 50 różnych regulacji. W dodatku nowe prawo ma obowiązywać tylko 2,5 roku. Jeśli Bundestag uzna, że jest więcej minusów niż plusów, to ustawy nie przedłuży. Tym samym pryśnie perspektywa dłuższego zarobku, który mógłby zrekompensować wysokie koszty utrzymania w Niemczech. Niemieckie urzędy będą także weryfikować posiadane doświadczenie zawodowe.

System kształcenia zawodowego w Niemczech jest specyficzny i znacznie odbiega od systemów funkcjonujących w innych krajach. Uznanie kwalifikacji może nie być takie proste. Do otrzymania wizy uprawniającej do półrocznego pobytu w Niemczech i poszukiwania pracy potrzebne będzie też odpowiednie wykształcenie (wyższe lub zawodowe) i znajomość języka niemieckiego.

fot. Shutterstock fot. Shutterstock

Ta ostatnia jest drugą, bardzo ważną barierą. Język polski jest podobny do ukraińskiego, co pozwala Ukraińcom na podjęcie w Polsce pracy "od ręki". Lepsza znajomość polskiego i odpowiednie kwalifikacje dają zaś możliwość podjęcia bardziej specjalistycznej pracy - nawet na stanowiskach kierowniczych. Niemieccy pracodawcy nie są tak elastyczni.

- Z naszego doświadczenia w zatrudnianiu Polaków w dużych przedsiębiorstwach w Niemczech wiemy, że niemieccy pracodawcy nie stosują specjalnych taryf ulgowych wobec cudzoziemców, którzy przyjeżdżają do nich do pracy. Od pierwszego dnia traktują ich tak, jak każdego nowego niemieckiego pracownika i oczekują znajomości języka niemieckiego przynajmniej na poziomie B2. Mieliśmy nawet taki przypadek, że na stanowisko kierowcy wymagany był płynny niemiecki - mówi Ewelina Glińska-Kołodziej, dyrektor operacyjny w agencji zatrudnienia Trenkwalder.

Czytaj więcej: Nowe prawo i nowe fabryki w Niemczech. Odbiorą nam ostatnich pracowników?

Ich zdaniem taryfy ulgowej może nie być również w organizacji pracy i życia w Niemczech, bo niemieccy pracodawcy oczekują samodzielności.

- W Polsce nauczyliśmy pracowników z Ukrainy "prowadzenia za rękę" od pierwszego dnia pobytu. Oprócz zapewnienia zakwaterowania oraz formalności związanych z legalizacją pobytu, pracownik z Ukrainy często otrzymuje wsparcie dwujęzycznego koordynatora, który pomoże mu się wdrożyć. W efekcie brak znajomości języka polskiego nie jest przeszkodą - twierdzi Daniel Sola, kierownik projektów międzynarodowych w Trenkwalder.

Jak dodaje, z jego najnowszych informacji wynika, że niemieccy pracodawcy nie oferują zaplecza mieszkaniowego, a formalności związane z meldunkiem są skomplikowane. - Nie ma także koordynatorów wspierających, a jeżeli są, to raczej w ograniczonej ilości. Czas pokaże, czy w ciągu roku niemieccy pracodawcy przygotują udogodnienia podobne do tych w Polsce - dodaje Sola.

Polska - kraj postoju

W efekcie tych niedogodności pracownicy z Ukrainy, którzy będą chcieli wyjechać za pracą do Niemiec, będą potrzebowali czasu na zebranie pieniędzy i spełnienie wytycznych, jakie uprawniają ich do wyjazdu z Polski. Na wyjazd do Niemiec potrzebne są dużo większe środki. Dlatego, nawet od stycznia 2020 r., raczej nie musimy obawiać się natychmiastowego odpływu ukraińskich pracowników.

- Spodziewamy się, że Polska stanie się miejscem tranzytowym dla pracowników z Ukrainy. Przez kilka miesięcy będą zarabiać u nas na wyjazd do Niemiec. Prawdopodobnie stąd będą też szukać ewentualnego zatrudnienia w Niemczech. Nie mówimy więc o masowych wyjazdach, ale o stopniowym procesie - podkreśla Ewelina Glińska-Kołodziej.

Czytaj więcej: Płaca minimalna w krajach Unii Europejskiej. Gdzie jest najwyższa?

Z kolei Ihor Brekhnich, koordynator zatrudniana obcokrajowców w Trenkwalder, wskazuje, że również sami Ukraińcy pracujący w Polsce nie zakładają scenariusza exodusu.

- Wiele osób jest zainteresowanych ułatwieniami, jakie planuje rząd niemiecki, kuszą wyższe zarobki, ale Ukraińcy sami ostrożnie podchodzą do tego tematu i nie wyobrażam sobie, aby masowo wyjeżdżali w ciemno do Niemiec, jak tylko ten kraj otworzy im granice. Wiąże się to ze znacznie wyższymi kosztami, a przecież zanim ktoś znajdzie sobie pracę, to musi się wcześniej utrzymać, zapłacić za mieszkanie, tym bardziej, że Ukraińcy przebywający przez pierwszy okres na terenie Niemiec nie mogą liczyć na wsparcie socjalne. Stąd przewiduję, że na początku będą wyjeżdżały pojedyncze osoby, a gdy się zaaklimatyzują, będą rekomendować wyjazd znajomym - komentuje.

Dziś czas działa jeszcze na korzyść polskiego rynku pracy. Nie oznacza to jednak, że polscy pracodawcy mogą spać spokojnie. Już teraz należy podjąć kroki, które pomogą minimalizować odpływ ukraińskich pracownikówy.

Wynagrodzenie nie do przebicia

Choć – jak wskazują eksperci z Trenkwalder – zdarza się, że Ukraińcy zarabiają w Polsce więcej niż Polacy na tym samym stanowisku, to nadal nie jesteśmy w stanie konkurować wynagrodzeniem z niemieckimi pracodawcami. Minimalne wynagrodzenie w styczniu 2018 r. w Polsce wyniosło 480 euro, a w Niemczech 1498 euro. Różnica jest więc spora.

fot. Shutterstock fot. Shutterstock

Co w takiej sytuacji mogą zrobić polscy przedsiębiorcy, żeby zatrzymać pracowników z Ukrainy?

- Moim zdaniem nie ma sposobu na zatrzymanie pracownika, dla którego najważniejsze jest wynagrodzenie. A jest to większość niewykwalifikowanych pracowników produkcyjnych. Niemcy oferują wynagrodzenie trzykrotnie wyższe niż w Polsce. Możemy natomiast powalczyć o pracowników wykwalifikowanych, specjalistów. Warto zaproponować im umowę na dłuższy okres lub na stałe, pomoc w osiedleniu się i sprowadzeniu rodziny - mówi Ewelina Glińska-Kołodziej.

Polskim przedsiębiorcom może pomóc mniejsza biurokracja. Chociażby usprawnienie wydawania dokumentacji. I tu apel do rządu i urzędników, bo dzisiaj proces legalizacji zatrudnienia, w zależności od urzędu, trwa nawet kilka tygodni. To czas, w którym ani pracownik, ani jego przyszły pracodawca nie zarabiają. Dla obywateli z Ukrainy to kluczowe, aby nie tracić czasu oraz nie ponosić niepotrzebnych kosztów w oczekiwaniu na podjęcie legalnej pracy w Polsce.

Czytaj więcej: Pensja minimalna w górę. Tempo wzrostu za wysokie?

Ważnym argumentem do pozostania w Polsce może być również poczucie stabilizacji i informacja
o perspektywie stałego zatrudnienia.

- Pracodawcy, którzy chcieliby zatrudnić pracownika z Ukrainy na dłuższy czas, powinni jak najszybciej wystąpić o pozwolenie na pracę na długie okresy. To pomoże zatrzymać pracowników. Jednak wiemy, że dla wielu polskich firm procedury legalizacji pobytu oraz zatrudnienia są skomplikowane i czasochłonne - dodaje Glińska-Kołodziej.

Pracodawcy, którzy zatrudniają na krótkie okresy, czyli od trzech do sześciu miesięcy, mogą faktycznie mieć w przyszłości problemy kadrowe. Podobnie przedsiębiorcy, którzy oferują najniższe wynagrodzenia i już dziś mają dużą rotację wśród pracowników z Ukrainy. Ci powinni już teraz zastanowić się, czy nie warto pomyśleć o pracownikach z bardziej odległych lokalizacji, np. Bangladeszu lub Nepalu. Decyzję należy podejmować szybko, bo sam czas oczekiwania na wizy dla pracowników z tych krajów to nawet dziesięć miesięcy.



www.pulshr.pl | 17-02-2020 14:57:22