Wydajność polskich pracowników rośnie najszybciej na świecie. A płace wcale nie


Katarzyna Domagała-Szymonek - 21 sty 2019 7:14


W ostatnim ćwierćwieczu wydajność polskich pracowników rośnie szybciej niż średnie zarobki w naszym kraju. Od 1995 do 2017 r. ten pierwszy wskaźnik skoczył w górę dwuipółkrotnie, zaś średnie wynagrodzenie tylko 1,7 raza. A w produkcji, w efekcie rewolucji technologicznej i robotyzacji może być jeszcze gorzej. Okazuje się np., że w USA od 1980 roku do czasów obecnych wydajność pracowników podwoiła się, jednak wynagrodzenie pracowników produkcji zostało mniej więcej na tym samym poziomie.

Najniższe bezrobocie w tym wieku, rekordowa liczba ofert pracy czekających na chętnych czy deklaracje pracodawców o planowanym zatrudnieniu czy podnoszeniu płac w 2019 roku. Wydawać by się mogło, że sytuacja na polskim rynku pracy z perspektywy pracownika jest bardzo dobra. Na pierwszy rzut oka rzeczywiście tak jest. Na dowód można przytoczyć dane Głównego Urzędu Statystycznego, z których wynika, że wydajność pracy w przemyśle w okresie styczeń-lipiec 2018 r. wzrosła o 3,9 proc. rok do roku przy większym o 2,7 proc. zatrudnieniu i wzroście przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto o 7,4 proc. Jednak, jeśli spojrzymy na długofalowe dane dotyczące korelacji między wzrostem naszej wydajności, a wzrostem naszych zarobków, z perspektywy pracownika sytuacja jest dużo mniej optymistyczna.

Dwa i pół raza szybciej

Jak wynika z danych OECD, przeanalizowanych przez nas, wydajność pracy wśród polskich pracowników odnotowuje spektakularne wzrosty, wynagrodzenia rosną wolniej. Pod względem wzrostu wydajności wypadamy niemal najlepiej na świecie. Wyprzedza nas jedynie Korea Południowa i Irlandia. Co nie oznacza, że wypadamy dobrze. Polska nadal znajduje się na szarym końcu.

Zestawiając te wartości z danymi dotyczącymi wzrostu wynagrodzeń (źródło OECD), okaże się jednak, że wydajniejsze pracowanie nie opłaca się tak, jak można się było spodziewać (wskaźnik wydajności rośnie dużo szybciej niż średnie zarobki). Na przestrzeni ostatnich 1995 -2017 wydajność wzrosła 2,5 raza, natomiast nasze średnie zarobki tylko 1,7 raza.

Skąd aż taka różnica?

- Dziś wiemy, że w latach 90. w zdecydowanej większości przedsiębiorstw mieliśmy do czynienia z przerostem zatrudnienia. Tym samym efektywność pracowników była stosunkowo niska. Co więcej, to, co tworzyło nasze PKB, było nisko przetworzone, stąd i wartość dodana była stosunkowo niska. Obecnie, kiedy dostarczamy na rynek produkty, które są znacząco bardziej przetworzone, a tym samym generują znacząco wyższy poziom wartości dodanej, za które ktoś jest skłonny więcej zapłacić, to w przeliczeniu na pracownika PKB zaczyna przyrastać - wyjaśnia dr Bartłomiej J. Gabryś, ekonomista z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Rozwarstwienie będzie rosło

Pytany o to, w jakim kierunku będzie zmieniała się zależność między wydajnością a zarobkami w Polsce, wskazuje, że nasz kraj pod względem wydajności jest na kursie prorozwojowym, nastawionym na nowe technologie, choć ciągle mocno osadzonym w nurcie efektywności pracy.

- Badania przedsiębiorczości w wymiarze międzynarodowym (GEM Consortium) dzielą gospodarki świata na trzy główne typy. Do tej pory znajdowaliśmy się w grupie państw, których gospodarki bazują na efektywności i koszcie pracy, czyli kluczowy był obszar kosztów. To było głównym argumentem przemawiającym za nami. Ostatnie badania wskazują, że praktycznie weszliśmy do grupy państw, które opierają swoją gospodarkę na innowacyjności. Nie mam pewności co do trwałości tych procesów, ale jeśli wzmocnimy jeszcze część dotyczącą transferu wiedzy związanej z obszarem „Badania i Rozwój”, jest szansa na utrzymanie tego pozytywnego trendu - podkreśla nasz rozmówca.

fot. shutterstock fot. shutterstock

Widać to również w danych GUS. Dowiemy się z nich, że na koniec I kwartału 2018 roku już co piąty Polak pracował na stanowiskach specjalistycznych (ponad 3,3 mln osób). Oznacza to prawie 5-proc. wzrost w porównaniu do roku ubiegłego oraz aż 25-proc. w odniesieniu do początku obecnej dekady.

Jednak zmiana ta nie spowoduje, że zarobki większości Polaków zaczną coraz szybciej rosnąć.

Zdaniem dra Gabrysia rozwarstwienie płac będzie coraz wyraźniejsze. Wyższe tempo wzrostu płac odnotujemy głównie w odniesieniu do wąskich grup specjalistów, których brakuje na rynku pracy. Ich średnie zarobki będą zmierzać w kierunku wyrównania na poziomie europejskim.

Natomiast w grupie pracowników wykonujących proste czynności zarobki pozostaną na podobnym pułapie, a przyrosty będą zdecydowanie niższe. - Już dziś doświadczamy napływu pracowników z Ukrainy, ten trend prawdopodobnie się utrzyma. Tym samym polscy pracownicy będą odczuwać rosnącą konkurencję na poziomie płac satysfakcjonującym głównie migrantów. Dla nich zarobki będą zadowalające, dla nas już mniej - wyjaśnia dr Gabryś.

Do czego może zmierzać taki model pokazuje bardzo jasno sytuacja w Stanach Zjednoczonych. Zmianom zachodzącym na amerykańskim rynku pracy przyjrzał się wraz z zespołem Josh Bivens dyrektor badań w Economic Policy Institute (EPI). Okazało się, że od 1980 roku do czasów obecnych wydajność pracowników podwoiła się, jednak wynagrodzenie pracowników produkcji zostało mniej więcej na tym samym poziomie. Oznacza to, że wzrost dochodów, jaki był efektem poprawy wydajności odczuli wyłącznie menedżerowie i właściciele firm. Jak wynika z raportu Bivensa, wynagrodzenia osób zajmujących najwyższe stanowiska na przestrzeni 1979 - 2007 poszły w górę o - bagatela - 150 proc.

Grafika: PTWP Grafika: PTWP

 

Korporacje pracują na PKB

Na nierównomierne rozkładanie się wzrostu wydajności w Polsce kilka miesięcy temu zwrócili uwagę ekonomiści z Forum Obywatelskiego Rozwoju. W swoim raporcie wskazali, że połowę polskiego PKB wytwarza co najwyżej 5,6 mln osób pracujących przede wszystkim w dużych spółkach kapitałowych.

Analitycy FOR zwracają uwagę, że w latach 1995–2015 krajowe przedsiębiorstwa prywatne odpowiadały za prawie połowę wzrostu wartości dodanej. 30 proc. wypracowały firmy z kapitałem zagranicznym. Przez dwie dekady o ponad 23 proc. zwiększyły mikroprzedsiębiorstwa. Natomiast w rolnictwie wydajność zmalała, a warto zaznaczyć, że w Polsce ten sektor zatrudnia ok. 10 proc. wszystkich pracujących.

- Utrzymywanie się dużych różnic produktywności w gospodarce w połączeniu z niską aktywnością zawodową negatywnie odróżnia Polskę od krajów Europy Zachodniej. Podczas gdy w Polsce połowę wartości dodanej wypracowuje bardzo ograniczona grupa, stanowiąca tylko 26 proc. populacji w wieku 20-64 lata, to w krajach takich jak Niemcy, Holandia, Szwecja czy Dania wskaźnik ten waha się między 38 proc. a 42 proc. - wskazują dr Aleksander Łaszek oraz dr Rafał Trzeciakowski, autorzy raportu o płacy i wydajności. 

Minimalna krajowa

Analizując dane na temat wynagrodzeń, wyraźnie zaznacza się rosnąca liczba osób zarabiających minimalną krajową. Jak wynika z danych GUS, w 2016 roku najniższą krajową zarabiało w Polsce 1,465 mln osób, zaś w 2013 roku taką pensję otrzymywało 1,337 mln pracowników, czyli o 128 tys. mniej niż trzy lata później.

Jednocześnie to właśnie w tej grupie wynagrodzenie rośnie najszybciej. Dane OECD wskazują, że od 1995 do 2017 r. wzrost uplasował się na poziomie 2,7, czyli pensje osób najmniej zarabiających rosły szybciej niż wydajność pracy. Nie jest to jednak efekt rynkowych decyzji a arbitralnych, często politycznie uwarunkowanych decyzji urzędników.

- Nie zmienia to faktu, że szybki wzrost płacy minimalnej, przyjmujący często wyższą dynamikę niż średniej krajowej, przełożył się na zawężenie siatki wynagrodzeń. W efekcie notujemy przyrost ilościowy osób zatrudnionych na minimalnych wynagrodzeniach przy osiąganiu rekordowo wysokich poziomów zatrudnienia. Ostatnie wskazania BAEL mówiły o ponad 16,62 mln Polaków aktywnych zawodowo, co jest najwyższym rezultatem od początku zbierania tych danych - komentuje dane Andrzej Kubisiak, ekspert ds. rynku pracy Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Od stycznia 2019 płaca minimalna wynosi 2250 złotych brutto, zamiast 2100 zł brutto obecnie. Wyższa będzie również stawka godzinowa. Z 13,70 pójdzie w górę do 14,70 zł.

Liderzy zestawienia

Najwyższe pozycje w zestawieniu OECD pod względem wydajności pracy zajmują kraje takie jak Luksemburg czy Irlandia. Jednak jak wskazują eksperci, są to przypadki wyjątkowe. By to zrozumieć, należy spojrzeć na to, w jakich branżach wytwarzane jest PKB. W każdym z nich sporą część generuje szeroko rozumiany segment finansowy oraz usługi związane z zarządzaniem spółkami właścicielskimi dużych koncernów zagranicznych.

- Nie jest sztuką napracować się. Ważne, by to, co oferujemy, miało w oczach klientów wartość, znacząco wykraczającą poza podstawowy poziom kosztów związanych z powstaniem danego produktu czy usługi. Nie bez znaczenia jest implementacja efektywnych systemów zarządzania zasobami organizacji, ze szczególnym uwzględnieniem zasobów ludzkich. Wtedy też wskaźnik efektywności pracy będzie znacząco rósł - komentuje dr Gabryś.

Jak wyjaśnia, doskonale widać to na przykładzie Irlandii, która buduje swoją przewagę w oparciu o wysokie technologie osadzone w zachętach finansowych i podatkowych.

- Nie bez powodu Google optymalizuje swoje dochody w Irlandii. Dzięki atrakcyjnym zachętom podatkowym oraz dostępowi do wysoko wykwalifikowanych pracowników, praktycznie z całej Europy, technologiczni giganci podejmują tam swoją działalność, a to pośrednio przekłada się na efektywność pracy - wyjaśnia.



www.pulshr.pl | 15-11-2019 04:05:11