Kto straci, a kto zyska na PPK? Mamy wyliczenia


Katarzyna Domagała-Szymonek - 6 gru 2018 12:00


Pracownicze Plany Kapitałowe nie rozwiązuje najważniejszego problemu przyszłych emerytów. Nie pomagają odpowiedzieć na pytanie, jak rozłożyć oszczędności, by na pewno starczyło na życie do ostatnich dni - oceniają ekonomiści z ośrodka badawczego GRAPE.

Przypomnijmy, nowy filar systemu emerytalnego ma wejść w życie wraz z nowym rokiem, z półrocznym vacatio legis. Pierwsze wprowadzą go największe firmy, zatrudniające powyżej 250 osób - od 1 lipca 2019 r. Przedsiębiorstwa zatrudniające co najmniej 50 osób będą musiały założyć PPK od 1 stycznia 2020 r., a zatrudniające co najmniej 20 osób - od 1 lipca 2020 r. Pozostałe podmioty będą musiały stosować ustawę od 1 stycznia 2021 r. Ten ostatni termin obowiązuje też podmioty należące do sektora finansów publicznych.

Czytaj więcej: PPK dla HR. Zobacz, ile można zyskać na starość 

PPK przeznaczone są dla osób zatrudnionych na umowę o pracę. Jak szacuje rząd, w sumie to ok. 11,5 mln pracowników. Na wyższą emeryturę składać się będą oni sami (od 2-4 proc. wynagrodzenia), pracodawcy (od 1,5-4 proc. pensji) oraz rząd, który ma wpłacać opłatę powitalną w wysokości 200 zł i roczną dopłatę z budżetu w wysokości 240 zł.

Gdy doczekamy 60. urodzin, będziemy mogli sięgnąć po uzbierane w PPK pieniądze (plus zyski od inwestycji kapitałowych, które przyniosły). Będzie można je wziąć jednorazowo lub w miesięcznych ratach przez 10 lat czy więcej lat. Ale po tym czasie, przez jaki seniorzy zdecydują się pobierać oszczędności z PPK, znów będą otrzymywaliby wyłącznie "gołą" emeryturę.

Czytaj też: PPK będą rewolucją dla pracodawców. Co z pracownikami? Zaufanie do oszczędzania zostało nadszarpnięte

Przegrani i wygrani

Jak wynika z raportu ośrodka badawczego GRAPE, na PPK straci 74 proc. obecnie żyjących Polaków, w tym 96 proc. emerytów. Bowiem choć zaproponowane przez rząd Mateusza Morawieckiego ulgi podatkowe (zwolnienie z podatku od dochodów kapitałowych) i dopłaty (powitalna i roczne) generują wystarczającą zachętę, aby przekonać wszystkich do uczestniczenia w PPK, to jednocześnie tworzą koszty fiskalne, które muszą zostać sfinansowane z jakichś źródeł.

Jak wyliczyli ekonomiści, dodatkowe obciążenia fiskalne wymagać będą podniesienia VAT o 0,7 pkt. procentowego (w analizie uwzględniono, że w całości wzrost ten zostanie sfinansowany przez VAT). 

Czytaj więcej: Wyższe emerytury dla nauczycieli dzięki PPK? Mamy wyliczenia

- Przecież rząd obiecując nam finansowe wsparcie na stare lata, skądś te pieniądze musi wziąć. Z naszej analizy wynika, że korzyści i koszty wprowadzenia PPK nie rozkładają się równomiernie pomiędzy rocznikami. Koszty reformy poniosą wszyscy, natomiast korzyści najbardziej odczują osoby młode, aktywne zawodowo - podkreśla Artur Rutkowski, ekonomista z GRAPE.

Jak dodaje, stratni będą szczególnie emeryci oraz osoby będące blisko przejścia na emeryturę. Oni poniosą koszty fiskalne na takich samych zasadach jak pozostali, ale nie skorzystają na ulgach i dopłatach w PPK. W ich przypadku okres oszczędzania będzie po prostu za krótki. Korzyści przeważają dopiero u osób urodzonych po 1990 roku, które są aktywne zawodowo.

Krótki okres oszczędzania to zdaniem dra Piotra Kani, ekonomisty z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, istotny czynnik zniechęcający np. górników do skorzystania z PPK. Po pierwsze, na przyszły dodatek do emerytury będą oni odkładali krócej, po drugie na dostęp do swoich pieniędzy będą musieli poczekać, będąc już na emeryturze.

- Jednak pamiętajmy, że nie jest to jedyny taki przypadek, gdzie w programach emerytalnych ustawiono wiek skorzystania z nich na "sztywno", bez uwzględniania różnic wiekowych w przechodzeniu na emeryturę - podkreśla ekonomista z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Lepsza dożywotnia renta

Ponadto, zdaniem ekspertów z GRAPE, PPK w obecnej formie nie rozwiązuje najważniejszego problemu przyszłych emerytów. Nie pomaga odpowiedzieć na pytanie, jak rozłożyć oszczędności, by na pewno starczyło nam na życie do ostatnich dni. Ich zdaniem wprowadzenie renty dożywotniej pozwoliłoby uniknąć dużej części negatywnych konsekwencji. Co więcej, z analizy GRAPE wynika, że na wprowadzeniu takiego rozwiązania (a nie 10-letnie raty), straciłoby znacznie mniej osób (ok. 53 proc.). Większa byłaby także skala redukcji ubóstwa.

- PPK pełnią rolę dofinansowania do oszczędności, a nie emerytury. A z oszczędnościami jest taki problem, że nikt z nas nie wie, jak długo będzie żył, więc nie wie, jak równo podzielić zebrane pieniądze do ostatnich dni - podkreśla Rutkowski.

Przyznaje też, że choć wprawdzie wypłatę świadczenia z PPK można rozłożyć na dłuższy okres niż przewidziane przez ustawodawcę minimalne 10 lat, jednak to też nie rozwiązuje problemu niepewnej długości życia. - Wydłużenie okresu pobierania świadczenie z PPK nie jest odpowiednikiem renty dożywotniej - dłuższy okres pobierania świadczenia i tak się kiedyś skończy. Co zrobimy jeżeli będziemy mieli pecha żyć dłużej niż planowaliśmy - pyta retorycznie Rutkowski.

Dr Kania przypomina, że świadczenie dożywotnie trzeba wypłacać w oparciu o technikę ubezpieczeniową, a w Polsce działalnością ubezpieczeniową mogą zajmować się zakłady ubezpieczeń na życie.

- Zostały one włączone do PPK, więc możliwe jest, że przygotują ofertę dla osób oszczędzających w PPK. Pamiętajmy też, że przedstawione teraz zasady z pewnością będą jeszcze ewoluować, by jak najlepiej dostosować je do potrzeb rynkowych - podsumowuje dr Kania.



www.pulshr.pl | 15-12-2018 15:00:26