Polska słynie z dobrych inżynierów. W czym są lepsi od Niemców?


Justyna Koc - 15 lis 2018 6:00


Polscy inżynierowie cieszą się dobrą opinią wśród pracodawców niemieckich. Za co cenią ich najbardziej?

Praca w Niemczech jest atrakcyjną alternatywą zatrudnienia dla polskich inżynierów. Na Zachodzie inżynier może zarobić dwa, trzy razy tyle co w Polsce. Ponadto może zdobyć cenne umiejętności i doświadczenie w międzynarodowej firmie.

Jak zaznacza Fabian Pietras, kierownik ds. rekrutacji w Antal, wyjazdy są przeważnie czasowe i służą podniesieniu kompetencji zarówno technicznych, jak i językowych. Zdarza się, że taki kandydat wraca po rocznym czy dwuletnim pobycie do Polski i zajmuje znacznie wyższe stanowisko.

Fot. NP Fot. NP

- Polski inżynier jest bardzo dobrze postrzegany przez zagranicznych pracodawców. Największą przewagę kandydatów do pracy stanowi unikalny zestaw kompetencji oraz wykształcenie techniczne. Pracodawcy zwracają również uwagę na takie cechy jak zadaniowość, odpowiedzialność za powierzone obowiązki czy umiejętność szybkiego dostosowania się do kultury organizacyjnej. Nasza mentalność i podejście do pracy nadal są uznawane za jedne z najbardziej elastycznych na tle innych krajów. Dlatego też Polacy są doceniani i częściej awansowani w strukturach firm – ocenia Fabian Pietras.

Czytaj też: Politechniki do lamusa? Tomasz Szpikowski: Musimy otworzyć niezależny Uniwersytet Industry 4.0

Przykładem jest rekrutacja, która obecnie prowadzi firma Bergman Engineering. Spółka szuka 500 pracowników do fabryki baterii do samochodów elektrycznych budowanej przez Daimlera w Kamenz. Około jedną trzecią zespołu będą stanowić inżynierowie, dla których największe znaczenie ma fakt, że będą pracować przy nowoczesnych technologiach. Doświadczenie zdobyte przy produkcji baterii do samochodów elektrycznych otworzy im wiele możliwości. Po paru latach będą mogli znaleźć pracę w innych europejskich firmach za wyższą stawkę.

Polski inżynier bardziej elastyczny i wydajny

Tomasz Szpikowski, prezes Bergman Engineering podkreśla, że polski inżynier bardzo szybko adaptuje się na obcym rynku pracy. Co więcej, jest bardzo elastyczny, jeśli chodzi o relokację. Natomiast niemiecki inżynier rzadko chce wyjeżdżać do oddziału firmy, który jest daleko od jego miejsca zamieszkania. Jest świadomy, że dobrze płatną pracę ma zapewnioną w mieście, w którym obecnie przebywa.

- Nie chodzi jedynie o wyjazd za granicę, ale także o przeprowadzkę do mniejszego niemieckiego miasta, np. do Wolfsburga, gdzie swoją centralę ma Volkswagen. Właśnie dlatego wiele koncernów sięga po polskich inżynierów – dodaje Szpikowski.

Inżynierowie z Polski są również bardziej elastyczni, jeśli chodzi o system pracy. Specjalista może wyjechać za granicę do pracy na wieży wiertniczej, a po pół roku wrócić na kilka miesięcy do Polski. Jest świadomy, że jedzie tam zarobić i nie ma nic przeciwko, jeśli musi zostać po godzinach.

- Dla niemieckiego inżyniera zadaniowy tryb pracy jest nie do zaakceptowania. Jeśli natomiast zdecyduje się na wyjazd, to oczekuje dodatku do pensji za rozłąkę z rodziną – wyjaśnia Tomasz Szpikowski.

Tomasz Szpikowski zaznacza również, że polski inżynier jest bardziej wydajny niż jego niemiecki kolega.

- Zdarzało się, że nasi pracownicy zatrudnieni w niemieckiej fabryce pracowali dwa razy szybciej niż inni. Zadawali wtedy pytanie, czy mają zwolnić i dostosować się do tempa pracy niemieckich kolegów, czy też pozostać na swoim poziomie – mówi Szpikowski.

Blaski i cienie polskiej edukacji

Polski inżynier ma szersze spojrzenie i procesowe podejście, co ma swoje plusy i minusy. Jak zaznacza prezes Bergman Engineering, niemiecki inżynier jest bardziej wyspecjalizowany i w swojej dziedzinie jest lepszym fachowcem.

- Jeśli jednak podczas realizacji projektu pojawia się problem wykraczający poza obszar jego specjalizacji, wówczas pracodawca jest zmuszony do zaangażowania innych specjalistów. Z kolei wykształcenie polskiego inżyniera jest bardziej uniwersalne, dlatego bardzo często rozwiązuje tego typu problemy - mówi Szpikowski.

Edukacja polskich inżynierów ma także swoje minusy. Jak wyjaśnia Tomasz Szpikowski, w Niemczech studenci mają zdecydowanie więcej kontaktu z biznesem podczas nauki. Dzięki temu ich kompetencje są bardziej dopasowane do oczekiwań pracodawców. Ponadto w Niemczech nauka na poziomie szkolnictwa zawodowego jest dużo bardziej rozwinięta. Inżynier jest ekspertem w wąskiej dziedzinie, a sprawami technicznymi zajmują się specjaliści średniego szczebla. W Polsce brakuje techników, dlatego bardzo często ich zadania wykonują inżynierowie.

- Jeśli mamy wykwalifikowaną kadrę średniego szczebla, to brakuje im z kolei umiejętności praktycznych, ponieważ w trakcie edukacji nie współpracowali z żadną firmą. W sytuacji gdy niemiecki pracodawca szuka techników z certyfikatami, proponujemy mu zatrudnienie inżyniera. Wywołuje to zdziwienie ze strony klienta. Oczywiście zakres jego kompetencji zostaje poszerzony, a stawka nieco podwyższona. Polski inżynier nie ma z tym problemu. Akceptuje fakt, że jednego dnia jest konstruktorem, a następnego dnia wykonuje zadania niemieckiego technika – wyjaśnia Szpikowski.

- Na taki stan rzeczy wpływa sytuacja na rynku pracy. Niemcy mogą sobie pozwolić na to, by pewne czynności wykonywali wykwalifikowani technicy, a inżynierowie skupiali się na swoich specjalizacjach. U nas dużo trudniej znaleźć specjalistów średniego szczebla niż inżynierów – dodaje.

Język i kompetencje miękkie pięta achillesową

Fabian Pietras zwraca uwagę na wyzwanie, z którym muszą zmierzyć się polscy inżynierowie - wymóg znajomości języka niemieckiego.

- Specjaliści, którzy mogą się pochwalić taką umiejętnością, nie tylko są atrakcyjnymi kandydatami dla zagranicznych firm, ale również w Polsce nie mogą narzekać na liczbę ofert pracy i konkurencyjne stawki – tłumaczy ekspert firmy Antal.

Również kompetencje miękkie są piętą achillesową polskich inżynierów, którzy są indywidualistami i nie potrafią pracować w zespole.

- Polski inżynier nie za bardzo lubi też pracę w zespole, bo nikt go na studiach tego nie uczy – tłumaczy Szpikowski. - Najlepszą kombinacją jest więc praca Polaka i Niemca w jednym "teamie" - dodaje.

Także Stefan Życzkowski, prezes spółki Astor w rozmowie z WNP.pl zaznacza , że dobry inżynier 3.0 to jest inżynier samodzielny, wykształcony, dążący do celu i działający często w pojedynkę. Natomiast w nowych technologiach już nie da się działać w pojedynkę, trzeba działać zespołowo.

- Ważna jest komunikatywność, sposób argumentowania, działania w zespole i osiągania większych celów przy współpracy zespołu, co jest zresztą naszą bolączką jako kraju. Niemcy są perfekcyjni w działaniu zespołowym, a Polacy są indywidualistami. Jednak indywidualiści nie będą mogli osiągać takich rezultatów jak zorganizowany zespół – dodaje Życzkowski.



www.pulshr.pl | 20-10-2019 11:03:04