Politechniki do lamusa? Tomasz Szpikowski: Musimy otworzyć niezależny Uniwersytet Industry 4.0


Justyna Koc - 5 lis 2018 6:00


– Należy utworzyć zupełnie nowy Uniwersytet Industry 4.0, który nie będzie zależny od jakiejkolwiek polskiej uczelni, jej skostniałych struktur i hermetycznego środowiska profesorów. Pracowaliby tam zarówno najlepsi specjaliści z całego świata, jak i z prywatnego biznesu z Polski – mówi Tomasz Szpikowski, prezes Bergman Engineering.

Czy polscy inżynierowie są gotowi na Przemysł 4.0?

Tomasz Szpikowski, prezes Bergman Engineering: - Polscy inżynierowie i programiści są na podium w światowych rankingach. Problemem jest jednak system edukacji, który nie jest dostosowany do Przemysłu 4.0. Jesteśmy w stanie wykształcić inżynierów 3.0, inaczej jest w przypadku czwartej rewolucji przemysłowej. W tym obszarze nie edukujemy.

W czym tkwi problem?

- W Polsce nie mamy ani jednej katedry, która zajmowałaby się Przemysłem 4.0. Żadna uczelnia nie ma nowoczesnych kierunków. W tej chwili prowadzimy rekrutację inżynierów do fabryki Daimlera w Kamenz. Wiedza niemieckiego inżyniera na temat technologii i produkcji baterii do aut elektrycznych jest na nieporównywalnie wyższym poziomie.

Odwrotnie jest w przypadku polskiego pracownika – politechniki nie wykształciły specjalistów z zakresu elektromobilności. Inżynierowie muszą się więc dokształcać. To jednak trwa. By dorównać wiedzą niemieckim inżynierom, muszą się mniej więcej rok szkolić.

Czytaj też: Zarobki inżynierów w Polsce. Presja płacowa stale rośnie

Czy polskie politechniki dostrzegają ten problem?

- Trwają rozmowy nad tym, by otworzyć nowe katedry. Problem w tym, że profesorowie zastanawiają się, w jaki sposób zmienić nazwy dotychczasowych kierunków, aby wykorzystać wiedzę zatrudnionych od dawna tych samych wykładowców. Nadal uczyliby starej technologii, ale pod bardziej nowoczesną nazwą. W ten sposób nie wykształcimy inżynierów 4.0. Uczelnie potrzebują napływu świeżej krwi z zagranicy. Trzeba ściągnąć do Polski fachowców, którzy znają nowoczesne technologie.

Myśli pan, że eksperci będą chcieli przyjechać do Polski, by wykładać na uczelniach?

- Według mojego pomysłu, zagraniczni specjaliści przyjechaliby do Polski, żeby dołączyć do zespołów badawczo-rozwojowych w polskich fabrykach.

Mieliby jednak dodatkowy obowiązek – ok. 20-30 proc. czasu musieliby poświęcić na prowadzenie wykładów na politechnikach. W ten sposób polscy inżynierowie zdobyliby wiedzę na temat data science, blockchain czy electromobility. Polscy profesorowie nie są w stanie tego nauczyć, ponieważ nie mieli styczności z tego typu technologiami.

By ściągnąć najlepszych z zagranicy, trzeba im sporo zapłacić. Skąd wziąć na to pieniądze?

- Mamy unijne fundusze przeznaczone na innowacje. To nie są małe kwoty, ale miliardy złotych. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju mogłoby przeznaczyć część tych środków na zakup zagranicznych kompetencji. Niech nawet stanowi to integralną część wsparcia projektów R&D – np. 20 proc. wartości projektu. Stać nas na to. Na całym świecie tak to funkcjonuje. Do Doliny Krzemowej przyjeżdżają eksperci i pracują nad nowoczesnymi technologiami. My natomiast dumnie chcemy wdrażać innowacje samodzielnie.

Warto również sięgnąć po kompetencje z prywatnego biznesu. Mamy specjalistów, którzy działają w obszarze Industry 4.0. Jeśli jednak uczelnie proponują 150 zł czy 300 zł za godzinę wykładu, to współpraca nie ma szans na powodzenie. Gdyby natomiast zapłaciły więcej, np. 5-7 tys. zł za dzień, to inżynierowie z prywatnych firm chętnie opowiedzą studentom o tworzeniu nowoczesnych technologii. Wtedy też uczelnie będą mogły otworzyć nowy kierunek, a nawet katedrę.

Możemy także zachęcić krajowe technologiczne firmy do współpracy poprzez wsparcie finansowe działów R&D. W zamian za dopłatę, przedsiębiorca będzie zobowiązany do wymiany wiedzy. Inżynierowie będą zobowiązani do wykładania na uczelniach.

Uda się zreformować uczelnie i przekształcić je w ośrodki kształcące inżynierów 4.0?

- Nie do końca wierzę w wewnętrzną reformę uczelni. Profesorowie nie mają interesu w tym, by zatrudnić lepszych i bardziej dynamicznych ekspertów. Nikt nie jest tym zainteresowany.

Jakie widzi więc pan rozwiązanie?

- Należy utworzyć zupełnie nowy Uniwersytet Industry 4.0, który nie będzie zależny od jakiejkolwiek polskiej uczelni, jej skostniałych struktur i hermetycznego środowiska profesorów.

Pracowaliby tam zarówno najlepsi specjaliści z całego świata, jak i z prywatnego biznesu z Polski. Jak już wspomniałem, zajmowaliby się obszarem „czwartej rewolucji przemysłowej”, a część swojego czasu przeznaczyliby na aktywny kontakt z biznesem, który będzie wskazywał nowe kierunki rozwoju.

Rząd przystanie na ten pomysł?

- Staram się przekonać rząd do mojego pomysłu. Miałem spotkanie m.in. z minister rozwoju Jadwigą Emilewicz. Politycy zaczynają dojrzewać do tego, by podjąć taki krok. Nikt póki co nie stwierdził, że pomysł jest chybiony. Politycy widzą, że na bazie starych politechnik nie zbudujemy nowoczesnej uczelni. Mając pieniądze możemy stworzyć uniwersytet od podstaw z młodymi, ambitnymi ludźmi, którzy mają otwarte umysły. Myślę, że jesteśmy w stanie zrobić to w ciągu roku.

Co więcej, stworzenie Uniwersytetu Industry 4.0 pobudzi do działania państwowe uczelnie. Żaden student nie będzie chciał podjąć nauki na politechnice, jeśli będzie mógł wybrać nowoczesny ośrodek.

Kontakt z prywatnymi koncernami będzie dodatkowym atutem. Być może uda się nawiązać współpracę z firmami, np. z Daimlerem czy Volkswagenem, i stworzyć dedykowane im katedry. Będziemy szkolić dla nich magistrów inżynierów przez pięć lat, ale ostatnie dwa lata spędzą w danym przedsiębiorstwie. To nasza jedyna szansa. Musimy pamiętać, że era taniej siły roboczej w Polsce skończyła się. Jeśli chcemy przyciągnąć innowacyjnych inwestorów, musimy im dostarczyć wykwalifikowaną kadrę. W przeciwnym razie nie ulokują w Polsce swoich działów badawczo-rozwojowych.

To ostatni dzwonek, by gonić Zachód?

- Czwarta rewolucja przemysłowa została ogłoszona w 2011 r. podczas targów w Hanowerze. Wtedy też po raz pierwszy użyto terminu Industry 4.0. Rok później powstała grupa robocza pod przewodnictwem szefa koncernu Bosh, która zleciła rządowi federalnemu wdrożenie rozwiązań mających na celu rozwój tej koncepcji. To trwa już siódmy rok. U nas z kolei nie ma ani jednej katedry czy kierunku związanego z Przemysłem 4.0. Trzeba to zmienić. Naszym największym kapitałem narodowym jest kapitał ludzki.



www.pulshr.pl | 05-04-2020 06:15:32