Przez polskiego urzędnika płakała. Teraz pomaga Ukraińcom przejść przez prawne formalności


KDS - 22 paź 2018 1:41


O problemach, z jakimi mierzą się Ukraińcy szukający pracy w Polsce, niemiłych wspomnieniach ze spotkań z urzędnikami czy podejściu polskich przedsiębiorców do pracowników zza wschodniej granicy rozmawiamy ze Swiatosławą Nykorowycz-Mendel, Ukrainką, która od ponad 10 lat mieszka w Polsce i prowadzi blog, na którym wyjaśnia zawiłości związane z podjęciem pracy w naszym kraju. A tych - jak się okazuje - nie brakuje.

Od blisko dwóch lat prowadzisz bloga, gdzie udzielasz porad Ukraińcom, którzy chcą przyjechać pracować w Polsce. Większość twoich wpisów dotyczy szeroko rozumianej "papierologii". Sprawy urzędnicze to aż tak duże wyzwanie?

Przez problemy z biurokracją byłam bliska zostawienia życie w Polsce i powrotu na Ukrainę. Więc tak, to bardzo duże wyzwanie. Moja mama pracuje w Polsce od 1999 roku. Długo namawiała mnie do przyjazdu, w końcu się na to zdecydowałam. Mając 16 lat, niemal z dnia na dzień zostawiłam znajomych i spakowałam walizki.

Swiatosława Nykorowycz-Mendel, ponad 10 lat przyjechała do Polski z Kołomyi (fot. Archiwum prywatne) Swiatosława Nykorowycz-Mendel, ponad 10 lat przyjechała do Polski z Kołomyi (fot. Archiwum prywatne)
Całkowitym zaskoczeniem i największym problemem były formalności związane z legalizacją mojego pobytu, szczególnie po uzyskaniu pełnoletności. Nigdy wcześniej nie przypuszczałam, że ze zrobieniem dokumentów może wiązać tyle trudności, przeżyć, nerwów i łez. Mając 18 lat jeszcze mieszkałam w Polsce z rodzicami (na studia do Warszawy pojechałam dopiero po ukończeniu 19 lat). Mimo to, że moja mama miała już stały pobyt na podstawie małżeństwa z Polakiem, a ja zostałam przez niego przysposobiona, wciąż nikt nie mógł znaleźć podstawy prawnej, która pozwoliłaby mi zostać w Polsce. Jedynym rozwiązaniem było coroczne wyrabianie zezwolenia na czas określony na podstawie kontynuowania nauki (najpierw w liceum, potem na studiach). W praktyce oznaczało to, że przez kilka lat nie mogłam wyjechać na Święta Bożego Narodzenia na Ukrainę do rodziny i znajomych, bo akurat sprawa legalizacji pobytu była w toku.

 

Nie mogło być aż tak źle...

Ale było, i to był dopiero początek tej historii. Sporo trudności miałam również z formalnościami po przeprowadzce na studia. W Warszawie wynajmowałam pokój i najzwyczajniej nie miałam gdzie się zameldować. Zameldowałam się w przy mamie w Puławach. Dopiero wtedy urzędnicy zgłupieli. Składałam wniosek o udzielenie zezwolenia na pobyt czasowy na podstawie studiów w Warszawie, meldunek miałam w Puławach. Nie było wiadomo, jaki urząd ma wydać decyzję, czy wojewódzki w Lublinie, czy w Warszawie. Zaczęło się wypytywanie sąsiadów, czy mieszkam pod wskazanym adresem. Niektórzy – czy nie chcąc mi robić problemu, czy rzeczywiście nie kojarząc mnie – mówili, że tutaj nie mieszkam. Wtedy dopiero musiałam się tłumaczyć.

Czytaj więcej: Pracownicy z zagranicy. Polscy przedsiębiorcy oczekują zmian

Jednak najbardziej zaskoczyło mnie zachowanie urzędnika podczas przesłuchania. Odnosił się do mnie strasznie, krzyczał, miał w głowie sformułowane odpowiedzi. Za każdym razem, jak odpowiadałam inaczej, wkurzał się i podnosił głos. Czułam się fatalnie, zaatakowana i poniżana. Najgorsze było to, że on zapisywał tylko to, co chciał. Wyszłam we łzach. Zadzwoniłam do mojego chłopaka, dziś męża i z płaczem powiedziałam: koniec, wyjeżdżam, nie dam więcej rady z tymi urzędnikami.

Szkoda, że nie byłam wtedy jeszcze na tyle dojrzała i świadoma swoich praw, by się po prostu nie przejmować. Bo problemy z formalnościami towarzyszyły mi od zawsze. Pewnie ciągle będą. Po prostu nauczyłam się je pokonywać.

Jakieś pozytywne wspomnienia z kontaktów z polskimi urzędnikami?

Spokojnie, większość jest pozytywnych. Tak skrajnie niemiłe zachowanie ze strony urzędnika spotkało mnie tylko raz. Ale zostanie w pamięci na długo. W trakcie załatwiania dokumentów spotkałam wielu sympatycznych i kompetentnych urzędników, którzy naprawdę chcieli pomóc, wytłumaczyć, poradzić, więc to raczej był wyjątek niż reguła. Jednak dużym problemem jest również fakt, że w stosunku do cudzoziemców jest sporo luk prawnych. Dlatego w nietypowej sytuacji urzędnicy po prostu nie wiedzą, co mają zrobić. Tylko dlaczego człowiek ma cierpieć?

Swiatosława na swoim blogu najczęściej wyjaśnia zawiłości z dokumentacją potrzebną do podjęcia legalnej pracy w Polsce. (fot. swiatowaslawa.tk) Swiatosława na swoim blogu najczęściej wyjaśnia zawiłości z dokumentacją potrzebną do podjęcia legalnej pracy w Polsce. (fot. swiatowaslawa.tk)
Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie to, jak Polacy odnosili się do mnie. Nie wiem, czy to kwestia odpowiedniego otoczenia, czy może inne przyczyny się na to złożyły. Sporo osób na Ukrainie straszyło mnie, że będę miała problem z zaaklimatyzowaniem się w Polsce, że w szkole będą się ze mnie śmiać, że będą wyzywać na ulicy. W ciągu 10 lat mojego pobytu spotkałam na swojej drodze bardzo miłe, sympatyczne osoby, nie czułam się wyśmiewana, nie dawano mi do zrozumienia, że jestem obca. Takich sytuacji było zaledwie kilka.

 

Jak polscy pracodawcy traktują pracowników z Ukrainy?

Ja mam same dobre opinie na ich temat. Raz pamiętam, że przed rozmową miałam napisać dyktando. Uśmiechnęłam się, napisałam i dostałam pracę. Byłam w niej bardzo dobrze traktowana. To, że znałam ukraiński było w niej dużą zaletą. Również do swojego obecnego pracodawcy nie mam żadnych zastrzeżeń.

Czytaj więcej: Personnel Service: Ukraińcy zarabiają tyle, co Polacy

Ale wiem, że nie wszystkie osoby z Ukrainy tak mają. Ja wcześniej włożyłam dużo wysiłku w to, by być konkurencyjną na rynku pracy. Zależało mi na tym, by znaleźć lepszą pracę niż większość imigrantów w Polsce. Trudno porównywać istniejącą kulturę pracy w sklepie, barze czy kebabie z pracą biurową, w korporacjach na wyższych stanowiskach. Jest wielu Ukraińców, których prawa są naruszane, pracują na czarno, mają problem, by pracodawca wypłacił im wynagrodzenie, znam takie historie od bliskich znajomych.

Jak reagujesz, kiedy słyszysz, że sąd warunkowo umarza postępowanie wobec przedsiębiorcy, który nie udzielił pomocy pracującej u niego nielegalnie Ukraince? Kobieta dostawała wylewu, a ten zostawił ją na przystanku autobusowym?

Zbulwersowała mnie ta sprawa. Jak można się tak zachowywać wobec innej osoby! Migrant z Ukrainy jest de facto sam, nie ma na miejscu rodziny, która się za nim wstawi. Na samo słowo "policja" trzęsie się i nie ma mowy o tym, że pójdzie i zgłosi sprawę. Dodatkowo taki pracodawca zapewne nie zachowałby się tak w stosunku do Polaka. Wtedy bałby się konsekwencji.

Nie jest łatwo udowodnić, że pracownik pracował u konkretnego pracodawcy (jeżeli praca była na czarno), szczególnie gdy się ma barierę językową i nie zna się swoich praw. Niektórzy pracodawcy czują i wykorzystują bezsilność Ukraińców. Między innymi dlatego założyłam bloga, żeby w swoim środowisku pomagać znaleźć uczciwego pracodawcę i uczyć o prawach pracowników.

Ukraińcy zgłaszają coraz więcej skarg na pracodawców do PIP. To dowód na to, że jesteście coraz bardziej świadomi swoich praw, czy statystka poszła w górę, bo i liczba Ukraińców wzrosła?

Składa się na to kilka czynników. Znacząco zwiększyła się liczba Ukraińców w Polsce, zatem pocztą pantoflową zaczynają się roznosić historie związane z nieuczciwym traktowaniem pracowników z Ukrainy. Za tym idą informacje o tym, jak w takiej sytuacji reagować, gdzie zgłaszać łamanie praw, u kogo szukać pomocy. Polscy pracodawcy często boją się kontroli z PIP, więc łatwo idą na ustępstwa.

Pamiętajmy o tym, że coraz więcej młodych Ukraińców przyjeżdża do Polski na studia. W tym czasie poznają prawa przysługujące pracownikom w Polsce. Często to oni są źródłem informacji dla swoich rodaków pracujących tutaj.

Zbulwersowała mnie ta sprawa. Jak tak można się zachowywać wobec innej osoby! - mówi o sprawie przedsiębiorcy, który nie udzielił pomocy pracującej u niego nielegalnie Ukraince. Kobieta dostawała wylewu, a ten zostawił ją na przystanku autobusowym (fot. Shutterstock) Zbulwersowała mnie ta sprawa. Jak tak można się zachowywać wobec innej osoby! - mówi o sprawie przedsiębiorcy, który nie udzielił pomocy pracującej u niego nielegalnie Ukraince. Kobieta dostawała wylewu, a ten zostawił ją na przystanku autobusowym (fot. Shutterstock)
Do tego powstaje coraz więcej organizacji, które swoim działaniem zwiększają świadomość Ukraińców na temat ich praw. Po trzecie rola mediów społecznościowych, np. Facebook ma sporo grup, gdzie można opisać swoją historię i zawsze ktoś doradzi, co najlepiej zrobić. Jest nawet taka bardzo fajna i pożyteczna grupa jak Pomoc prawna dla Ukraińców w Polsce i tam ludzie często wrzucają różne informacje, zaczyna się dyskusja, a kompetentne osoby udzielają rad.

 

A jak pracownicy z Ukrainy podchodzą do pracy w Polsce?

Różnie. Trudno generalizować, bo wszystko zależy od osoby i jej celu. Wyróżniłabym tu kilka kategorii pracowników. Ukraińcy, którzy przyjeżdżają na kilka miesięcy, by zarobić jak najwięcej. Wtedy chcą pracować jak najdłużej, czasami nawet na dwie zmiany, bez względu na formalności. Liczy się ilość, nie jakość.

Czytaj więcej: Cudzoziemcy na polskim rynku pracy. Liczba, wykształcenie, zadowolenie z pracy, złożone skargi

Z kolei Ukraińcy, którzy przyjeżdżają na dłużej, szukają dobrej, stabilnej pracy. Chcą wyrobić dokumenty, by móc ściągnąć rodzinę do Polski. Pracują solidnie, chcą utrzymać pracę. W dłuższej perspektywie poznają swoją wartość jako pracownika. Wiedzą, ile można zarobić i nie dają się oszukać. Jest też trzecia kategoria. To osoby, które przyjeżdżają na studia, inwestują w swoją przyszłość i potem chcą pracować na wyższych stanowiskach, dobrze zarabiać, czasami zakładają własny biznes.

Moja koleżanka pracuje w banku, gdzie zgłasza się coraz więcej klientów z Ukrainy. Zdążyła wyrobić sobie nieciekawe zdanie na wasz temat. Nie zna dobrze cyrylicy i ma duży problem z poprawnym wpisaniem adresu przelewu. Ostatnio stwierdziła, że łatwiej będzie, jeśli ona podszkoli się w waszym języku, bo was do nauki polskiego czy angielskiego w ogóle nie ciągnie.

Podstawą tych sytuacji jest niezrozumienie. Brak komunikacji to naprawdę wielki problem i dla zestresowanego klienta z Ukrainy, który zazwyczaj załatwia tę sprawę po raz pierwszy, i dla Polaka, który nie zna cyrylicy. Obecnie na polski rynek pracy wchodzi pokolenie Ukraińców, który skończyli studia w Polsce, łatwo mówią w dwóch językach i idealnie nadają się do prac polegających na obsłudze klientów ukraińskich niemówiących po polsku.

Co do obsługi w bankach, to już widać, że biznes zdał sobie sprawę, jaki potencjał drzemie w pracownikach ze Wschodu. Widziałam już kilka reklam banków, z których dowiemy się, że ich pracownicy obsługują klientów w języku ukraińskim czy rosyjskim.

W Niemczech właśnie trwają prace nad zmianą prawa otwierającą rynek pracy na specjalistów spoza UE, więc również z Ukrainy. Polscy przedsiębiorcy mają się czego obawiać? Ukraińcy wyjada tam do pracy?

Wszystko zależy od tego jakie zmiany wprowadzą Niemcy w swoim prawie. Na pewno część migrantów ekonomicznych skusi się większymi zarobkami. Pamiętajmy, że Ukraińcy wcześniej również przyjeżdżali do Niemiec, jednak większość wybierała Polskę przez bliskość geograficzną. Kiedyś to był kluczowy argument dla matek, które zostawiały dzieci pod opieką dziadków czy sąsiadów. Dziś nie ma on takiego znaczenia jak 20 lat temu. Linie lotnicze oferują przystępne ceny biletów. Okazuje się wtedy, że łatwiej dostać się z Ukrainy do Niemiec niż do Polski. Zawsze natomiast pozostanie bariera językowa, chociaż na Ukrainie większość uczniów uczy się w szkołach właśnie języka niemieckiego.

Moim zdaniem w zwiększeniu liczby ukraińskich migrantów zarobkowych w Niemczech kluczową rolę będzie odgrywać nie zmiana prawa (oczywiście to pomaga i zachęca), ale działanie ukraińskich pośredników oferujących pracę w Niemczech. Jeżeli zapewnią wygodne warunki, dobre wynagrodzenie i uczciwe traktowanie, to w dłuższej perspektywie Polska straci pracowników sezonowych.



www.pulshr.pl | 05-06-2020 05:48:12