Filozof, który został juhasem. Poznajcie Wojciecha Czabanowskiego


Katarzyna Domagała-Szymonek - 25 gru 2017 6:00


Lubię w życiu kosztować rzeczy rozmaitych, nieraz nieprzystających do siebie, które zapewniają różnorodność – mówi Wojciech Czabanowski, pracownik Instytutu Badań Edukacyjnych, doktorant filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz dyplomowany spec od wypasania owiec. Czyli juhas.

• Zmiany na rynku pracy wymuszają na pracownikach coraz częstsze przekwalifikowywanie się. 

• A gdyby tak niemal z dnia na dzień zostać juhasem?  

• Na taki krok zdecydował się Wojciech Czabanowski, doktorant filozofii z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zapewnia, że w nowym zawodzie będzie pracował. 

*****

Przygoda Wojtka z nowym zawodem zaczęła się od żartu. – Zobaczycie, kiedyś będę wypasał owce – śmiał się z kolegami. Wiosną 2017 dostał wiadomość z linkiem do kursu na juhasa. Zapisał się bez wahania. Jak zauważają eksperci, ludzi podążających za pasjami w życiu zawodowym jest coraz więcej. Bo sama zmiana zawodu dziś już nie jest trendem. Jest znakiem czasów.

Juhas jak złoto

Przyszły doktor filozofii (doktorat planuje zdawać z filozofii starożytnego Egiptu), mocno związany ze światem nauki, pochodzi z mieszczańskiej, krakowskiej rodziny. Kilka miesięcy temu przeniósł się do Warszawy. Pracuje na urzędniczym stanowisku w Instytucie Badań Edukacyjnych. Mieszczuch i wykształciuch chce paść owce? To fanaberia! Tak do jego pomysłu podchodzili bacowie. Nie chcieli cepra u siebie na bacówce. Miał spory problem ze znalezieniem osoby, u której odbyłby część praktyczną kursu. W końcu natrafił na swego. Praktykę zaczął u Jaśka Hyrczyka, bacy z bacówki na Baligówce.

Jasiek opowiadał, że od razu dostrzegł w swoim podopiecznym rasowego juhasa. Nie pomylił się. Wojtek jadąc na bacówkę, wiedział, że po zdanym egzaminie zostanie do końca sezonu. Nie zmienił zdania nawet po pierwszym dniu na hali.

fot. archiwum prywatne fot. archiwum prywatne

- Był początek czerwca, noc jeszcze zimna i mokra, komary gryzły jak szalone. Tragedia. O czwartej rano pobudka na dojenie owiec. A to nie jest prosta czynność. Owce tego nie lubią. Kopią, uciekają, wyrywają się. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, ile to będzie trwało – wspomina pierwsze godziny na bacówce. Później pasienie 400 owiec. Zapewnia, że to już czysta przyjemność – spacer po górskiej łące.

Co mu dało przekwalifikowanie? Psychiczną wolność – odpowiada bez wahania. Jak mówi, praca intelektualna na dłuższą metę jest stresująca i wyczerpująca. - Teraz wiem, że jeżeli zechcę, mogę zmienić zawód. Tym bardziej że na juhasów jest wielki popyt. Juhas jest jak złoto. Jeżeli zechcę, to mogę sobie pojechać w góry i wypasać owce – mówi.

fot.archiwum prywatne fot.archiwum prywatne

Przeprowadzka do Warszawy tylko utwierdziła go w przekonaniu, że miasto "na pełen etat" nie jest dla niego. – Wychodzę z mieszkania i mam betonową dżunglę. W pracy cały dzień siedzę, a wcześniej chodziłem po trzydzieści kilometrów. Jezu, jak po takim wysiłku smakowała kiełbaska z ogniska – wspomina czas na bacówce.

Ma plan na siebie. W trakcie roku akademickiego chce pracować na uczelni. W wakacje wypasać owce. Wojtek myśli też nad zdaniem egzaminu na bacę. By mógł do niego przystąpić, musi pracować jako juhas przez trzy sezony. Pierwszy ma za sobą.

Pragmatyczny artysta

Historia Arka Kusia z Rudy Śląskiej to dokładne przeciwieństwo opowieści o Wojtku. Kiedy był małym chłopcem, zobaczył w Teleexpresie koncert ksylofonisty. Zamarzył, że zostanie muzykiem. Jest absolwentem Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. F. Chopina w Bytomiu. Skończył Akademię Muzyczną w Krakowie na wydziale instrumentalnym. Specjalizacja perkusja. Następnie dwuletnie studia podyplomowe z perkusji.

Ma swój zespół – The Wet Band. Współpracował z Katarzyną Gertner, Jackiem Wójcickim, Jackiem Stachurskim, Pawłem Kukizem, Renatą Przemyk, Alicją Boncol, Griffem Hamlinem, Terry Man Band czy ze śląskim Gangiem Olsena. Z Wheatbread Johnson nagrał wyjątkową płytę oraz wybrał się w trasę koncertową po Europie. Pragmatyczne podejście do życia spowodowało, że kilka lat temu zdobył zawód typowo rzemieślniczy. Został rzeźnikiem – wędliniarzem.

fot. archiwum prywatne fot. archiwum prywatne

Miał 12 lat, kiedy jego rodzice otworzyli zakład produkujący wędliny. Przez lata rodzinny biznes nabrał rozpędu. Arek – chcąc nie chcąc – stykał się z nim. – W moim przypadku nowy zawód nie był skokiem na głęboką wodę, jedynie formalnością – opowiada dyplomowany wędliniarz. Śmieje się, że doświadczenie wyssał z mlekiem matki. Nie miał też problemu z wiedzą praktyczną. Od najmłodszych lat żył wokół zakładowych problemów.

Trudno mu powiedzieć, kim czuje się w pierwszej kolejności. – I tu, i tu staram się dawać z siebie 100 procent – podkreśla. Wraz z bratem powoli przygotowują się do przejęcia rodzinnego biznesu. Z muzyki nie ma zamiaru rezygnować. Najbliższy koncert zagra już w styczniu.

Pasja jest w modzie

Dr Tomasz Ingram z Katedry Przedsiębiorczości i Zarządzania Innowacyjnego Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach zwraca uwagę, że w ostatnim czasie panuje boom na podążanie za swoimi pasjami w życiu zawodowym.

- Najczęściej dotyczy to osób zniesmaczonych pracą w dużych korporacjach, które zaczęły dostrzegać bezsens tego, co robią na co dzień. Chcą czegoś więcej – opowiada ekonomista. „To” więcej nie skupia się jedynie na pasji. Z badania Work Service wynika, że trzy najczęstsze powody zmiany pracy to: brak perspektywy awansu – 59 proc. ankietowanych, chęć samorealizacji – 52 proc. ankietowanych oraz słabe warunki finansowe – 49 proc. ankietowanych.

To, że dziś zmiana zawodu jest normą, nikogo nie dziwi. To znak czasów. Już dekadę temu amerykańscy badacze wskazywali, że przeciętny mieszkaniec tego kraju średnio zmieniał pracę około sześciu razy w ciągu życia. Jak zauważa Ingram, do nas ten trend również dotarł.

- Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że praca nie jest na całe życie. Żyjemy w systemie permanentnej zmiany, w świecie VUCA, w którym jak nigdy wcześniej brakuje stabilizacji, pewności, jednoznaczności. Nie powinniśmy się go obawiać, ale traktować jako wielką szansę. Szansę na rozwój, budowanie relacji, poszerzanie horyzontów – przekonuje prof. Zdzisława Dacko-Pikiewicz, rektor Wyższej Szkoły Biznesu w Dąbrowie Górniczej.

Częstszą zmianę pracy wymuszają na nas procesy, które zachodzą w gospodarce. Najważniejszy z nich to automatyzacja, która konieczność przekwalifikowywania się jeszcze bardziej podwyższy. – Jak wskazują wyniki badań, ponad 40 procent wszystkich miejsc pracy zostanie zautomatyzowanych w ciągu najbliższych 10 lat. Co interesujące - automatyzacja będzie dotyczyła zarówno pracowników nisko kwalifikowanych, np. pracowników linii produkcyjnych, ale także pracowników wysoko wykwalifikowanych w sektorze bankowości czy logistyki i transportu – wymienia rektor WSB.

Ingram zwraca też uwagę na zmianę w postrzeganiu tego zjawiska przez pracowników HR. Dotychczas zawodowe skakanie z kwiatka na kwiatek było postrzegane negatywnie. Rodziło od razu pytanie: „dlaczego nie może zagrzać miejsca?”. – Dziś widzimy w tym pozytywny wydźwięk. Osoby, które często zmieniają pracę, mają dobrze rozwinięte zdolności adaptacyjne – komentuje.

Chęci to podstawa

Zdaniem Dacko-Pikiewicz chęć zmiany obszaru aktywności zawodowej w dużej mierze uzależniona jest od posiadanych kwalifikacji i doświadczenia, ale przede wszystkim od osobowości.

- Na rynku XXI wieku przede wszystkim liczą się tzw. kompetencje miękkie. Pracodawcy, niezależnie od branży, poszukują ludzi kreatywnych, zdolnych do ciągłego uczenia się i rozwoju, posiadających wysokie standardy etyczne, umiejących komunikować się z innymi, dobrze współpracujących w zespole, odpowiedzialnych, zaangażowanych, samodzielnych i elastycznych. Nie bez znaczenia jest też znajomość języków obcych czy umiejętność obsługi systemów informatycznych – wymienia rektor WSB.

Także Ingram wskazuje, że pracodawcy w wielu przypadkach oczekują od kandydatów jednej rzeczy – chęci do pracy. Reszty sami ich nauczą. - Jeżeli towarzyszy jej znajomość języka obcego na przyzwoitym poziomie, to większość zawodów przed taką osobą stoi otworem – przyznaje badacz.

Zwraca też uwagę na fakt, że przy bezrobociu, jakie obecnie mamy, jest najlepszy moment na zmianę pracy. - Pracowników brakuje, więc jest duża szansa, że nawet jeśli nam się nie uda odnaleźć w nowej branży, to spokojnie wrócimy do starego zawodu – podsumowuje.



www.pulshr.pl | 28-02-2020 20:00:45