W Fakro rozważają przeniesienie produkcji z Chin do Polski. Nie oni pierwsi


Jolanta Miśków - 8 lut 2017 14:56


Coraz więcej polskich firm – i nie tylko – decyduje się na przeniesienie produkcji z Chin do Polski. Wśród nich znalazły się już m.in. Próchnik, Baby Design Group czy Ferro. Wiele wskazuje na to, że z produkcji w Chinach zrezygnuje również Fakro.

O tym, że Fakro ma takie plany, aby przenieść produkcję z Chin do Polski, powiedział krótko w rozmowie z PulsHR.pl Ryszard Florek, prezes firmy, która zajmuje się produkcją okien dachowych.

W całej grupie Fakro pracuje 3,3 tys. osób. Firma ma 12 spółek produkcyjnych oraz 16 dystrybucyjnych, zlokalizowanych w Europie, Azji i Ameryce. Jedna z fabryk działa właśnie w Chinach, państwie z którego coraz więcej polskich przedsiębiorców decyduje się wycofywać. Powód? Rosnące koszty pracy.

Jak wylicza „Rzeczpospolita”, obecnie średnie zarobki w Chinach sięgają 63 tys. juanów rocznie (co w przeliczeniu na miesiące i dolary daje ponad 900 dolarów miesięcznie). To tylko 15 proc. mniej niż w Polsce. Natomiast w momencie, kiedy polskie firmy decydowały się na otwieranie fabryk w Chinach, na przykład w 2005 r., przeciętne wynagrodzenie wynosiło tam 18,2 tys. juanów, czyli 2,2 tys. dolarów rocznie.

- Chiny nie są już takim eldorado, jakim były kiedyś. Drożeje tam nie tylko praca, ale i media. Poza tym jest panuje tam korupcja i mniejsze bezpieczeństwo pracy niż w Polsce. To wszystko powoduje, że firmy decydują się na powrót – komentuje Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej.

Czy nie lepiej przenieść produkcję z Chin do Rumunii, Bułgarii czy na Białoruś zamiast do Polski? – Oczywiście można by było, bo tam koszty pracy są niższe niż u nas, ale niewykluczone, że za jakiś czas te różnice również zaczną się zmniejszać – dodaje Arendarski.

Natomiast Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP zwraca uwagę na inny czynnik – wysoką jakość pracy w Polsce w stosunku do jej kosztów. – Atutem konkurencyjnym Polski jest to, że mamy wykwalifikowaną siłę roboczą – podkreśla Kozłowski.

Ile miejsc pracy może dostarczyć Polsce wielki powrót produkcji z Chin?

Trudno oszacować. Nie ma dokładnych danych na temat tego, jak wiele polskich firm produkuje w Państwie Środka i ile miejsc pracy tam tworzy. Poza tym nie można by było tego przeliczać jeden do jednego – znikające jedno miejsce pracy w Chinach nie oznacza nowego miejsca w Polsce.

– Trudno stwierdzić ile miejsc pracy mogłoby powstać w Polsce, bo jednak firmy będą się koncentrować na inwestowaniu w technologie. Szczególnie biorąc pod uwagę sytuacje na rynku pracy – wyjaśnia Kozłowski.

Jak szacował jednak w jednym z wywiadów Rafał Bauer, prezes firmy Próchnik, która zajmuje się produkcją odzieży i już w 2013 r. zdecydowała się przenieść produkcję z Chin do Polski, gdyby inne polskie firmy odzieżowe zlecały produkcję w Polsce, a nie w Chinach czy Turcji, w Łodzi mogłoby powstać nawet 100 tys. miejsc pracy tylko w tym sektorze.

- Gdyby osiem lat temu ktoś powiedział mi, że szycie w kraju będzie konkurencyjne, to śmiałbym się do rozpuku. Ale tak właśnie się stało. Kiedyś różnica w kosztach szycia w Polsce i Chinach wynosiła 70 proc., dziś maksymalnie 10 proc. – dodawał na łamach „Dziennika Łódzkiego” szef Próchnika.

Do kraju produkcję przeniosła w ubiegłym roku również z Chin polska firma Baby Design Group, która ulokowała swoją fabrykę na terenie Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej pod Częstochową. Na powrót zdecydowała się również firma Ferro ze Skawiny, jeden z największych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej producentów armatury sanitarnej i instalacyjnej.

Ucieczka z Chin do Polski nie dotyczy jednak tylko polskich graczy. W ubiegłym roku produkcję z tego kraju przeniosła do Polski duńska firma Espersen, działająca w przetwórstwie rybnym. Rozbudowała swój zakład w Koszalinie i zwiększyła zatrudnienie o ok. 200 osób.



www.pulshr.pl | 28-02-2020 18:39:26