Jerzy Hausner: BPO i SSC zabrakło wyobraźni

Potencjalnych pracowników jest mniej, a wymagane kompetencje coraz wyższe. To powoduje, że ich podejście i do biznesu, i do uczelni się zmienia. To zmiana pożądana, choć zbyt późna. Zabrakło wyobraźni - mówi prof. dr hab. Jerzy Hausner, były wicepremier i wykładowca Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Jerzy Hausner: BPO i SSC zabrakło wyobraźni

PODZIEL SIĘ


Autor: wnp.pl/AT

wnp.pl

16 kwi 2018 12:30


Jak ocenia prof. dr hab. Jerzy Hausner konieczne jest dążenie do odpowiedzialności za zasoby, nawet jeśli one do nas nie należą. W Polsce tymczasem jest problem z promowaną branżą BPO i SSC, czyli popularnych do niedawna wśród absolwentów uczelni centrów usług wspólnych.

- W Krakowie centra usług wspólnych stworzyły 70 tys. miejsc pracy. Pracują tam głównie studenci i absolwenci uczelni krakowskich. SSC i BPO korzystają więc z krakowskich uczelni, ale wcale nie dbają o poziom kształcenia. Przez wiele lat, gdy potencjalnych pracowników było dużo, utrzymywały, że uczelnie są od dyplomu, ale nauczyć się można tylko u nich. Przez ponad dekadę nie potrzebowały w większości szczególnie wysokich kwalifikacji. Czerpały z zasobu, którego nie wspomagały - wyjaśnia.

Zaznacza, że gdyby taki system miał działać do końca świata to nie warto kruszyć kopii. Jednak - jak zaznacza - czwarta rewolucja przemysłowa i robotyzacja znaczy, że te miejsca pracy znikną.

Czytaj też: Nad sektor BPO nadciągają chmury? "Pracodawcy zwalniają i będą zwalniać"

- Nie zostaną przeniesione, tylko ich nie będzie. I co wtedy, co z miastem, co z uczelniami, co z absolwentami? I nawet firmy zaczynają się teraz zastanawiać, co dalej. Potencjalnych pracowników jest mniej, a wymagane kompetencje coraz wyższe. To powoduje, że ich podejście i do biznesu, i do uczelni się zmienia. To zmiana pożądana, choć zbyt późna. Zabrakło wyobraźni - tłumaczy prof. Hausner.

Zaznacza jednocześnie, że droga na szczyt nie zawsze jest prostą linią do przodu.

- Przykładowo polskim problemem jest demografia. Potrzebujemy 2,1 dzietności dla reprodukcji prostej. Po wprowadzeniu 500+ wskaźnik z 1,34 trochę wzrósł, ale tylko trochę, niewiele, więc ciągle się zwijamy, zamiast rozwijać. To znaczy, że tą metodą nie da się osiągnąć celu. Powiem więcej: nie wystarczyłoby nawet 1000+, bo bodziec finansowy nie do końca działa i obniża aktywność zawodową kobiet - mówi.

Skandynawowie rozwiązali ten problem przez zmianę kulturową w społeczeństwie.

- Nastąpiła zmiana relacji między mężczyznami i kobietami w bardzo szerokim zakresie. Okazało się, że można pogodzić macierzyństwo z aspiracjami zawodowymi. Jeśli tego nie zrozumiemy, nie osiągniemy celu, niezależnie od skali wydatków publicznych - wyjaśnia prof. Hausner.

Według niego głównym problemem jest to, że zamiast rozwiązywać problemy, głównie rozmawiamy o ich rozwiązywaniu.

Cały artykuł czytaj tutaj.

Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.