Zlikwidować przywileje emerytalne, a nie OFE!

Likwidacja OFE nic nie zmieni, trzeba zlikwidować przywileje emerytalne - mówi portalowi wnp.pl Wojciech Nagel, prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Zlikwidować przywileje emerytalne, a nie OFE!

PODZIEL SIĘ


Autor: wnp.pl/Katarzyna Walterska

wnp.pl

19 mar 2013 12:46


Pod koniec stycznia Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej zapowiedział, że wkrótce rząd rozpocznie przegląd systemu emerytalnego; powinien się on zakończyć do końca maja, żeby w czerwcu przedstawić wnioski Radzie Ministrów. Przegląd będzie dotyczył m.in. wypłat emerytur z OFE.

Coraz częściej mówi się, że kolejnym krokiem będzie likwidacja Otwartych Funduszy Emerytalnych.

Od maja 2011 roku, na skutek nowelizacji ustawy o OFE, wysokość składek emerytalnych, które są przekazywane do funduszy została obniżona z 7,3 proc. do 2,3 proc. Pozostałe 5 proc. jest przekazywane na specjalne subkonta w ZUS. Od 2013 roku nastąpił stopniowy wzrost składek przekazywanych do OFE, do poziomu 3,5 proc. w 2017 roku.

Powstaje pytanie, na jakiej zasadzie miały zostać zlikwidowane przywileje emerytalne. Czy byłoby tak jak w przypadku emerytur pomostowych, gdzie temat był poruszany przez prawie 10 lat.

- Trzeba zacząć od tego, że przywileje emerytalne łamią Konstytucję RP. Mamy jasną niesprawiedliwość w systemie emerytalnym. Część osób musi pracować do 67 roku życia a część zwalnia się na emeryturę dużo wcześniej. To jest sprawa absolutnie nie do utrzymania. Tego systemu nie da się sfinansować - powiedział nam szef Izby.

I dodał, że przywileje emerytalne nie uwzględniając ubezpieczeń rolniczych to koszt około 20 mld zł rocznie a więc po prostu tych pieniędzy nie ma.

- Nie ma projektu ustawy, rząd odstąpił od reformy systemu emerytur górniczych. Zamierza podatkować umowy zlecenia, natomiast nic nie słyszymy na temat tego, że trzeba zmieniać system rentowy, żeby ograniczać przywileje emerytalne. To już nie jest tylko krótkowzroczna polityka, ale polityka zabójcza dla systemu emerytalnego - podkreślił.

- Różnica między politykiem a mężem stanu polega na tym, że mąż stanu myśli o przyszłości pokoleń które wchodzą w życie, a polityk myśli o utrzymaniu się u władzy. Rząd przyjął politykę maksymalnego nie podejmowania żadnych reform i żadnych zmian licząc, że to doprowadzi do kontynuacji sytuacji politycznej a moim zdanie to jest całkowicie fałszywa teza. Ona nie ma żadnego uzasadnienia i się nie sprawdzi - dodał.

Jego zdaniem, kolejny rząd będzie miał trudniej. Będzie musiał zmierzyć się z problemami, które zostawią poprzednicy a system emerytalny staje się powoli systemem jednofilarowym, gdzie państwo przejmuje całkowitą gwarancję.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.