W PKP Cargo "spełnienie żądań związkowców oznacza dla spółki rezygnację z wejścia na giełdę"

Ponad 95 proc. załogi PKP Cargo chce strajku, jeśli zarząd nie spełni postulatów związkowców. – Spełnienie żądań związkowców oznacza dla spółki rezygnację z wejścia na giełdę – ocenia Tomasz Piotr Sidewicz, ekspert ds. negocjacji ze związkami z Langas Group.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

W PKP Cargo "spełnienie żądań związkowców oznacza dla spółki rezygnację z wejścia na giełdę"

PODZIEL SIĘ


Autor: Anna Goc

19 lip 2013 16:37


Ponad 95 proc. załogi PKP Cargo opowiedziało się w referendum za podjęciem strajku, jeśli rozmowy związków z zarządem spółki nie przyniosą oczekiwanych rezultatów. W referendum wzięło udział 64,99 proc. zatrudnionych w PKP Cargo.

Osią konfliktu na linii zarząd spółki - związki zawodowe są ustalenia dotyczące Paktu Gwarancji Pracowniczych dla osób zatrudnionych w spółce i spółkach zależnych, tuż przed planowaną prywatyzacją poprzez sprzedaż akcji na giełdzie w Warszawie.

Podczas referendum pracownicy odpowiadali na trzy pytania. Na pierwsze pytanie, które dotyczyło tego, czy strajkować, jeżeli nie zostanie podpisany Pakt Gwarancji Pracowniczych, „Tak" - zaznaczyło 96,18 proc. pracowników. Na drugie - czy strajkować, jeżeli płaca zasadnicza od 1 czerwca 2013 r. na jednego zatrudnionego nie wzrośnie o 450 zł - pozytywnie odpowiedziało 98,1 proc. pracowników, a na trzecie - czy konieczna do zgody pracowników jest wypłata premii za I kwartał oraz wypłaty nagród z funduszu nagród z zysku za rok 2012 - „Tak" zakreśliło 98,26 proc. uczestników referendum.

Władze PKP Cargo uważają postulaty związkowców za nierealne do spełnienia. Podniesienie pracownikom pensji zasadniczej o 450 zł kosztowałaby ok. 250 mln zł rocznie, czyli prawie tyle, ile spółka zarobiła w zeszłym roku.

Przez ekspertów zajmujących się doradztwem w negocjacjach ze związkami zawodowymi sytuacja jest określana wręcz jako patowa.

- Zarówno zarząd spółki, jak i związki negocjują ze stroną, na którą są zdane. Nie mają innej alternatywy. Zarząd nie może powiedzieć: "do widzenia, poprosimy następne związki", a związki nie mogą powiedzieć: "następny zarząd prosimy". Związki zawodowe twardo stoją przy swoich żądaniach, choć dla spółki ich spełnienie oznacza rezygnację z wejścia na giełdę. Związki myślą o korzyściach doraźnych, a zarząd myśli perspektywicznie. To przypomina sytuację z psem ogrodnika, który sam nie zyska, ale nie da innemu - ocenia Tomasz Piotr Sidewicz, ekspert ds. negocjacji ze związkami z Langas Group.

Ekspert wskazuje także, że po obu stronach jest bardzo dużo emocji. - W sytuacjach patowych emocje trzeba odłożyć na bok. Górę powinien wziąć zdrowy (biznesowy) rozsądek myślenie perspektywiczne. To radziłbym zwłaszcza przedstawicielom związków zawodowych, które cały czas twardo stoją przy swoim – mówi Tomasz Piotr Sidewicz.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA