"Sztywny nieobecny" - oto taktyka rządu na czas strajku w Warszawie

- Im dłużej strajk będzie trwał, tym więcej ludzi będzie albo przyjeżdżało do Warszawy - a to oznacza przygotowania do rewolucji - albo wyjeżdżało ze stolicy, co oznacza zaakceptowanie porażki. Z punktu widzenia związków tylko te dwa scenariusze są możliwe - ocenia Tomasz Piotr Sidewicz, ekspert ds. negocjacji ze związkami.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

"Sztywny nieobecny" - oto taktyka rządu na czas strajku w Warszawie

PODZIEL SIĘ


Autor: Anna Goc

12 wrz 2013 16:10


W Warszawie trwa kilkudniowa akcja protestacyjna zorganizowana przez Forum Związków Zawodowych, NSZZ „Solidarność" i OPZZ. W środę związkowcy pikietowali przed budynkami ministerstw. Potem przeszli z różnych punktów miasta przed Sejm, gdzie rozłożyli miasteczko namiotowe.

Na sobotę zaplanowano ogólnopolską manifestację „Dość lekceważenia społeczeństwa", która rozpocznie się w południe jednocześnie w trzech punktach Warszawy: na błoniach przy Stadionie Narodowym, na placu Defilad przed Pałacem Kultury i Nauki oraz przed Sejmem. Pochody z tych trzech miejsc spotkają się przy Rondzie De Gaulle'a, skąd o godz. 13 przejdą w kierunku placu Zamkowego. Tam na scenie przy Zamku Królewskim odbędzie się finał akcji i wystąpienia liderów central związkowych.

Niepotrzebne emocje

Związkowcy domagają się m.in. opracowania spójnej polityki przemysłowej, godziwych warunków pracy i płacy oraz ograniczenia umów śmieciowych. Czy kilkudniowa akcja protestacyjna będzie krokiem do przodu w negocjacjach z rządem?

- Analiza komunikacji związkowców z rządem pokazuje, że porozumienie wydaje się być bardzo trudne. Związkowcy się zjednoczyli, mają silne poczucie tożsamości i wspólnotowości w radzeniu sobie z problemami, które dotyczą ich wszystkich. Jeśli Kowalski czy Nowak mają ten sam problem co ja, to automatycznie zaczynamy sobie ufać. Związkowcy mają też poczucie zagrożenia, które nie podlega sferze racjonalnego myślenia. Bierze się ze sfery instynktownej - ocenia Tomasz Piotr Sidewicz, ekspert ds. negocjacji ze związkami z Langas Group.

I dodaje: - To widać, kiedy obserwujemy zachowania związkowców. Ludzie krzyczą, skandują, machają rękami. Nie działają racjonalnie. Nie postanowili przecież sobie, że w danej minucie będą krzyczeć, a parę sekund później podniosą ręce w geście protestu.

Będą walczyć do skutku

Zdaniem eksperta rząd pokazuje, że jest nastawiony na rozmowy ze związkowcami. - Trudno jednak wyobrazić sobie gotowość przedstawicieli rządu, którzy chcą negocjować własne dymisje, czego domagają się związkowcy. Poziom racjonalnych argumentów, które komunikuje rząd jest wyższy od tego, co emocjonalnie komunikują związkowcy. A to oznacza brak spójnej komunikacji - mówi Tomasz Piotr Sidewicz.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.