Premier: Związki nie mają dziś racji, jeśli chodzi o ich postulaty

Mam szacunek do związków zawodowych, ale dopóki jestem premierem nie zmienię konstytucyjnych i ustawowych reguł dialogu społecznego, tylko dlatego, że ktoś potrafi zorganizować dużą i huczną manifestację - powiedział w poniedziałek premier Donald Tusk.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Premier: Związki nie mają dziś racji, jeśli chodzi o ich postulaty

PODZIEL SIĘ


Autor: PAP

16 wrz 2013 14:13


Premier odniósł się do zorganizowanych w zeszłym tygodniu w Warszawie Ogólnopolskich Dni Protestu i sobotniej wielotysięcznej manifestacji pod hasłem "Dość lekceważenia społeczeństwa". Zorganizowały ją wspólnie: NSZZ "Solidarność", OPZZ i Forum Związków Zawodowych.

"Bardzo szanuję partnerów społecznych, sam byłem długie lata po tamtej stronie, zaczynałem działalność publiczną jako szef komisji zakładowej Solidarności na początku lat 80." - zaznaczył Tusk na konferencji prasowej w Siemianowicach Śląskich.

Dodał, że jako premier polskiego rządu musi "stać na stanowisku poszanowania prawa i reguł konstytucyjnych". "Nie po to w Polsce przyjęliśmy na poziomie ustaw i konstytucji precyzyjne regulacje, o tym gdzie i kto z kim powinien rozmawiać i przede wszystkim gdzie jest miejsce podejmowania decyzji, żebyśmy teraz potraktowali to tak lekceważąco i zaczęli szukać innych form dialogu" - zaznaczył Tusk.

"Jestem gotowy do poważnej rozmowy, ale dyktatu nie będzie. Na pewno nie ustąpię żadnej sile - niezależnie od tego, jak będzie radykalnie demonstrować - jeśli jej postulat jest przeciwko interesom ludzi. Szczególnie tych, którzy mają dzisiaj najciężej, albo w ogóle nie mają roboty" - mówił Tusk.

Jednocześnie premier przyznał, że organizacja sobotniej manifestacji związkowców, brak incydentów podczas przemarszu i sprawność służb porządkowych "złożyły się na europejski obraz protestu". "Jak widać, punkt wyjścia wcale nie jest taki zły, ale trzeba chcieć rozmawiać w ramach prawa, jakie wspólnie ustanowiliśmy" - powiedział Tusk.

"Wiadomo, że w Polsce prawie każdy jest z czegoś niezadowolony, łącznie ze mną, więc nie jest dla mnie zaskoczeniem, że 60 proc. Polaków ma powód powiedzieć, że jest z czegoś niezadowolonych i przeciwko czemuś chętnie by zaprotestowało. Trzeba to uszanować" - ocenił premier. Dodał, że z reguły więcej sympatii budzą ludzie protestujący na ulicach niż władza, która wykonuje swoje zadania.

Według premiera rozmowy ze związkowcami odbywają się w sposób ciągły, na przykład w poszczególnych resortach. "Jeśli ktoś nie chce rozmawiać, to ja go siłą do stołu rozmów nie doprowadzę" - zaznaczył.
CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA