Niskie wynagrodzenia i mobbing powodem konfliktu w Teatrze Wielkim

Zbyt niskie wynagradzanie pracowników, mobbing i złe planowanie repertuaru - to główne zarzuty pod adresem dyrektora łódzkiego Teatru Wielkiego, które we wtorek (13 stycznia) reprezentanci związków zawodowych opery przedstawili w sejmiku wojewódzkim.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Niskie wynagrodzenia i mobbing powodem konfliktu w Teatrze Wielkim

PODZIEL SIĘ


Autor: PAP

13 sty 2015 19:29


Na wtorek (13 stycznia) zaplanowano nadzwyczajną sesję sejmiku woj. łódzkiego w sprawie nieprawidłowości, które zdaniem związków zawodowych mają miejsce w łódzkiej operze - Teatrze Wielkim. Obrady nie odbyły się z powodu braku kworum; nieobecni byli radni PO i PSL. Temat opery ma ponownie pojawić się na sesji 27 stycznia.

Ostatecznie obie strony konfliktu przedstawiły swoje argumenty w obecności radnych PIS oraz radnego SLD.

Przedstawiciele wszystkich związków zawodowych opery sformułowali ok. 40 zarzutów pod adresem dyrektora łódzkiej sceny; zarzucają mu m.in. nieumiejętność współpracy z zespołem, zatrudnianie zbyt wielu artystów z innych teatrów, wynagradzanie nieadekwatne do kwalifikacji i umiejętności, zastępowanie stałych umów o pracę umowami na czas określony.

"Nasza frustracja rośnie w związku z niewłaściwą polityką repertuarową, kontrowersyjnym wykorzystaniem pieniędzy i potencjału artystycznego. Związana jest też z naszymi niskimi wynagrodzeniami i brakiem komunikacji z dyrektorem" - wyjaśniła reprezentująca związkowców Agnieszka Białek.

Według związkowców, przesłuchania dla muzyków i audycje dla artystów baletu kończą się zwalnianiem pracowników.

"Jesteśmy zaniepokojeni znikaniem z repertuaru znanych i lubianych przez widzów spektakli, gramy coraz mniej. Chcemy Teatru Wielkiego na miarę jego nazwy" - podkreśliła Ewa Walkiewicz ze Związku Zawodowego Polskich Artystów Muzyków Orkiestrowych.

Pracownicy zarzucili też dyrekcji "wyrzucanie pieniędzy" na gościnne występy artystów, którzy "niekoniecznie są gwiazdami" i to, że przy obchodach 60-lecia sceny do premiery "Strasznego Dworu" zaproszono aż 13 solistów niezwiązanych z łódzkim teatrem.

"Popieramy, aby przyjeżdżali do nas artyści z największych scen światowych, ale nie jest to możliwe, gdy repertuar jest tworzony +na kolanie+, z miesiąca na miesiąc" - dodała Białek.

Zgromadzeni w sali sejmiku pracownicy podkreślali, że ich pensje zasadnicze wynoszą 2 tys. brutto i na pewno nie można nazwać ich "godnymi zarobkami".

Według dyrektora łódzkiej opery Wojciecha Nowickiego, to właśnie niskie zarobki są głównym motorem działania związkowców. "W pełni zgadzam się z żądaniami i wymaganiami płacowymi załogi, ale możliwości tej instytucji są do nich niewspółmierne" - dodał.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

2 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

gosc 2015-01-14 09:19:26

Po co zatrudniani są obcy soliści kiedy w teatrze są nasi aktorzy?

Fpl 2015-01-14 08:58:11

Brak komunikacji to nie prawda. Jest komunikacja : arogancka czasem wulgarna. Sztuczny uśmiech pokazywany czasem w mediach znika zaraz po zejściu z kadru kamery telewizyjnej lub wzroku osób odwiedzających teatr. Szkoda, że pan Nowicki ma jednak duże zaplecze polityczne i nikt nie może na ta chwile nic zrobić. W repertuarze brakuje operetek baletu. Dziwne ze w czasie kiedy dyrektorem był p Kazimierz Kowalski można było mieć bogaty i różnorodny repertuar i dźwigać teatr po wcześniejszych problemach a obecnie jest to nieopłacalne. Może czas na zmiany?