Lekarze rezydenci o propozycji Beaty Szydło: To utrzymanie status quo

O pracy lekarzy rezydentów w Polsce, ich proteście oraz ich oczekiwaniach wobec rządu rozmawiamy z Jakubem Kosikowski z zarządu Porozumienia Rezydentów OZZL.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Lekarze rezydenci o propozycji Beaty Szydło: To utrzymanie status quo

PODZIEL SIĘ


Autor: Michał Wroński

12 paź 2017 17:32


• Od 2 października protest głodowy w Warszawie prowadzi grupa lekarzy rezydentów. Domagają się m.in. wzrostu nakładów na ochronę zdrowia w Polsce, podwyżek płac i poprawy warunków pracy.

• W całej Polsce jest dziś ok. 22 tysięcy lekarzy rezydentów. Byłoby ich więcej, ale - jak podkreśla Jakub Kosikowski z zarządu Porozumienia Rezydentów OZZL - co roku ok. 10 procent absolwentów medycyny wyjeżdża z Polski.

• Podniesienie nakładów na ochronę zdrowia w takim tempie, jakie proponuje rząd spowoduje zaledwie utrzymanie status quo – uważa Kosikowski.

 

Dlaczego nie przerwaliście strajku głodowego po tym, jak premier Szydło zaproponowała wam utworzenie wspólnego zespołu, który opracuje propozycje zmian w służbie zdrowia?

- Opinia społeczna nie jest tego zapewne świadoma, ale prowadzimy naszą akcję od ponad dwóch lat. Zaczęliśmy jeszcze za poprzedniego rządu, by później – po wyborach – kontynuować ją w czasie rządów premier Beaty Szydło. Na początku, kiedy jeszcze stosowaliśmy takie metody jak manifestacje, zbieranie podpisów czy rozmowy z politykami zostaliśmy zaproszeni do udziału w pracach zespołu eksperckiego, który miał opracować sposoby na poprawę sytuacji szkolących się lekarzy w trakcie specjalizacji tak, aby to szkolenie miało lepszą jakość. Ten zespół obradował przez kilka miesięcy, stworzył naprawdę bardzo dobrą receptę na rozwiązanie tych problemów, po czym wyniki jego ustaleń utajniono, schowano do szuflady i leżą tam już rok. I obawiamy się teraz powtórzenia tego scenariusza, czyli tak naprawdę wyciszenia nas na jakiś czas, bo poprzednio, gdy działaliśmy w zespole, to nasze działania się załamały.

Premier Szydło uważa, że to dobra oferta. Podkreśla, że podobnego zaproszenia nie usłyszeli lekarze, nauczyciele, pielęgniarki czy policjanci.

- Naszym postulatem nie jest stworzenie kolejnego zespołu. My swoje pomysły przedstawiliśmy pani premier i czekamy na ustosunkowanie się do nich, a nie na zaproszenie nas na jakieś kolejne rozmowy, bo w tym drugim chodzi tak naprawdę o to, by jak najtańszym kosztem doprowadzić do zawieszenia tego protestu. Uważamy, że jeżeli rząd jest w połowie swojej kadencji i mówi, że potrzebuje dopiero stworzyć plan reformy ochrony zdrowia i kiedyś tam będzie ją wdrażać, to znaczy, że coś jest nie tak. Przypominamy, że takie plany były ogłaszane zarówno w kampanii wyborczej, w wypowiedziach pana Radziwiłła w czasie, kiedy jeszcze nie był ministrem, jak też w exposé pani premier.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

1 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

WERTY 2017-10-13 08:32:45

TO JAKIŚ ŻART! Jestem też po studiach (5 lat - nauki ścisłe). I zarabiam mniej niż Oni i jakoś żyje i co mam iść też protestować? Chyba to jest oczywiste że od razu po studiach nie bedzie się zarabiało po 6000 zł. No biedni....