W biznesie liczy się także szczęście

Awans może być początkiem końca kariery, a utrata pracy - zapowiedzią sukcesów. Bo nie tyle okoliczności nadają kierunek naszemu życiu, ile to, jak reagujemy na zrządzenia losu.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

W biznesie liczy się także szczęście

PODZIEL SIĘ


Autor: WNP.pl (Mirosław Piątkowski)

wnp.pl

4 sty 2014 12:55


Było ich dwóch: Roald Amundsen i Robert Falcon Scott. W roku 1911 stanęli do wyścigu o zdobycie bieguna południowego. Ale tylko pierwszy osiągnął cel, a potem cało i zdrowo wrócił do domu. Drugi udział w wyprawie przypłacił życiem.

Pomóc fortunie

Czy o sukcesie Amundsena zadecydowało szczęście? Czy Scott miał po prostu pecha?

Odpowiedź na to pytanie przynosi porównanie sposobu, w jaki polarnicy przygotowywali się do ekspedycji. W przypadku Amundsena zaczęły się w 1899 roku, gdy na rowerze pojechał z ojczystej Norwegii do Hiszpanii, by zdobyć tam patent umożliwiający pływanie na okrętach. Eksperymentował z jedzeniem surowego mięsa delfinów, ponieważ prześladowała go myśl, że pewnego dnia może zostać rozbitkiem i będzie skazany wyłącznie na taki pokarm. Spędził też dużo czasu z Innuitami, od których nauczył się technik przetrwania. Tak zresztą postępował zawsze: gdy uczestniczył w ryzykownym przedsięwzięciu, układał precyzyjne plany, uwzględniające różne warianty rozwoju sytuacji.

Czytaj też: Te zawody dają szczęście i całkiem sporo kasy

Scottowi również nie brakowało śmiałości i fantazji. Na tym jednak kończą się podobieństwa obu polarników. Nie ćwiczył biegów narciarskich i nie poznał sztuki powożenia psimi zaprzęgami. Przede wszystkim jednak wykazał się krańcową niefrasobliwością. Na biegun, zamiast psów, zabrał ze sobą kucyki. Okazały się zbyt słabe, by ciągnąć sprzęt i pożywienie w ekstremalnych warunkach Antarktydy. Zapasów Scott miał trzy razy mniej niż jego konkurent. A musiało ich wystarczyć aż dla 17 członków ekipy (zespół rywala liczył pięciu ludzi).

Wyścig Amundsena i Scotta opisują w swojej książce Jim Collins i Morten T. Hansen. Nosi ona znamienny tytuł: "Wielcy z wyboru: niepewność, chaos, łut szczęścia. Dlaczego niektóre firmy święcą triumfy, pomimo niesprzyjających okoliczności". Autorzy - autorytet w zarządzaniu i profesor ISEAD, twierdzą, że przeszkody, utrudnienia, kłopoty wcale nie muszą nas wbić w ziemię. Sprzyjające okazje służą natomiast głównie tym, którzy umieją je wykorzystać. A bywa i tak, że po spektakularnym sukcesie następuje równie widowiskowy upadek. Na wzór słynnego ROI (return on investment), Collins i Hansen promują nowy wskaźnik: ROL (return on luck). Angielskie "luck" to zarówno pozytywne, jak i negatywne zrządzenia losu. Tymi drugimi, przekonują - również można, a nawet trzeba, "zarządzać".

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA