To już nie PRL. Czasy szefów-kaprali powinny odejść do przeszłości

Bywają chamscy i gburowaci. Wychodzą z założenia, że bez krzyku i opryskliwego zachowania robota sama się nie zrobi. A pracownicy? Grzecznie się na to godzą.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

To już nie PRL. Czasy szefów-kaprali powinny odejść do przeszłości

PODZIEL SIĘ


Autor: Jolanta Miśków

21 lip 2014 6:20


Nie bez powodu mówi się, że człowiek przychodzi do firmy, a odchodzi – jeśli już się na to zdecyduje – od szefa. Nie ma się co dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę, że wielu pracowników w Polsce ma nad sobą przełożonego gbura o znikomej kulturze osobistej. Zdaniem Jacka Santorskiego problem agresywnych, despotycznych i dominujących menedżerów jest w Polsce wciąż aktualny.

– Szef firmy w Polsce to taki jaśnie pan, który jak ma dobry humor, to pochwali, a jak jest wściekły, to zgani, nakrzyczy, a nawet wyrzuci z pracy – mówił niedawno w rozmowie z "DGP". Co gorsze, jak wynika z badań prof. Hryniewicza, 60 proc. kadry akceptuje takie zachowanie swojego przełożonego. Czy w tym szaleństwie jest metoda?

– Szef obtańcowujący grubiańsko (często publicznie) pracownika nie jest profesjonalnym i skutecznym liderem. Czasy szefów-kaprali odeszły do lamusa razem z kulturą PRL, choć, niestety, mentalność PRL z ludzkich głów jeszcze nie została wyrugowana – twierdzi Joanna Malinowska-Parzydło, prezes Personal Brand Institute.

W jej opinii wiele firm nie zrozumiało jeszcze, że zmiany generacyjne zmieniły wymagania w relacjach pracodawca-pracownik. – Z kolei zmiany gospodarcze sprawiły, że od zdrowia i samopoczucia pracownika zależą jego lojalność, zaangażowanie i zaufanie, koszty rekrutacji, koszty zastąpienia odchodzących talentów, koszty motywacji, koszty niskiej jakości pracy itd. – wyjaśnia.

A może prawda jest taka, że po prostu wygodniej mieć na stanowisku kierowniczym człowieka, któremu nie da się podskoczyć? – W sensie społecznym taka metoda zarządzania nie jest dobra, co nie zmienia faktu, że bywa uważana za skuteczną. Menedżerowie mogą być niekulturalni, ale niekoniecznie muszą być nieracjonalni. Jeśli sięgają po taką metodę zarządzania ludźmi, to najwidoczniej osiągają dzięki niej oczekiwane rezultaty – mówi dr Jarosław Rubin, trener biznesu z Value Creation.

W niektórych branżach szorstka kultura zarządzania nikogo nie dziwi, a wręcz stała się w pewien sposób jej znakiem rozpoznawczym. Tak jest jeszcze np. w budownictwie czy na produkcji. – Tutaj menedżerom wydaje się, że jeśli nie będzą grubiańscy, nie będą używać słów wulgarnych, to druga strona nie zrozumie i nie zareaguje odpowiednio. Może obecnie nie jest to tak powszechne jak jeszcze 20 lat temu, ale z całą pewnością są jeszcze zakłady, w których nisko wykwalifikowani pracownicy używają wulgarnego języka, w związku z czym po taki sam sięga ich przełożony – mówi Jarosław Rubin.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

2 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

Seb 2014-10-09 20:58:31

Nigdy nie było czegoś takiego, jak prl, nie było komunizmu, nie ma ohydnych zabudowań, bloków, nigdy nie powstały i nie ma wkurwiająco niskiego PKB na mieszkańca. Nie piszcie dyrdymałów wpisujących Polskę na stratę.

EREMITA 2014-07-21 13:49:27

Przyszłość w zarządzaniu, to uczynienie życia osobistego pracownika priorytetem.
Jeśli pracownik ma być kreatywny i wpaść na pomysł przynoszący firmie zyski, to nie może się bać.
Drugim elementem jest nadawanie znaczenia pracy jako takiej i pracy poszczególnych ludzi.
Wyzwania jakie stoją przed współczesnymi przedsiębiorcami są odmienne od tych dotychczas obowiązujących. Nadchodzi ERA WODNIKA ,era ludzi o szerokim, ogólnym spojrzeniu, doświadczonych , szeroko zorientowanych integratorów. Sztuką jest tak zarządzać , aby zarządzani nie odczuwali, że ktoś nimi zarządza.
EREMITA

REKLAMA