Sytuacja powoli paraliżuje polskie firmy na Ukrainie

REKLAMA
Puls HR Puls HR

Sytuacja powoli paraliżuje polskie firmy na Ukrainie

PODZIEL SIĘ


Autor: Jolanta Miśków, Justyna Koc

20 lut 2014 18:46


PZU, PKO Bank Polski, czy dom maklerski X-Trade Brokers, to jedne z pierwszych firm, które ze względów bezpieczeństwa zdecydowały się na tymczasowe zamknięcie swoich jednostek na Ukrainie.

- W Kijowie mamy nasze przedstawicielstwo, spółkę xDirect, która obecnie z powodu niebezpieczeństwa zaostrzającego się konfliktu i komunikacyjnego paraliżu miasta jest nieczynna - mówi Cezary Andrzejczyk z X-Trade Brokers. - Jednak to, że pracownicy nie pojawiają się w siedzibie firmy, nie wyklucza możliwości wykonywania przez nich obowiązków w domu - dodaje.

PKO Bank Polski zamknął dwie spośród 130 placówek Kredobanku - jedną w Kijowie (na Majdanie) i drugą we Lwowie. Na taki krok zdecydował się również największy polski ubezpieczyciel - PZU.

- Zamknęliśmy dwie placówki w centrum Kijowa, na Szota Rustawell i na Padole, w której zatrudnionych jest kilkanaście osób. Trudno w tej chwili powiedzieć, kiedy znów będą czynne. Wszystko zależy od rozwoju sytuacji - mówi Maciej Buczkowski z PZU.

- Pracownicy PZU Ukraina, którzy mają problem z dotarciem do pracy lub nie chcą wychodzić z domu, mogą obecnie pracować zdalnie. Najważniejsze jest bezpieczeństwo pracowników i klientów - wyjaśnia Buczkowski.

I podkreśla, że w odróżnieniu od placówek bankowych, jednostki PZU nie posiadają kas, cały obrót odbywa się bezgotówkowo, co znacznie minimalizuje ryzyko niebezpieczeństw.

- Oczywiście cały czas monitorujemy bezpieczeństwo pracowników działających oddziałów. Poinstruowaliśmy ich również, co robić w wypadku zagrożenia - dodaje.

Na razie na tymczasowe zamknięcie swoich oddziałów decydują się firmy funkcjonujące w największych miastach Ukrainy, w których zogniskowany jest konflikt. Im dalej od niego, tym spokojniej.

- Nasza fabryka na Ukrainie leży w Jaworowie, ok. 20 km od granicy, dlatego też nie zamknęliśmy jednostki i produkcja trwa normalnie - mówi Ryszard Stachnik, specjalista ds. finansów i relacji inwestorskich firmy Śnieżka.

Oznacza to, że zatrudnionych w niej 260 osób na razie nie ma się czym martwić i codziennie pojawiają się w pracy.

- Również utrudnienia, które stwarzają protestujący na granicach póki co nie mają wpływu na naszą produkcję. Surowce, które mamy w magazynach, wystarczą na jakiś miesiąc - dodaje.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

1 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

Psujumuju 2014-02-21 14:36:30

Pan Mordasewicz naprawdę powinien już nie.

REKLAMA