Praca w Deloitte: Powstaje komórka bioinformatyki

Europejska Agencja Kosmiczna, doktorat w Szwecji, bank w Warszawie i wreszcie Deloitte. Droga zawodowa Marcina Kruczyka, senior konsultanta w dziale zarządzania ryzykiem Deloitte jest imponująca. Podobnie jak zdobywane przez niego szczyty. Dwa z nich - w Ameryce Południowej - swojsko nazwał wraz z kolegami Trata Tata i Akuku.

REKLAMA


Puls HR Puls HR

Praca w Deloitte: Powstaje komórka bioinformatyki

PODZIEL SIĘ


Autor: GP

1 cze 2016 15:21


Marcin Kruczyk jest absolwentem Politechniki Warszawskiej na kierunku elektronika. Pierwszym projektem, w który zaangażował się jeszcze na studiach, była budowa komputera pokładowego we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną. Udało się na tyle, że komputer, który współtworzył, ostatecznie znalazł się w kosmosie.

Potem pracował dla firmy wykorzystującej nowoczesne technologie w produktach dla wojska. W końcu przez dwa lata był informatykiem w banku. - Dość szybko się jednak przekonałem, że mnie to nudzi. Taka odtwórcza praca nie jest dla mnie – mówi Marcin.

Obiecał sobie wtedy, że więcej na kompromisy związane z wyborami zawodowymi nie zamierza iść, dlatego zrezygnował i postanowił zrobić sobie kilkumiesięczną przerwę, by wyjechać do Ameryki Południowej.

Rzucił pracę i ruszył w świat

To był rok 2009, ale na serio zaczął podróżować cztery lata wcześniej, jeszcze w czasie studiów. Wszystko jednak zaczęło się od trekkingów w polskich Tatrach, po których dość szybko przyszedł apetyt na więcej. Najpierw były więc Dolomity i Alpy, a potem przyszedł czas na góry w odległym Kirgistanie.

Podróż do Ameryki Południowej okazała się dla niego przełomowa pod kilkoma względami. Wraz z trojgiem znajomych wspinali się w jednym z najsłabiej poznanych rejonów górskich na tym kontynencie – w Kordylierze Apolobamba. Pasmo to leży na granicy Boliwii i Peru. W czasie tej wyprawy zdobyli kilka szczytów, a dwa z nich nazwali Akuku (4975 m) i Trata Tata (5156 m).

- Postanowiliśmy wybrać takie nazwy, które mają zarówno coś wspólnego z językiem polskim, jak i narzeczem Aimara, którego używają tamtejsi Indianie. Te słowa pasowały najbardziej. Nie chcieliśmy podążać śladem niemieckich wspinaczy, którzy jeden z tamtejszych wierzchołków nazwali HermanSpitze – śmieje się Marcin.

Ich sukces był na tyle istotny dla społeczności wspinaczkowej, że opisał go prestiżowy magazyn wspinaczkowy „The American Alpine Journal”.

Zamiast pracy wybrał doktorat

Po powrocie do Polski z wyprawy - podczas której poznał swoją żonę - skupił się na szukaniu pracy. Ostatecznie jednak ponownie wyjechał zagranicę, ale tym razem po to, by na uniwersytecie w Uppsali w Szwecji zrobić doktorat z bioinformatyki. Zajmował się analizą danych genetycznych pod kątem medycznym, a dokładnie tworzył algorytmy, które można wykorzystać w diagnostyce i opracowywaniu nowych leków. Po czterech latach z nowo zdobytym tytułem doktora zdecydował się wrócić do Polski, choć mógł na stałe zostać w Skandynawii.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.