Piotruś Pan lub Primadonna sprawdzają się jako pracownicy

- Ludzie, którzy w życiu osobistym wchodzą w rolę Piotrusia Pana lub Primadonny, w pracy i biznesie nierzadko potrafią postępować całkiem dojrzale. Sprawdzają się jako prawnicy, finansiści, a nawet menedżerowie - twierdzi Jacek Santorski, psycholog biznesu.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Piotruś Pan lub Primadonna sprawdzają się jako pracownicy

PODZIEL SIĘ


Autor: wnp.pl (Mirosław Piątkowski)

wnp.pl

17 cze 2015 9:46


Wieczny chłopiec i dziewczynka, która nie chce dorosnąć. Dlaczego warto ich mieć na pokładzie? I co zrobić, by przedsiębiorstwo miało z nich jak największy pożytek?

"Moi przyjaciele mają swoje panie, wszyscy mają dzieci, ale ja chcę mieć trochę zabawy" - śpiewał George Michael. "Samo play. Żadnych zobowiązań" - obiecywała reklama jednego z operatorów telekomunikacyjnych. Rację ma Francesco Cataluccio, gdy w książce "Niedojrzałość. Choroba naszych czasów" pisze, że pragnienie, by nie dorastać, rozlało się dziś jak plama oleju na wodzie.

Zjawisko to dotarło także do polskich firm. Może z niego wyniknąć zarówno wiele dobrego, jak i złego. Co zrobić, by fantazja, która cechuje niektórych pracowników, działała na korzyść przedsiębiorstwa?

Wyzwanie dla szefa

Socjolodzy mówią o syndromie Piotrusia Pana - wiecznego chłopca, który nie chce dorosnąć i woli latać, niż chodzić po ziemi. Egocentryk, nonkonformista, fantas-ta, chowający głowę w piasek przed trudami życia. I postać ambiwalentna. Z jednej strony nęcą go przyjemności i rozrywki, a w systemie wartości niewiele miejsca zostawia na odpowiedzialność, lojalność i poświęcenie. Z drugiej - imponuje śmiałością i wyobraźnią, bez których w biznesie nie byłoby świeżych pomysłów.

Tyle że jest wielką zagadką, nieustannym znakiem zapytania. Trudno przewidzieć, jak się zachowa w godzinie próby - czy będzie można na nim polegać, czy też z dnia na dzień porzuci firmę.

- Wcale nie musi chodzić o jakieś straszne kłopoty. Przeciwności mogą wręcz dodać Piotrusiowi skrzydeł, jeśli potraktuje je jako element przygody. Szybciej zerwie umowę, bo mu się dany projekt po prostu znudził, a on, jak kania dżdżu, co rusz potrzebuje nowych ekscytacji - opisuje Santorski.

Piotrusiowi Panu dużo można zarzucić, lecz nie to, że bezkrytycznie akceptuje korporacyjne absurdy: niezrozumiały żargon, personalne gierki, wychodzenie z biura przed północą. Śmieszy go powszechny pęd do przeistaczania się w bezduszne roboty, choć może udawać przed szefem, że haruje na maksimum swoich możliwości. Ale raczej ceni autentyczność i szczerość.

Cały artykuł czytaj tutaj.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA