Miasta zarządzane mniej partycypacyjnie niż wsie

Badania przeprowadzone w Instytucie Spraw Publicznych w ramach projektu Decydujmy razem, które miały zdiagnozować stan partycypacji publicznej w Polsce, pokazały, że jest jej relatywnie najmniej w gminach miejskich, mieszkańcy gmin wiejskich i miejsko-wiejskich w regulowanie lokalnych spraw publicznych są bowiem włączeni w większym stopniu.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Miasta zarządzane mniej partycypacyjnie niż wsie

PODZIEL SIĘ


Autor: Tomasz Kaźmierczak (decyzdujmyrazem.pl)

28 lut 2013 11:01


Wniosek jest zatem jednoznaczny: miasta są zarządzane najmniej partycypacyjnie - dotyczy to zarówno poziomu kształtowania, jak i realizacji polityk publicznych. Ten stan rzeczy w znacznej mierze tłumaczy, dlaczego właśnie w środowiskach miejskich, nie zaś gdzie indziej, partycypacja publiczna stopniowo nabiera charakteru "gorącej" kwestii społecznej.

Debata nad partycypacją publiczną - mówiąc precyzyjniej: jej niedostatkiem w życiu publicznym miast i wynikającą stąd potrzebą jej rozwoju - toczy się nie tylko w serwisach internetowych czy na forach mass mediów, ale przebiega także "na ulicy", przybierając formę spektakularnych akcji społecznych, jak choćby "obywatelsko nieposłuszne" przejęcie i uruchomienie na jeden dzień baru mlecznego zamkniętego przez władze jednej z dzielnic Warszawy.

Dlaczego tak trudno o partycypację w miastach?

W gminnych wspólnotach miejsko-wiejskich, życie publiczne toczy się w innej skali niż w miastach. Tutaj prawie wszyscy się znają, co oznacza, że często kontakty prywatne naturalnie nakładają się na relacje formalne, w tym relacje "gminne władze - obywatel".

W rezultacie relacje te często mają spersonalizowany charakter, co ułatwia przebiegający w ich ramach proces komunikacji, a więc także wywierania wpływu. W takich warunkach praktyki partycypacyjne są o tyle bardziej prawdopodobne, że mogą pojawiać się naturalnie. Miasto z natury rzeczy tworzą więzi i relacje bezosobowe i instrumentalne - w tych warunkach nie ma w zasadzie szans, aby partycypacja publiczna pojawiała się naturalnie i spontanicznie. W mieście, żeby z idei zamieniła się ona w praktykę, musi być świadomie i celowo wypracowywana. To pierwsze źródło trudności.

Kto chce "prawa do miasta"?

Wspomniane wcześniej badania pokazują, że najbardziej gotowi i chętni do uczestnictwa w praktykach partycypacyjnych są mieszkańcy o wyższym statusie społecznym (wykształcenie, pozycja zawodowa).

W miastach zatem jest relatywnie liczna grupa dysponująca wystarczającymi zasobami kulturowymi i społecznymi, żeby angażować się w praktyki partycypacyjne. W tej sytuacji brak wpływu na to, co się w mieście dzieje, jest odczuwane szczególnie mocno i rodzi postawę, którą dobrze wyraża idea "prawa do miasta". Sformułowana po raz pierwszy w latach sześćdziesiątych XX wieku, zdaniem jego zwolenników i propagatorów dotyczy nie tylko dostępu do zasobów miasta, ale przede wszystkim jest "prawem do zmiany i wynajdowania miasta na nowo takim, jakim go pragniemy".

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA