Menedżerowie nie słuchają pracowników. Ale nie są wszystkowiedzący

Zmiana właściciela, likwidacja działów, zwolnienia. W takich sytuacjach szef musi się liczyć z buntem na pokładzie. Tymczasem bywają menedżerowie, którzy z zaskoczeniem pytają: ale po co te emocje? Po to, by lepiej zarządzać firmą.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Menedżerowie nie słuchają pracowników. Ale nie są wszystkowiedzący

PODZIEL SIĘ


Autor: Joanna Oreł

21 paź 2014 6:20


Sławomir Błaszczak, prezes  4Results, który na co dzień pracuje nad jakością zarządzania w firmach przyznaje, że te rzadko zorientowane są na reakcje pracowników.

 – Zarządy wychodzą z założenia, że jeżeli będą pytały i rozmawiały z załogą, to pojawią się opór i panika. Przez to później powstają wizje zmian zbyt oderwanych od rzeczywistości – ocenia Błaszczak.

Na dowód tego przytacza przykład jednej z firm z branży energetycznej, w której doszło do paraliżującego strajku i buntu wśród pracowników, gdy jej zarząd przedstawił konieczność przeprowadzenia restrukturyzacji.

– Jednak kierownictwo bardzo uczciwie i wprost mówił o efektach zmian – zarówno o tych pozytywnych, jak i o tych trudnych – mówi Sławomir Błaszczak.

Czytaj też: Hryniewiecka-Firlej: Nie buduję kultury firmy na lęku

Małgorzata Sierański, menedżer w obszarze rozwoju personelu w branży finansowej, zaznacza, że rolą menedżera w tego typu sytuacjach jest sprowokowanie pracowników do merytorycznej dyskusji o zmianach.

– Musimy dowiedzieć się, na ile zespół pójdzie za tą zmianą i będzie współpracował. Menedżer może więc dać kilka dni na przemyślenie sprawy, ale czasem pewne informacje spadają na nas, jak grom z jasnego nieba. Jednak i wtedy kilka godzin czy nawet kilkanaście minut, jest potrzebnych na ochłonięcie – wyjaśnia ekspert.

Za tym z kolei powinna iść dyskusja. Menedżer musi dowiedzieć się od pracowników, jakie jest ich zdanie, a także sprawdzić, co dzieje się po drugiej stronie – czy jest lęk, oburzenie, a może nawet agresja.

Czytaj też: Podczas restrukturyzacji najważniejsze jest zrozumienie pracowników

– Ludziom zdarza się wpadać w paranoję, bo np. obawiają się, że po zmianie cała linia produkcyjna zostanie zamknięta i dany dział zostanie zwolniony z pracy. Przedstawiamy więc szczegóły zmiany. Chodzi o przekazanie informacji tzw. technicznych, jak teraz firma będzie funkcjonowała. Tak, by ludzie otrzymali jasny komunikat, który uspokoi ich i wyciszy emocje – podkreśla Małgorzata Sierański.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

2 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

kolejorz 2014-10-22 08:48:36

Wszędzie to samo czyli restrukturyzacja polegająca na kumulacji obowiązków kilku pracowniników na jednym najlepszym z nich i zatrudnianie całej rodziny w zarządach rozdętych do granic możliwości a także outsouring prawny, zakupowy i wiele jeszcze innych w firmach rodzinnych. A gdzie się podział ten Generał Wałęsa? czy tak miało być?????????????????????????????

Przyjaciel 2014-10-21 19:10:21

To jest dobry artykuł dla zarządu GAZOPROJEKTU , który słucha tylko siebie - najwyższy czas aby odeszli i nie pogrążali do niedawna b.dobrego biura w coraz większe problemy...